[ Pobierz całość w formacie PDF ]

ona. Czuła, że wstrząsają nim dreszcze. Gdy zaczęli się poruszać, objęła ramionami jego
plecy, wyczuwając pod dłońmi twarde mięśnie. Unosiła się ku niemu, mocno oplatając
udami biodra. Była pod wrażeniem, widząc, jak Colin potrafi zapanować nad swoimi
pragnieniami, by najpierw jej dać rozkosz. Tak właśnie zachowywał się też w Las Vegas.
Po chwili przetoczyła się przez jej ciało szczytowa fala, tak silna, że krzyknęła głośno.
Colin trzymał ją mocno w ramionach, uspokajając, szepcząc coś kojąco. Dopiero
po chwili znów zaczął się poruszać, coraz szybciej i mocniej, aż nagle znieruchomiał i
wydał z siebie przeciągły jęk.
Leżeli objęci, zmęczeni, bez tchu, ale szczęśliwi. Jeśli do tej pory Belinda myślała,
że ich pierwszy wspaniały raz w Las Vegas był nie do powtórzenia, teraz musiała zmie-
nić zdanie.
Tak jak zapowiedział, zdobył ją, a ona nie czuła nic poza błogą rozkoszą.
ROZDZIAŁ DZIESIĄTY
Colin razem z Hawkiem siedzieli na wygodnej kanapie w bibliotece londyńskiego
apartamentu Sawyera. Tamara, żona Sawyera, zaledwie poprzedniego dnia wróciła do
domu ze szpitala, gdzie urodziła hrabiemu Melton potomka. Podczas gdy mężczyźni po
swojemu świętowali to wydarzenie, Belinda, Pia i młoda matka zaszyły się w pokoju
dziecięcym.
- Moje gratulacje, Melton - powiedział Colin.
- Dziękuję. Proponuję szklaneczkę szkockiej za moją dzielną żonę.
- Chętnie, to naprawdę wspaniałe wydarzenie - dodał Hawk.
- Pewnie - przyznał Colin. - Mały wicehrabia jest w doskonałej formie, mimo że
urodził się trochę przed czasem.
Belinda zaledwie kilka dni po wieczorze w Covent Garden otrzymała wiadomość,
że Tamara urodziła zdrowego chłopca. Colin natychmiast zawiózł ją do Londynu, wciąż
mając w pamięci ich niezwykłą miłosną noc. Wiedział, że nie przeżyłby czegoś podob-
nego z żadną inną kobietą. Czekał na nią długo, zbyt długo, ale warto było. Rzeczywi-
stość była wspanialsza od jego tęsknot i marzeń.
- Przyznaję, że mały wicehrabia trochę nas zaskoczył wcześniejszym przyjściem. -
Sawyer przerwał rozmyślania Colina. - Urodził się zdrowy i duży, siedem funtów, więc
może i dobrze, że Tamara nie musiała go dźwigać przez kolejny tydzień.
- Dzięki podwójnemu obywatelstwu Tamary wasze dziecko będzie też Amerykani-
nem - podsunął Colin.
- Jestem pewien, że z tego powodu niektórzy z moich przodków przewracają się w
grobie. W każdym razie wraz z dzieckiem rozpoczęło się dla nas coś nowego i bardzo
mnie to cieszy.
- Á propos - Hawk zwrócił się do Colina. - Wydaje mi się, że w ostatnich dniach
lepiej układa się między tobą a Belindą, prawda?
- Skąd wiesz?
- I tym pytaniem potwierdziłeś moje przypuszczenia. Jak na takiego wytrawnego
gracza szybko się zdradziłeś.
Colin roześmiał się, uderzając ręką o kolano.
- I tu mnie masz.
- Rozumiemy cię - powiedział Sawyer, podając przyjacielowi szklaneczkę z alko-
holem. - Jeszcze do niedawna byliśmy w takiej samej sytuacji.
Colin wiedział, że droga Sawyera oraz Hawka do szczęścia małżeńskiego nie była
łatwa, ale teraz wszystkie trudności mieli już za sobą. Nagle usłyszał dźwięk telefonu [ Pobierz całość w formacie PDF ]