[ Pobierz całość w formacie PDF ]

najbardziej z całego ciała domagało się pieszczot.
Było tak, jakby reszta jej istoty nagle przestała istnieć, ważne było
tylko to miejsce, którego Gavin dotykał.
Nie była w stanie się poruszyć ani myśleć, ani wydać najmniejszego
dźwięku, bez reszty skupiona na dążeniu do jednego, jedynego celu,
który gdzieś przed nią niejasno migotał, łudził i wciąż się wymykał.
Lecz wtedy Gavin zsunął się trochę z kanapy i, nie przestając jej
pieścić, zębami lekko pochwycił jej sutek, który wabiąco sterczał przez
cienką koronkę wieczorowej sukienki. I wreszcie to przepełniło miarę.
Nieznana dotąd rozkosz wybuchła w niej nagle jak eksplozja, wzięła
w posiadanie każdy nerw i każdą najdrobniejszą cząstkę jej ciała. I
zdawało się, że trwa to bez końca.
Bez końca.
Bez końca.
Kiedy wreszcie nawałnica przeszła, Colleen była zdumiona,
przemieniona i kompletnie wyczerpana. A także jakby nowo narodzona.
I szczęśliwa jak już od dawna nie była.
Lubi mnie, on naprawdę mnie lubi, śpiewał głos w jej w sercu.
Przecież musiało mu na niej zależeć, skoro robił z nią coś tak intymnego.
Koniecznie chciała mu powiedzieć, że to wszystko było zdumiewające,
że on był zdumiewający.
- Gavin? - Ogarnęła ją czułość pomieszana z lękiem, kiedy
otworzyła oczy i zobaczyła jego głowę wtuloną w jej piersi.
-
Co?
Anula & polgara
- To było... niesamowite.
- Cieszę się, że tak uważasz. - Podniósł głowę i spojrzał jej w oczy,
aż serce w niej podskoczyło z radości.
Zadrżała w oczekiwaniu, co będzie dalej.
- I dlaczego tak jest? - zapytała jakimś dziwnym, gardłowym
głosem.
- Dlatego. - Jednym sprężystym ruchem stanął na nogi, unosząc ją w
objęciach jak dziecko. - To był dopiero początek.
- Naprawdę?
- O, tak. Niewiele jest w życiu dobrych rzeczy. - To mówiąc, niósł ją
w stronę sypialni, bez wysiłku, jakby była lekka jak piórko. - Ale ta
należy do najlepszych.
Na razie wszystko idzie nie najgorzej, pomyślał Gavin, pchnięciem
biodra otwierając drzwi do sypialni Colleen.
Jakoś udawało mu się panować nad sobą, mówić i zachowywać jak
człowiek cywilizowany, chociaż płonęło w nim dzikie pożądanie, a serce
waliło mu jak młotem.
Ostrożnie przeniósł Colleen przez próg, uważając, żeby przypadkiem
nie uderzyć jej o framugę drzwi.
Przepełniał go instynkt opiekuńczy, który dawniej zawsze w nim
wzbudzała, a który teraz odrodził się w nim w sposób nieomal magiczny.
Pragnął się w niej zatopić i sama myśl o tym, że coś mogłoby stanąć
mu na przeszkodzie, wprawiała go w stan zbliżony do szaleństwa.
Wcale mu się to nie podobało. Już dawno temu - może dlatego, że
matka porzuciła go, goniąc za własnymi przyjemnościami - ślubował
sobie, że nie będzie się zanadto przywiązywał do nikogo ani do niczego.
Pomimo to teraz szalał z pożądania.
Sam fakt, że trzymał Colleen na rękach, wprawiał go w takie
podniecenie, że czuł się jak niedoświadczony sztubak, i jak ów małolat
bał się, że się zbłaźni. A wszystko przez kobietę, która już raz złamała
mu serce, przez co udowodniła, iż nie należy jej ufać.
Jednak patrząc w jej łagodne, błękitne oczy wiedział, że nie dopuści,
aby stała jej się jakakolwiek krzywda.
- Gavin?
Nawet kiedy tylko wymawiała jego imię, było to jak pieszczota.
Anula & polgara
- Tak?
- Dobrze się czujesz?
- Jasne. Dlaczego miałbym się źle czuć? [ Pobierz całość w formacie PDF ]