[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Zeke'a, czekając na jego powrót z porannego joggingu.
Było jasne, niedzielne popołudnie i rozkoszowała się ła­
godną, kalifornijską pogodą. Nie pamiętała, kiedy czuła
się równie szczęśliwa.
Po wyjściu z galerii, w środę wieczór, udali się do po­
koju hotelowego Zeke'a i kochali się aż do świtu, a po­
tem zasnęli objęci.
W czwartek zjedli obiad z rodzicami Zeke'a, którzy
wydali się Summer mądrzy, uroczy i czarujący. Podobni,
pomyślała z uśmiechem, do swego syna.
I potem jakoś tak się stało, że Zeke'owi udało się ją
namówić na wyjazd do Los Angeles. Ogłosiła w pracy,
że bierze wolne w piątek, i polecieli razem na zachod­
nie wybrzeże.
Teraz przechadzała się po pokojach posiadłości Zekea
w Beverly Hills i nie mogła się nadziwić ich imponują­
cemu pięknu. Kiedy przybyli tutaj w piątek po południu,
Zeke oprowadził ją nieco po domu, ale wtedy obejrza­
ła go jedynie powierzchownie. Dostrzegła kryty basen,
kort tenisowy i domek dla gości. Sam dom, dwupiętrowa
willa w stylu hiszpańskim, kryty był czerwoną dachówką,
miał łukowate wejścia i wspaniałą werandę, gdzie jedli
wieczorem kolację.
Rankiem udało się Summer dostrzec szczegóły, które
umknęły jej poprzedniego dnia. Spodobał jej się sposób,
w jaki antyki z różnych okresów wtapiały się w wystrój
wnętrza, ciepłego i przytulnego. Gust Zeke'a odzwier­
ciedlał jej własny.
Idąc na tyły domu, nie mogła się powstrzymać od my­
śli, że jak dotąd ich pobyt w Los Angeles był całkowitą
idyllą. Poprzedniego dnia zrobiła Zeke'owi kilka zdjęć
bez koszuli, a potem on ze śmiechem zabrał aparat i za­
czął robić zdjęcia jej. Grali w tenisa, pływali w basenie
i kochali się w domku koło basenu, pomimo słabych
protestów Summer, że ktoś może ich przyłapać. Wieczo­
rem zjedli kolację w hotelu Bel Air, słynącym z jednej
z najdoskonalszych kuchni w mieście.
Poza tym Zeke zaczął wywierać delikatny, lecz istot­
ny wpływ na inne aspekty jej życia. Garderoba Summer
przeobraziła się w bardziej seksowną i stylową. Stało się
tak po części dlatego, że chciała go podniecać. Dzięki
niemu też po raz pierwszy urwała się z pracy. Zaczynało
jej się to podobać.
Summer zatrzymała się przy pokoju muzycznym
Zeke'a, gdzie lubił grać i komponować. Raz jeszcze spoj­
rzała na wiszącą nad kominkiem fotografię.
Przypomniała sobie, kiedy Oren robił jej to zdjęcie.
Była zdenerwowana, bo czuła się, jakby się buntowała,
tak jak domyślił się Zeke.
Poczuła dreszcz na myśl o tym, że Zeke widział „Ba­
wiącą się Dafne" i że musiał ją mieć. Doszła do wniosku,
że kiedy po raz pierwszy się spotkali, nie tylko ona po­
czuła od razu, że coś ich łączy, jakby znali się od zawsze.
Tamtej nocy zaczęło się coś ważnego, na tyle, że musiała
zerwać zaręczyny z Johnem.
- Widzę, że zauważyłaś zdjęcie - rozległ się głos za jej
plecami.
Odwróciła się i stanęła twarzą w twarz z mężczyzną,
który wchodził do pokoju.
- Cześć, Marty - powiedziała. Poprzedniego dnia zo­
stali sobie przedstawieni. Wydał jej się doświadczony
w branży muzycznej. Pilnował interesów swojego klien­
ta i pewnie był świadkiem wspinania się na szczyt wielu
muzycznych gwiazd.
- Wiesz, kiedy Zeke powiedział mi, że przyszłaś do je­
go garderoby po koncercie w Nowym Jorku, pomyślałem
sobie, że to zadziwiający zbieg okoliczności.
- Prawda? - uśmiechnęła się.
- Szczęśliwy. Ale szczęście nigdy go chyba nie opuszcza.
Jego pierwsza płyta wyszła właśnie wtedy, kiedy publiczno­
ści brak było melodyjnych i romantycznych ballad.
- Nie wiedziałam, że spotkanie ze mną można uznać za
szczęście dla Zeke'a - odparła, ale zrobiło jej się miło.
- Było mu dość trudno dobrać piosenki na kolej­
ną płytę. Syndrom „białej kartki". Jedyną rzeczą, która
mogła go odblokować, było to zdjęcie. - Spojrzał na nią.
- Oczywiście posiadanie ciebie w rzeczywistości działa
jeszcze lepiej.
Summer zastanowiła się przez moment, czy za słowa­
mi Marty'ego nie ma jakiegoś ukrytego znaczenia, ale on
spoglądał na nią zwykłym wzrokiem. Z pewnością nie
traktował słowa „posiadanie" w sposób dosłowny.
-Nie wiedziałam, że wspomagam twórcze moce
Zeke'a.
- Nie wiedziałaś? Tak, od jakiegoś czasu jesteś dla nie­
go kimś w rodzaju muzy. .
Coś w głosie Marty'ego sprawiło, że zamarła.
Marty spojrzał na zdjęcie, a potem na nią.
-Wiesz, na początku się martwiłem. Głębokie zaan­
gażowanie mogłoby nie wpłynąć pozytywnie na karie­
rę Zeke'a. Miliony kobiet dopatrują się w nim symbolu
seksu.
Summer z trudem skinęła głową. Nie miała pojęcia,
dokąd zmierza ta rozmowa.
- Ale potem - ciągnął Marty - kiedy Zeke wyjaśnił, że
związek z tobą ma na celu jedynie kwestie artystyczne,
zdałem sobie sprawę, że nie ma się czym martwić.
- Rozumiem. - Summer poczuła nagły skurcz żołądka.
Marty westchnął.
- Niestety taka znana osoba musi dbać o swój wizeru­
nek, w odpowiedni sposób oczywiście.
- Oczywiście. - Zaczynała go powoli nie lubić. Ale
czy należy obarczać winą jedynie menedżera? Pracując
w czasopiśmie muzycznym, wiedziała lepiej od innych,
co oznaczały słowa Marty'ego o stylu życia gwiazd.
Zeke był na samym szczycie. Był młody, utalentowa­
ny i obdarzony urodą gwiazdy filmowej. Będąc symbo- [ Pobierz całość w formacie PDF ]