[ Pobierz całość w formacie PDF ]

pikniku, na który chętnie zabrałby Celeste. Tyloma rzeczami chciałby
się z nią podzielić. Podjechał pod kolejne wzgórze, za którym krył się
dom. Gdy budynek wyłonił się zza horyzontu, zwolnił. Drzwi do
dużej stodoły stały otworem. Zwykle były zamknięte na zasuwę.
Podjechał i wysiadł z auta. Wszedł do środka. Po chwili, gdy
jego oczy przyzwyczaiły się do ciemności, rozejrzał się dookoła. Nie
mógł uwierzyć, że to nie sen.
Powoli podszedł do mężczyzny przywiązanego do słupa
podtrzymującego dach. Jego pierś pokrywała gruba skorupa krwi. Dan
bał się, że człowiek jest już martwy.
Kiedy jednak podszedł bliżej, usłyszał jęk. Delikatnie uniósł
głowę rannego. Rozpoznał Kennetha Martina.
- Uciekaj - wyszeptał Kenneth. - Uciekaj. Nie ma ich, ale
niedługo wrócą.
182
RS
ROZDZIAA CZTERNASTY
Celeste próbowała zerwać więzy krępujące jej nadgarstki, ale
lina była zbyt mocna. Została związana zaraz po opuszczeniu małego
śmigłowca na lądowisku koło Banderos. Wcale jej się nie spodobało
spojrzenie, jakie rzucił jej wtedy Jess.
- Wiem, że przywykła pani do podróżowania z Danem w
lepszym stylu, ale mnie na to nie stać. Za to ma pani u mnie
oprowadzanie za darmo. Oto kowbojska stolica świata - powiedział,
wskazując na miasteczko, przez które właśnie przejeżdżali.
- Może jak będzie już po wszystkim, dostanie pan pracę
przewodnika turystycznego... w więzieniu - powiedziała ze złością
Celeste. Miała poobcierane nadgarstki, bolały ją plecy od siedzenia w
niewygodnej pozycji. - Dlaczego mnie pan nie rozwiąże? Co niby
miałabym zrobić? Wyskoczyć z pędzącego samochodu?
- Chętnie bym panią rozwiązał i właśnie dlatego pozostanie pani
związana. Potrafiła pani w jakiś sposób zdobyć sobie zaufanie Dana.
A on jest wyjątkowo ostrożnym człowiekiem, zwłaszcza gdy chodzi o
kobiety.
Celeste była rozdarta. Jess poruszył temat, który chciałaby
zgłębić, ale nie z nim. Pragnęła poznać przeszłość Dana, lecz Jess
Harper był szalony i zły. Dlaczego miałaby słuchać tego, co miał do
powiedzenia? Spojrzała przez okno na górzysty Teksas.
183
RS
Nie miała nic lepszego do roboty, niż posłuchać Jessa. Była
uwięziona w jego samochodzie. Dokąd jadą? Co się z nią stanie, gdy
dotrą na miejsce? Bała się nawet o tym myśleć. Tak naprawdę nie
miała pojęcia, w co się wplątała. Jess miał przy sobie broń i chyba nie
była to dobra wróżba. Sama myśl o tym wystarczyła, by zapragnęła
skupić się raczej na niosących otuchę rozważaniach na temat Dana.
- Matka Dana powiedziała mi, że jego narzeczona zginęła w
wypadku drogowym. Co się stało?
Jess spojrzał na nią uważnie.
- Brzmi to tak, jakby to panią naprawdę interesowało. Ciekawe,
dlaczego.
- Już panu próbowałam wyjaśnić, kim jestem i co sprowadziło
mnie do pana. Pan mi nie wierzy, więc jakie to ma znaczenie, co
powiem? Niech pan będzie tak miły i przedstawi mi pańską wersję
prawdy o Danie i jego narzeczonej.
- Shawna Wright była kimś wyjątkowym - powiedział Jess,
wpatrując się w drogę. - Wszyscy się w niej kochaliśmy, ale to Dan ją
zdobył.
Celeste nie spuszczała z niego oka. Jak na takiego twardego
gościa, Jess odsłaniał się o wiele bardziej, niż mu się wydawało.
Nagle stanęła jej przed oczami pani Esthers, staruszka z Lomar, która
prowadziła kwitnący interes jako wróżka. Pani Esthers miała dar,
Celeste wiedziała o tym dobrze, lecz wcale nie polegał on na patrzeniu
w przyszłość. Dobrze znała ludzką naturę i umiała odgadnąć, czego
naprawdę chcieli jej klienci, a czego się obawiali. Kiedyś pani Esthers
184
RS
powiedziała Celeste, że człowiek na ogół zdobywa to, czego pragnie,
jeśli pragnie tego wystarczająco mocno. Potrafiła rozszyfrować
nadzieje i marzenia swoich klientów i pomagała im uwierzyć, że
mogą zdobyć prawdziwą miłość, bogactwo czy zdrowie, jeśli tylko
zaczną działać. Wiara i uczynki pomagały zrealizować marzenia.
Przyglądając się Jessowi, Celeste zrozumiała, że ten mężczyzna
kochał Shawnę Wright. I było coś jeszcze. Jess nie ujawnił nigdy
swoich uczuć, nie rywalizował o względy Shawny ze względu na
szczere przywiązanie do swojego przyjaciela.
- Niech mi pan opowie o Shawnie - poprosiła cicho.
- Była piękna, mądra i pełna życia. To tyle, w dużym skrócie.
Zawsze starczało jej energii, by zrobić coś jeszcze. Sypała pomysłami.
Nigdy się niczym nie chwaliła. Była wielkoduszna.
Celeste przetrawiła opis Jessa. Uświadomiła sobie, że Dan nie
mógłby kochać kobiety niedoskonałej.
- Zginęła w drodze do kościoła?
- To było straszne. Wszyscy czekaliśmy na nią pod chórem. Dan
chodził w tę i z powrotem, a dookoła niego stali wszyscy drużbowie.
Zegar tykał. Spózniała się pięć minut, dziesięć, dwadzieścia. To był
koszmar. Dan milczał. Nie wiedzieliśmy, co robić. Shawna zawsze
była punktualna. To była jedna z jej wielkich zalet. Zawsze i wszędzie
była na czas. Wszyscy zdawaliśmy sobie sprawę, że coś się musiało
stać. Myśleliśmy, że może samochód się zepsuł albo coś się stało z jej
sukienką. Wie pani, to, co zwykle się dzieje w najgorszym możliwym
momencie. W każdym razie to właśnie powtarzaliśmy w kółko
185
RS
Danowi. Jednak w głębi duszy wiedziałem, że stało się coś
tragicznego.
- Czy to był jeden z samochodów Dana? - zapytała odruchowo
Celeste i zaraz się zastanowiła, skąd też jej przyszło do głowy takie
pytanie.
Jessa zareagował podobnie. Zmrużył oczy i spojrzał na nią
uważnie.
- Do czego pani zmierza?
- Sama nie wiem - przyznała. - Proszę, niech mi pan powie
wszystko, co pan pamięta.
- To była wynajęta limuzyna. Carson Dynamics było firmą
dobrze prosperującą, choć jeszcze nie tak dobrze, jak dziś. Dopiero po
śmierci Shawny Dan rzucił się w wir pracy. Pracował dwadzieścia
cztery godziny na dobę siedem dni w tygodniu. W ten sposób wzniósł
finansowe imperium. Dziesięć lat temu sytuacja była inna. Carson
Dynamics działało prężnie, ale Ban nie był wtedy posiadaczem
limuzyn i samolotów.
- Aha - powiedziała tylko Celeste, nie mogąc sobie poradzić z
własnymi uczuciami. - A co się działo w kościele?
- Po półgodzinie przyszła matka Dana i powiedziała mu, że
najwyrazniej Shawna się nie pojawi. Diana Carson wyglądała tak,
jakby nagle postarzała się o dziesięć lat. To było przerażające. Ona i
Dan popatrzyli sobie w oczy. Widać było, że serce Dana krwawi.
Oboje uważali, że to ta głupia klątwa, że Shawna stchórzyła i
postanowiła porzucić Dana przed ołtarzem.
186
RS
- Ale prawda była dużo gorsza - zauważyła Celeste.
- Wielu gości wyszło, ale Dan uparł się, że zostanie w kościele.
Powtarzał, że Shawna nie zrobiłaby czegoś takiego. Przynajmniej by
go zawiadomiła.
- A pan? Co pan czuł?
- Sam nie wiedziałem, co myśleć. Shawna kochała Dana. Nie
miałem co do tego wątpliwości. Małżeństwo było dla niej poważną
sprawą. Nawet gdyby zmieniła zdanie, nie postąpiłaby w ten sposób.
Gdy w grę wchodziły interesy, Shawna potrafiła zachować chłodny
osąd. Nie znałem drugiej równie ambitnej osoby. Pewnie dlatego, że
pochodziła z naprawdę biednej rodziny. Ale miała czułe serce. Nigdy
w życiu nie zrobiłaby czegoś takiego Danowi. W każdym razie
miałem złe przeczucia. Nagle w drzwiach kościoła stanęli policjanci. -
Jess mówił bardzo cicho. - Było ich dwóch. Ramię w ramię przeszli
nawą kościelną. Kiedy się zbliżali, nie opuszczało mnie wrażenie, że
przynoszą bardzo złe wieści. Podeszli do Dana, jakby wiedzieli, kim
jest, i zapytali, czy zna Shawnę Wright. A potem oznajmili, że mają
złe wiadomości. Wydarzył się wypadek. Zginęła.
Przez długą chwilę w samochodzie panowała kompletna cisza.
Celeste pragnęła położyć dłoń na ramieniu Jessa, ale miała związane
ręce. Wierzyła w jego szczery ból. Wciąż cierpiał, mimo że minęło [ Pobierz całość w formacie PDF ]