[ Pobierz całość w formacie PDF ]

- A co ma być? To nie jego sprawa, chyba że chcesz mu o tym powiedzieć.
- Może pózniej - wymamrotała i poszła do łazienki, a Beth zeszła do kuchni.
Gideon kończył przygotowywać kanapki na drugie śniadanie, a Willa nigdzie nie było
widać. Spojrzał pytająco na Beth.
- Wszystko w porządku. Jest teraz w łazience.
- Zgadłem?
- Tak, ale już opanowałam sytuację. Pierwszy raz jest zawsze nieco szokujący.
- Mogę ją zwolnić dziś ze szkoły.
- Po co? %7łeby wywołać jeszcze więcej zamieszania? Moim zdaniem to nie jest potrzebne.
Nic jej nie będzie.
Gideon odetchnął.
- Dzięki Bogu, że przyszłaś. Próbuję być dla nich ojcem i matką, ale są takie chwile, kiedy
dziewczynka potrzebuje kobiety... - Przełamał się i uścisnął ją serdecznie. - Dziękuję ci, Beth.
Przytuliła się do jego przepoconej bluzy. Jak dobrze znów być blisko niego...
Puścił ją i odwrócił się w stronę drzwi.
- Pośpiesz się, Will, spóznisz się na autobus. Masz tu kanapkę. Co będziesz jadł na
śniadanie?
William przyglądał się im z zaciekawieniem.,
- Skąd wzięła się tutaj Beth?
- Przyszła na śniadanie. Czy zrobić ci tosty?
- Tak. Nie widziałeś mego kostiumu do rugby?
- Jest w sportowej torbie, w składziku  odpowiedziała mu Beth. - A gdzie jest Sophie?
W tym momencie obydwie dziewczynki wkroczyły do kuchni: Sophie w legginsach i
sweterku, a Claire w szkolnym mundurku. Wyglądała na dumną, choć wciąż niepewną siebie.
Gideon uśmiechnął się do niej serdecznie i podał jej tost.
- Jedz, bo się spóznisz. Chcesz płatki, szkrabie? - spytał Sophie.
- Tost!
- Ach tak? - Gideon podał jej grzankę i spojrzał na zegarek. - Do diabła! Beth, czy możesz
zostać chwilę z Sophie, a ja bym wziął prysznic? Przypilnuj, żeby coś zjadła i wypiła. Będę
gotowy za dziesięć minut.
Po paru minutach Claire i William wyszli, a Beth została sama z małą.
- Masz strasznie potargane włosy, kochanie. Czy chcesz, żebym uczesała cię w koński
ogon?
Dziewczynka kiwnęła tylko głową, gdyż buzię miała zbyt zajętą jedzeniem. Beth, nie
przerywając jej, wy szczotkowała złote loki i związała wysoko w koński ogon.
- Teraz wyglądasz wspaniale!
Ucałowała ją w usmarowane dżemem usteczka, a mała zsunęła się z krzesła. Gideon wbiegł
do kuchni i pośpiesznie nałożył jej płaszczyk.
- Jesteś skarbem, Beth! - wykrzyknął i szybko ucałował ją w usta. - O, dżem!
- To Sophie zostawiła swoją pieczątkę - roześmiała się.
Do zobaczenia. - Wziął małą za rękę i wybiegli.
Gdy tylko drzwi zamknęły się za nimi, dawne fantazje dopadły Beth ze zdwojoną siłą.
Trudno, skoro już gra rolę mamusi, równie dobrze może posprzątać po śniadaniu.
Od tego dnia ona i Claire stały się prawdziwymi przyjaciółkami. Dziewczynka jakby
wydoroślała, chętniej pomagała Beth i wyraznie szukała jej towarzystwa. Lubiła odrabiać lekcje
przy kuchennym stole, podczas gdy Beth z Sophie przygotowywały kolację. W ich kontaktach
pojawiło się coś nowego. Znalazły wspólny język, a Beth czuła się coraz bardziej
odpowiedzialna za tę dorastającą panienkę.
Nieoczekiwanie to zbliżenie z Claire wpłynęło na zmniejszenie napięcia pomiędzy nią a
Gideonem. Był teraz w jej obecności dużo bardziej rozluzniony; tym jaśniej też widziała, jak
cudownie byłoby być jego żoną.
W gruncie rzeczy, myślała, niewiele różniłoby się to od jej obecnego życia. I tak robi
większość rzeczy, które należałyby do jego żony. Brakuje w ich związku tylko jednego. Tego, co
owładnęło wszystkimi jej snami. A może powinna się zdecydować i zachęcić Gideona?
Ale, z drugiej strony, przecież nigdy więcej już jej nie pocałował, nigdy od czasu ślubu córki
Paula, jeśli nie liczyć krótkiego pocałunku tego ranka, kiedy to Claire wkroczyła w dorosłość.
Poza tym miała wątpliwości, czy nie stało się to tylko dlatego, że akurat była pod ręką.
I znów nadszedł poniedziałek. Odebrała Sophie z przedszkola, ugotowała coś i w deszczu [ Pobierz całość w formacie PDF ]