[ Pobierz całość w formacie PDF ]

- Przestań szaleć! - rozkazał zniecierpliwiony męski głos.
Podczas szarpaniny poczuła, że szlafrok zsuwa jej się z ramion.
Strach sparaliżował ją i teraz mogła już tylko obserwować
wydarzenia.
Zza pobliskiego krzaku róży wyskoczył nagle Charlie i rzucił się
na napastnika.
49
RS
- Zostaw ją, ty padalcu! - wrzasnął i zaczął bić na oślep
powalonego mężczyznę.
Victoria, ku swemu wielkiemu zaskoczeniu, rozpoznała
napastnika. To był Dare Kincaid.
Ruszyła ku walczącym.
- Charlie, nie!
- Proszę nie podchodzić! Ocalę panią, panno Cooper! -
wykrzyczał zasapany chłopak.
I tak na jej oczach rozgorzała wałka.
W gęstwinie rak i nóg spowitej wieczorną mgłą, nic wiedziała
już, w którym miejscu kończy się Charlie a zaczyna Dare.
Co robić? myślała gorączkowo.
50
RS
ROZDZIAA CZWARTY
Ale mi się trafiło zadanie, pomyślał Dare, próbując odepchnąć
napastnika.
Wszystko szło na opak. Dom był koszmarnie wielki i
pozbawiony alarmu, a Victoria nic usłuchała jego nakazów, wybiegła
nocą do ogrodu, jakby zupełnie nie myślała o konsekwencjach. Kiedy
chciał ją powstrzymać przed nawoływaniem. Bóg wie kogo, wbiła mu
łokieć w splot słoneczny i podbiła oko. Na dokładkę teraz jakiś
wyrostek szamocze się z nim na trawniku, jakby byli równolatkami.
Dzieciak z pewnością myśli, że to on chroni Victorię przed
złoczyńcami.
Jak w komedii pomyłek, pomyślał zdenerwowany. Jedno jest
pewne, młodzież jest dzisiaj zbyt agresywna. Kto to widział rzucać się
z pięściami na dorosłych? Przecież chciałem tylko wymienić żarówkę
na werandzie.
Miał już dosyć. Miarkę przebrał bardzo skuteczny cios chłopaka,
po którym agentowi przed oczami pojawiły się gwiazdy z nieznanych
mu bliżej konstelacji.
Złapał wyrostka od tylu i podniósł tak, że zaskoczony Charlie,
nie mogąc sięgnąć ziemi, zaczął wierzgać nogami.
Ależ te dzieciaki bojowe, pomyślał zmęczony Dare.
51
RS
- Puszczaj mnie, ty... Tknij tylko pannę Cooper, a porachuję ci
wszystkie kości! - wołał Charlie, nadal próbując wydostać się z
żelaznego uścisku mężczyzny.
Dare nie mógł powstrzymać się przed mimowolnym uśmiechem.
Ten Charlie Wells to niezłe ziółko, zauważył. Dzielnie broni
swojej nauczycielki, chociaż...
Dare uśmiechnął się szerzej, patrząc na szamoczącego się
chłopaka.
- Słuchaj, Rambo, myślę, że w obecnej sytuacji nie bardzo
możesz mi grozić. Dobrze ci radzę, przestań się szarpać - powiedział.
Wyrostek nadal się nie poddawał i zaciekle kopal agenta.
- Natychmiast przestań! Chyba że w ciągu najbliższego miesiąca
chcesz koniecznie nawiązać kilka nowych przyjazni na oddziale
ortopedycznym? - Dare znacząco zawiesił głos.
Victoria zapaliła latarkę, którą zabrała z pokoju, a o której
zapomniała w całym tym zamieszaniu, po czym podbiegła do agenta i
złapała go za łokieć.
- Puść go - zażądała stanowczym głosem.
- Uspokój się, kochanie. - Dare uśmiechnął się do  żony". -
Zanim to zrobię, proszę, powiedz swojemu młodemu przyjacielowi,
żeby trochę ochłonął. Zdaje mi się, że myśli, iż chcę ci zrobić
krzywdę.
Utkwiła w nim pytające spojrzenie.
- Skąd wiesz, że to...
52
RS
Dare Kincaid zapatrzył się w jej pełne i kuszące usta.
Zastanawiał się, dlaczego wcześniej nie zauważył, jakie są piękne.
Takie pełne i różowe...
Chyba oszalałem. To nie jest najlepszy moment, by się
rozczulać, skonstatował zaskoczony własnymi myślami.
- Wiem, bo o mało nie ogłuchłem, kiedy wykrzyczałaś mi jego
imię do ucha - odparł.
- No cóż, to jest Charlie Wells, mój uczeń...
- Słyszałeś, co powiedziała panna Cooper. Masz mnie puścić -
odezwał się nastolatek zaczepnym tonem.
Agent pomyślał, że tupet chłopaka zaczyna mu powoli działać
na nerwy. Postawił jednak Charliego na ziemi i odsunął się o krok, by
mu się lepiej przyjrzeć.
Mimo nikłego światła widać było, że chłopiec ma podbite oko i
liczne zadrapania. Zwiadczyły z pewnością o tym, że ostatnio bił się
nie tylko z Dare'em.
Charlie zerknął nerwowo w kierunku Victorii.
- Czy nic się pani nie stało? Bo jeśli tak, to przysięgam, że...
- Nie, wszystko jest w całkowitym porządku - odparła
pospiesznie. - A jak ty się czujesz?
- Dobrze. - Pocierał właśnie nadwerężony nadgarstek. [ Pobierz całość w formacie PDF ]