[ Pobierz całość w formacie PDF ]

unikniemy) i choć nigdy przedtem nie był człowiekiem, to być może był jednak zwierzęciem.
A więc skąd się teraz biorą dusze i ile ich jest? Powiedzmy, że tyle, ile dinozaurów, bo to one
w nas się szamoczą, rodząc niepokój i fascynację zarazem. Wtedy nie musimy już nigdzie na
zewnątrz spotykać ni dinozaura, ni smoka, bo jest on w nas nieustannie obecny.
Tyle, że nie wszyscy podzielają i to mniemanie. Wedle teorii szeroko dziś rozpowszech-
nionej jest w nas pierwiastek i udział boski, gdzieś niezmiernie głęboko. Teoria ta byłaby
chyba nawet, w odpowiednim sformułowaniu, do przyjęcia przez myśl judeochrześcijańską.
(Skoro Bóg  widzi nasze umysły, to jakoś musi istnieć w naszym mózgu). Już pewnie nie w
tej wersji, że każda istota w jakimś swoim ułamku i jakiejś głębinie po prostu jest Bogiem.
Wariantów tego ostatniego zdania i mniemania jest zresztą tyle, ile kropel w Mississipi. My-
ślę, że jest i wariant taki, który nie wyklucza istnienia Boga osobowego, co jest dla nas bardzo
ważne, bo istotą tradycji europejskiej był zawsze personalizm. Niekoniecznie musimy być
monadami i wzywać Malebranche a na pomoc. Można sobie wyobrazić, że i jesteśmy sobą, i
mamy udział w czym innym. Na przykład - w dinozaurach i ich historii.
Tu kolejny nawias: wierzę (jeśli w ogóle wierzę), że zwierzęta też mają dusze. Ponieważ
progiem dalszego istnienia (nieśmiertelności?) nie jest rozum, ale cierpienie. A więc cierpie-
nie śmierci jest rodzajem biletu na dalszą drogę. Otrzymuje ten bilet wszystko, co istnieje, z
Bogiem włącznie (umarł przecież na krzyżu), może poza organizmami, które nie umarły, bo
się mnożą przez podział. Ale tu już blisko jesteśmy końca szpilki i legionów duchów, które
się na nim mieszczą. Nie odbierałbym więc i gadom tej możliwości.
Ale czymże jest w sumie to nowe życie, nowa era - new age dinozaurów? Ma to chyba
kilka znaczeń. A więc inne istoty żyjące - my właśnie - wydobyliśmy je z niepamięci, z głę-
bin Ziemi, ze skały, tak że mogły się znowu stać obiektem czyjejś świadomości, choć już nie
swojej własnej. Kształtowaliśmy je od nieudolnych rekonstrukcji, pomylonych kształtów,
błędnych wyobrażeń do form bogatszych i zapewne prawdziwszych. Ale przez całe stulecie
ubiegłe i niemałą część bieżącego dwudziestego wieku były dla nas rodzajem osobliwości lub
szczególniejszej pomyłki Pana Boga. Dopiero wielkie zmiany duchowości świata zachodnie-
go w drugiej połowie i pod koniec stulecia zmieniły sytuację skłaniając nas do innego widze-
nia całego świata, a więc i dinozaurów. Rzeczywiście, jakaś Nowa Era nadchodzi. Więcej o
niej słyszy się głupstw niż prawdopodobieństw, ale sama odmiana jest rzeczywista. Zwolen-
nicy astrologii przypominają, że w Wielkim Kosmicznym Roku era Ryb ustępuje Wodniko-
wi. Czy wraz z gwiazdami odmieniają się i ludzie?
W każdym razie mechanistyczno-materialistyczna wizja świata wydaje się nam równie
niekompletna, co niepożądana. Ale to nie jest już średniowieczny wybór jednej z alternatyw
dualizmu duch-materia na niekorzyść tej drugiej. To nie jest odtrącenie materii, ale jej rein-
terpretacja. Szukamy więc jednolitej teorii duchowo-fizycznej dla światów widzialnych i wy-
obrażalnych. Wstępem do tego jest postrzeganie materii w kategoriach energii, a konkretnych
konceptów jest sporo - fala, wir, będzie tego z pewnością więcej. Zwiat materialny i światy
duchowe stają się jedną, gigantyczną konstrukcją, raczej stopniami jednej rzeczywistości niż
bytami przeciwstawnymi. Przestrzeń i czas, jakie znamy, wydają się nam tylko prawami lo-
kalnymi, a nie uniwersalnymi, jedność całego istnienia, rzeczywista czy tylko upragniona,
sprawiła, że poczuliśmy się bliżej rośliny, zwierzęcia, a z drugiej strony Boga.
W to powszechne braterstwo wchodzą i dinozaury jako nie znana dotąd, ale bliska i po-
krewna forma istnienia. Nasze dalsze losy będą już wspólne.
W tym odmienionym świecie zatraciliśmy na razie umiejętność wyboru i wartościowania.
Co dotąd było uważane za głupstwo wierutne, głupstwem być przestało, co jednak nie ozna-
55
cza, że wszystkie bzdury nagle się uwierzytelniły. Nie, bzdur jest dalej pełno, ale my nie
wiemy, które to konkretnie. Czy za prawdziwe i skuteczne mamy uważać magię, amulety,
reinkarnację? Amulet na przykład nie jest już tylko kawałkiem materii, ale  czymś energe-
tycznym, mogącym współwibrować Bóg wie z czym. Mogącym - ale czy rezonującym na-
prawdę, czy tylko w gromkich zapewnieniach hochsztaplerów? Meridiany akupunktury chyba
istnieją naprawdę, skoro tego rodzaju kuracje są rzeczywiste i skuteczne. Ale spośród tysiąc i
jednej kolejnych konsekwencji New Age'u, czyli nowej duchowości, na pewno nie wszystkie
są realne. Nie rezygnujmy więc za łatwo z wypracowanej przez tysiąclecia logiki, mimo że
niekiedy może ona zawodzić.
W Polsce zamiast New Age chętniej używa się określenia era Wodnika, co przesądza o
astrologicznym ujęciu zagadnienia, czyli ponownie o tym, czego wcale nie jesteśmy pewni.
Dlatego wolę unikać tego określenia, choć nie zawsze jest to możliwe, szczególnie jeśli idzie
o prognozowanie przyszłości.
Obrodziły nam bowiem rozważania, jaka to też będzie nadciągająca epoka Wodnika. Cóż,
przewidywanie przyszłości to zabawa fascynująca, choć okropnie mało wiarygodna. Przez
wieki i tysiąclecia wieszczono to apokaliptyczne katastrofy, to znów  tysiącletnie królestwo ,
 kościół janowy i tak dalej. W świecie technologicznie raczej stabilnym miały to być prze-
miany historyczno-metafizyczne, ludzie mieli się zmieniać w bestie, to znów w grono anio-
łów, jak to w każdej utopii. Nigdy nic z tego się nie sprawdziło.
Wiek dziewiętnasty z lubością ekstrapolował ówczesne nowości techniczne na przyszłość,
na wiek dwudziesty. Kolej miała podjeżdżać nieomalże do każdego domu, niebo miało być [ Pobierz całość w formacie PDF ]