[ Pobierz całość w formacie PDF ]

chwilę spoglądała w dal. - Praca pomogła mi przetrwać bardzo trudny okres w życiu, nie
jestem więc tak zupełnie bezinteresowna.
Poczułam się naprawdę zaskoczona. Nigdy wcześniej mama o tym nie wspominała.
Wiedziałam, że była nieszczęśliwa w trakcie separacji i rozwodu, ale nigdy nie zwierzała mi
się, nigdy też nie wyjawiła, czy decyzję o rozstaniu podjęła ona czy tata. Prawda, że to mamę
bardziej winiłam, ale te słowa uświadomiły mi, że jej także nie było łatwo.
Jednak tego dnia nic nie było w stanie zniszczyć mojego dobrego humoru. Także
następnego i jeszcze kolejnego. Zwykle Neil prosto po szkole jechał do pracy, a ja wracałam
do domu, odrabiałam lekcje i przygotowywałam obiad. Potem trochę malowałam, czerpiąc
ponownie przyjemność z oglądania moich wszystkich dotychczasowych obrazków. Nawet
jeżeli nigdy nie zostaną pokazane publicznie, i tak będę je cenić, gdyż wiem, że spodobały się
chociaż jednej, poza mną, osobie.
Zamiast włóczyć się smętnie po domu i kłócić z mamą o drobiazgi, byłam niezwykle
uprzejma i uczynna. Czasami nakrywałam mamę na tym, że ukradkiem mi się przygląda. To
uświadomiło mi, jaka byłam dla niej niesprawiedliwa, odkąd odszedł od nas tata, zachowując
się tak, jakby celowo niszczyła moje życie.
Tracy wielokrotnie czyniła żartobliwe uwagi na temat mojego zachowania.
- Co się stało z humorzastą Juliet? Jesteś radosna już przez trzy dni z rzędu! -
Uśmiechnęła się znacząco i puściła do mnie oko. - Nie jest potrzebny żaden detektyw, by
odkryć, że to Neil ma na ciebie taki niezwykły wpływ. I pomyśleć, że na początku go
nienawidziłaś!
Ja też się uśmiechnęłam.
- Cóż, czasami jest okropnie uparty i ma sporo kłopotów, ale wie, jak sobie z nimi
radzić. Uczę się tego od niego.
Nie martwiłam się nawet o dziewczyny w rodzaju Tammy czy Suellen, ponieważ Neil
dał mi jasno do zrozumienia, że naprawdę mnie lubi, a je traktuje wyłącznie jak koleżanki.
Wiedziałam, że mówi prawdę, i przestałam się przejmować.
W czwartek wrócił wcześniej do domu, akurat na obiad. Nasza trójka usiadła przy
stole, jedząc, rozmawiając i śmiejąc się. Czułam się tak, jakbyśmy znowu stanowili rodzinę,
mimo braku taty. Myślę, że mama też to czuła i wydawała się dzięki temu spokojniejsza.
- Betty Hill zaprosiła mnie dziś na kawę i ciasto - oznajmiła po obiedzie. - Nareszcie
sobie spokojnie poplotkujemy.
Kiedy mama wyszła, Neil i ja usiedliśmy przy stole w jadalni, by wspólnie odrobić
lekcje z francuskiego. Sprawiało nam to dużo przyjemności i nie mogę zrozumieć, jak kiedyś
mogłam nie chcieć z nim tego robić. Jonesy siedział na stole i przyglądał się nam, czasem
dotykając łapką naszych podręczników.
- Le chat - powiedziałam, gładząc jego aksamitne futerko. - Je t'aime, Jonesy.
Neil popatrzył na mnie. Po chwili odezwał się tak cicho, że ledwie mogłam go
dosłyszeć:
- Je t'aime, Juliet.
Kocham cię! Powiedział to po francusku, ale i tak wiedziałam, że nie kłamie.
- Je t'aime, Neil - wyszeptałam w odpowiedzi.
Nareszcie to zrobiłam! Wyznałam mu, co naprawdę czuję. Delikatnie ujął moją dłoń.
To było jak pocałunek, jak najdelikatniejsza pieszczota, i pragnęłam pozostać tak na zawsze.
W końcu Neil jednak cofnął dłoń i się odezwał:
- Mieliśmy o ósmej obejrzeć film. Skoro odrobiliśmy już lekcje, czy zechce się pani
przenieść ze mną do salonu, mademoiselle?
Roześmiałam się, skinęłam głową, a po chwili Neil, ja i Jonesy zasiedliśmy na sofie
przed telewizorem, by po raz nie wiadomo który obejrzeć Casablankę Mimo że znałam ten
film na pamięć, wydawał mi się porywający i smutny jak nigdy dotąd.
Pózniej, w trakcie reklam, przyniosłam z kuchni dwie puszki coli i jedną podałam
Neilowi.
- Za nas - powiedziałam i przechyliłam puszkę.
Nie wiem, jak to się stało, ale po chwili całowaliśmy się tak, jakby w puszkach
znajdowało się wino, a nie cola. Byliśmy tak blisko siebie, że wydawało się, iż nasze ciała
wzajemnie się w siebie wtapiają, a pocałunki były bardziej namiętne niż kiedykolwiek
wcześniej.
I właśnie wtedy weszła mama.
Zwykle, kiedy szła odwiedzić mamę Tracy, zostawała u niej przez dwie albo i trzy
godziny, ale dzisiaj wróciła zdecydowanie wcześniej. Tak byliśmy zajęci sobą, że nawet nie
usłyszeliśmy, jak wchodzi.
- Byłam pewna, że będziecie odrabiać pracę domową. Twarz mamy była kredowobiała
i wiedziałam, że jest bardzo zagniewana. Nie widziałam jej w takim stanie od dnia, w którym
tata się wyprowadził.
Neil i ja szybko odskoczyliśmy od siebie, a jego twarz zrobiła się równie blada jak
mamy.
- Przepraszam, pani Adams, ale nie robiliśmy niczego złego.
- Naprawdę - dodałam, przestraszywszy się nie na żarty. - Odrabialiśmy lekcje, ale
skończyliśmy i uznaliśmy, że obejrzymy film w telewizji. - Nagle do oczu napłynęły mi łzy. -
Co jest złego w całowaniu? Nigdy nie całowałaś się z żadnym chłopakiem, kiedy byłaś w
moim wieku? Nigdy nie całowałaś się z tatą?
- Wystarczy, Juliet. Nie rozmawiamy o mojej młodości, ale o twojej. Sądzę, że
najlepiej będzie, jak we trójkę poważnie porozmawiamy.
ROZDZIAA 14
Siedzieliśmy wszyscy sztywno, podczas gdy mama najwyrazniej zastanawiała się nad
doborem odpowiednich słów, które będzie mogła użyć jako broni przeciwko nam. Co się stało
z luzacką, tolerancyjną, otwartą kobietą, która nigdy nie wydawała się zbytnio interesować
tym, co robi córka? A może po prostu uważała, że nie ma potrzeby się o mnie martwić.
- Przepraszam - odezwała się wreszcie. - Niepotrzebnie tak się uniosłam. Nie robiliście
niczego strasznego. Ale rozmawiałam właśnie z Betty Hill i to, co mi powie - działa,
zmartwiło mnie. - Popatrzyła mi prosto w oczy. - Wiesz, że mama Tracy nie jest plotkarką.
To, co mówi, zazwyczaj jest prawdą, i dlatego nie widzę powodu, by jej nie wierzyć.
W tej chwili nienawidziłam wszystkich matek na świecie.
- A co takiego ci powiedziała?
- Pani MacComber rozpowiada wszystkim o tobie i Neilu. Wie, że ja pracuję, a
widywała was oboje rano, wychodzących razem z domu, i czasami po południu
przychodzących, kiedy miała pewność, że jestem w ośrodku.
- Pani MacComber jest okropną starą plotkarą! - zawołałam ze słusznym oburzeniem.
- Czy ona nie ma nic lepszego do roboty od siedzenia w oknie i obserwowania naszego
domu? - Pani MacComber mieszka naprzeciwko po drugiej stronie ulicy.
- Zgadzam się z tobą - powiedziała spokojnie mama. - Ale to i tak niczego nie
zmienia. Masz szesnaście lat, Juliet, a ja nie mam zamiaru pozwolić ci na zszarganie opinii.
- Och, mamo, nie bądz taka staroświecka!
Wyraz jej twarzy nie zmienił się, a ja wiedziałam, co to znaczy. Podjęła już decyzję. [ Pobierz całość w formacie PDF ]