[ Pobierz całość w formacie PDF ]

ramiona, chodz w sposób mniej dystyngowany. Lekko się zataczaj. Masz chodzić jak
zmęczony górnik, a nie jak członek rodziny panującej. A poza tym jest jeszcze druga
sprawa...
Wyciągnął rękę i bezceremonialnie rozwichrzył jej fryzurę.
- Hej! - zaprotestowała wyrywając się. Kiedy Luke cofnął rękę wyglądała jak
czupiradło. Nie zostało nawet śladu po wymyślnym podwójnym koku.
- Tak lepiej - stwierdził - ale to jeszcze mało...
Schylił się, podniósł garść błota i zrobił krok w jej kierunku.
- O, co to, to nie! - prychnęła, zasłaniając twarz rękami i usuwając się w bok. -
Przecież tyle dni mieszkałam na bagnach. Nie pozwolę, abyś wysmarował mnie tym
świństwem!
- Będzie jak zechcesz, Leia! - glina głośno plasneła o ziemię. - Zrób to sama!
Księżniczka zawahała się, a następnie z pomocą śliny i rąk usunęła z twarzy wszelkie
ślady makijażu i lekko ją wybrudziła.
- Jak teraz? - spytała ostrożnie.
Luke przytaknął z aprobatą.
- O wiele lepiej. Wyglądasz jak ktoś, kto spędził trochę czasu bez wody.
- Dzięki - wymamrotała. - Zaczynam się również tak czuć!
- To konieczne. Po prostu chcę, abyśmy się stąd wydostali żywi.
- Nie wydostaniemy się, jeżeli nie znajdziemy jedzenia, o którym wspominałeś!
Musiał przyspieszyć, by nadążyć za tempem, które narzuciła, idąc w głąb osady.
Create PDF files without this message by purchasing novaPDF printer (http://www.novapdf.com)
ROZDZIAA 3
Rozmawiali szeptem, krocząc po metalowym chodniku w stronę lepiej oświetlonych
budynków. Coraz więcej górników i innych postaci, jakby wyłaniających się z mgły,
pojawiało się wokół nich.
- Miasto zaczyna się budzić - wyszeptała Leia. - Prawdopodobnie pracują w kopalni
na trzy zmiany. Jedna się właśnie skończyła.
- Być może - odparł Luke. - Ale przygarb się nieco!
Skinęła głową i spróbowała zrobić, co kazał. Luke starał się nie patrzeć na twarze
mijanych ludzi, bojąc się, że ktoś może zwrócić na nich uwagę.
- Wciąż jesteś zbyt sztywna. Odpręż się. Tak, teraz lepiej.
Zatrzymali się przed dobrze utrzymaną budowlą, której szyld głosił, że jest to tawerna.
- Wygląda na spokojną - obrócił się. - Threepio i Artoo zaczekacie na zewnątrz. Po co
szukać guza. Znajdzcie gdzieś jakiś ciemny zaułek i siedzcie tam cicho, dopóki nie wrócimy.
- Nie musi mnie pan do tego zachęcać, panie Luke! - zapewnił żarliwie złocisty robot.
- Chodz, Artoo! - Oba roboty pospieszyły w kierunku wąskiego przesmyku pomiędzy tawerna
a sąsiednimi zabudowaniami.
- Co o tym myślisz, księżniczko? Zaryzykujemy?
- Umieram z głodu... zmitrężyliśmy sporo czasu - położyła dłoń na klamce.
Z miejsca uderzyły ich światła i hałaśliwe rozmowy. Weszli do środka w możliwie jak
najnormalniejszy sposób.
Niskie nisze wypełnione były rozgorączkowanymi gośćmi. Narkotyczne chmury i
inne zapachy na moment odebrały Luke owi oddech.
- yle się czujesz? - księżniczka wyglądała na zmartwioną, chociaż dekadencka
atmosfera lokalu najwyrazniej nie zrobiła na niej specjalnego wrażenia. - Ludzie się na ciebie
patrzą!
- To... ten zaduch - wyjaśnił, usiłując opanować kaszel. - Coś w nim jest...
Księżniczka zachichotała.
- Czy to zbyt dużo, jak na pilota myśliwca?
Luke nie wstydził się do tego przyznać.
- W gruncie rzeczy Leiu, jestem wciąż wieśniakiem. Miałem w życiu niewiele okazji
doświadczyć wyszukanych rozrywek.
Głęboko wciągnęła powietrze.
Create PDF files without this message by purchasing novaPDF printer (http://www.novapdf.com)
- Nie powiedziałabym, że te zapachy są wyszukane. Owszem, są dosyć mocne, ale z
pewnością niewyszukane.
Jakimś cudem znalezli wolny stolik w samym sercu ludzkiego kłębowiska. Gdy
podszedł kelner, księżniczka wpatrywała się uparcie w blat stołu. Niepotrzebnie się
denerwowała. Nie rzucił im nawet spojrzenia.
- Czym mogę służyć? - zapytał obojętnie. Ten facet chyba zdążył coś wypić w pracy,
pomyślał Luke.
- Co dzisiaj najlepsze? - zapytał mężczyznę, usiłując mówić jak człowiek, który
właśnie spędził dziesięć godzin w podziemnych korytarzach.
- Stek po kommerkeńsku, siekane jarzyny, plus dodatki... to co zawsze.
- Dwa razy - zamówił Luke, starając się nie przeciągać rozmowy.
- Robi się - odpowiedział niedbale kelner i zmieszał się z tłumem.
- On o nic nie pytał - wymamrotała z podnieceniem księżniczka.
- Nie. Może pójdzie łatwiej, niż myślałem... - Nagle jego twarz spoważniała.
- Czy coś się stało Luke? - spojrzała za ruchem jego ręki w kierunku baru.
Chudy stwór okryty jasnozieloną szczeciną zaczepił potężnego, ociężałego górnika.
Tubylec miał szeroko rozstawione, ciemne oczy i grzywę dłuższego, ciemniejszego futra
biegnącą od czubka głowy aż po łopatki. Skóra jakiegoś nieznanego zwierzęcia okręcona była
wokół jego bioder, a z szyi zwisało mu kilka podzwaniających, prymitywnie zdobionych [ Pobierz całość w formacie PDF ]