[ Pobierz całość w formacie PDF ]

kariery filmowej, że studia dzwiękowe są zawsze otwarte. W ten sposób przychodzący o
godzinie ósmej wieczorem robotnicy nocnej zmiany mają do nich swobodny dostęp i mogą
uprzątnąć stare dekoracje i zastąpić je nowymi, tak żeby wszystko było gotowe na następny
dzień.
Ogromne studio dzwiękowe było teraz niemal całkowicie pogrążone w ciemnościach, których
nie zdołało rozproszyć nikłe światło nielicznych żarówek w drucianych kloszach. %7łarówki te
zwisały z wysokiego, metalowego balkonu, okalającego sufit tego olbrzymiego budynku.
Jupe wyciągnął latarkę z kieszeni i w jej świetle torował sobie drogę poprzez kłębowisko
walających się po podłodze kabli elektrycznych.
Bob i Pete podążali tuż za nim, aż wreszcie cała trójka dotarła do filmowej kuchni,
znajdującej się w końcu budynku. Pierwszy Detektyw zatrzymał się i zaczął wodzić latarką po
ścianach.
 A więc to było tak  mruczał do siebie pod nosem.  Tutaj stał stół. I zaraz po lunchu
wyniesiono go  o tędy  a potem wstawiono fotele obrotowe. I przez cały ten czas pudełko z
pucharami znajdowało się na zewnątrz tego pomieszczenia.
Podszedł do drzwi filmowej kuchni. Tymi drzwiami weszła ta młoda blondynka, dokładnie
wtedy, kiedy Milton Glass miał przystąpić do wręczania prezentów.
Jupe otworzył drzwi i wszyscy trzej wkroczyli do środka.
 Pudełko leżało najprawdopodobniej tutaj...  Jupe latarką wyłowił z ciemności solidny
stół, znajdujący się niecały metr od niego.  Ale podczas kiedy siedzieliśmy w kuchni, nikt nie
otwierał drzwi aż do chwili wniesienia pudełka. Kelnerzy, kamerzyści i wszyscy inni wchodzili
do kuchni tą samą drogą co my, to znaczy otwartą stroną sceny. A personel pomocniczy,
elektrycy i tłum różnych ludzi stali tam przecież również przez cały czas. A więc...  Jupe
popatrzył na Boba i Pete a.  Co o tym wszystkim myślicie?
 To znaczy, że ten, kto zwinął puchary, nie mógł ich przemycić do kuchni, a potem tam
ukryć  snuł swoje rozważania Pete.  Bo wtedy musiałby przecisnąć się z nimi do kuchni
przez tłum ludzi, stojących przy otwartym końcu sceny.
 No właśnie  przytaknął Jupe.  Załóżmy, że jestem złodziejem.  Posuwał się wzdłuż
płóciennych dekoracji, formujących ściany kuchni, w kierunku otwartej przestrzeni, gdzie w
czasie lunchu był zgromadzony zespół kamerzystów.
 Stoję tutaj, otoczony tłumem ludzi  mówił Jupe.  Ale jeśliby mi się udało prześliznąć
do stołu z pudełkiem, to znalazłbym się poza zasięgiem ich wzroku, za sceną.  Podszedł z
powrotem do stołu, przyświecając sobie latarką.
 Drzwi do kuchni są zamknięte i nie ma powodu, dla którego ktoś miałby tutaj przychodzić
 powiedział w zamyśleniu.  A więc przy odrobinie szczęścia mam mnóstwo czasu, żeby
otworzyć pudełko, wyjąć puchary i ponownie owinąć pudełko złocistym papierem.
Chłopiec pokazywał rękami, jak by to zrobił.
 Potem stoję tutaj i trzymam pięć srebrnych pucharów  kontynuował swoje wywody
Jupe.  Ale jest mi potrzebny worek, albo coś w tym rodzaju, żeby je schować. No i poza tym
muszę również brać pod uwagę tych wszystkich ludzi, znajdujących się w pobliżu, a więc...
 A więc musisz schować puchary gdzieś tutaj  dokończył za niego Bob.
 Zapalił własną latarkę i zaczął wodzić nią po pomieszczeniu. W jej świetle zobaczył zwoje
kabli, kilkanaście dużych puszek po farbie, stertę desek i stojącą w pewnej odległości od nich,
solidną, drewnianą skrzynię.
Jupe pozostał na swoim miejscu i oświetlał przedmioty latarką, podczas gdy dwaj pozostali
detektywi rzucili się natychmiast w kierunku drewnianej skrzyni.
Ale w skrzyni były tylko narzędzia stolarskie. Nie znalezli również niczego pod stertą desek
ani w żadnej z pustych puszek po farbie.
Bob i Pete odwrócili się i poszukali spojrzeniem Pierwszego Detektywa. Jupe nie był już na
swoim miejscu; stał teraz obok jednej z ruchomych lamp łukowych i bacznie studiował śrubę,
przymocowaną do długiego, metalowego słupa lampy. Nagle znieruchomiał i popatrzył na [ Pobierz całość w formacie PDF ]