[ Pobierz całość w formacie PDF ]

kacapy" - mówią o sobie jej mieszkańcy. Ania znała nagrania
pieśni z tej wsi z lat 70. xx w. od rosyjskich muzykologów. To
były trudne pieśni, wielogłosowe. Dziewczyny nie zapisywały
ich w nutach. Rosyjscy etnomuzykolodzy opracowali system
nagrań kanałowych - jednocześnie robi się jedno wspólne
nagranie zespołu oraz nagrania poszczególnych śpiewaków
na tle całości. W ten sposób można nauczyć się skompliko-
wanych linii melodycznych, których nie dałoby się inaczej
wychwycić przy jednoczesnym nagrywaniu czasem nawet
kilkunastu śpiewaków.
Wieś wymarła, opustoszała. Została jedna śpiewaczka.
Mała, choruteńka, słabiuteńka.  Zaśpiewajcie, dziewczęta" -
poprosiła. Zaśpiewały pieśń z jej młodości, jedną z tego
nagrania. Popłakała się. Usiadła z nimi na ławeczce przed
domem i zaczęła je uczyć. Małą, drobną rączką pokazywała,
jak należy prowadzić głosy. Zbiegli się sąsiedzi.  Niesamowite,
my już nie znamy tych pieśni - mówili. - Tylko te z telewizji".
71
Nagrały staruszkę. Puszczały stare nagranie z magnetofonu,
dawały jej mikrofon, a ona śpiewała - tak jak czuła. No
i płakała.
Trzy babcie
Miały metodę: nie nagrywać wszystkiego. Kilkadziesiąt razy
wracać w to samo miejsce, wchodzić w nie, wrastać. Skupiły
się przede wszystkim na dwóch wsiach na Ukrainie, tuż
przy granicy z Białorusią - Perebrodach i Starych Koniach.
Perebrody to dziwna wieś, bliższa Białorusi niż Ukrainie.
Zresztą do lat 70. xx w. wiodła stamtąd droga do Puńska,
ale do Dubrowicy, najbliższego miasta od strony ukraińskiej,
latało się już samolotem. Spotkały tam trzy kobiety - Nastię,
Hannę i Nadię - wszystkie po siedemdziesiątce. Jedna była
wybitną śpiewaczką, dwie inne lubiły śpiewać i lubiły się
nawzajem. Był jeszcze kuzyn Nadii, Ivan Petrovec, nazywany
przez wszystkich Bondarko, który w młodości pracował na
tym wiejskim lotnisku.
Nawiązała się między nimi przyjazń. Do dwóch najstar-
szych dziewczyny zaczęły mówić  babciu". Stworzyły zupełnie
niezwykłą koleżeńską relację, opartą na wspólnej pasji - śpie-
wiu. Spały w ich domach, razem jadły, razem śpiewały. I tak
co kilka miesięcy.
Dzięki nim i wspólnym wyjazdom na koncerty do Rów-
nego i Warszawy Perebrodziacy stworzyli wreszcie zespół
i zaczęli bywać na przeglądach. W Warszawie byli kilka razy,
ale na Ukrainie występowali częściej. Aby móc śpiewać razem
z nimi, dziewczyny z Polski też ubierały się w ludowe stroje,
występowały na ukraińskich przeglądach. Gdy przechodziły
ulicami miasta, trzymały tabliczkę z napisem  Polsza". Na
72
przeglądy przyjeżdżał też zespół ze Starych Koni. Z tej drugiej
zaprzyjaznionej wsi.
Przegląd folklorystyczny w Równym. Kobiety ze Starych
Koni eleganckie, z ubraniem na zmianę, ze sznurami korali.
Przy nich ci z Perebrodów wyglądali na hipisów - jedno
ubranie, siatka z flaszką i pełen luz. Poczuli, że ci pierwsi
patrzą na nich z góry. Po przeglądzie oba zespoły idą do
tego samego akademika. Siadają w jednym pokoju, naprze-
ciwko siebie, jedzą, piją, a potem zaczynają śpiewać. W tym
maleńkim pomieszczeniu zbiera się tłum znajomych. Jedzą,
piją, słuchają.
- Wtedy poczułam, że dopiero tutaj, obserwując siebie
nawzajem, nasze śpiewaczki chciały pokazać się od najlepszej
strony, to był ich spektakl, ich konkurs. %7łe one w tym małym
pokoju dają z siebie wszystko - wspomina Ania.
A ciężko ci panno młoda - zapłakać,
jak ci będą twój warkocyk - rozplatać.
A jest - ci tam stany drużba - służka twój,
a rozcese i rozplecie - warkoc twój.
Posadzili pannę-mlodą - na dzierży,
niech-ze jej się warkocyk - rozcapierzy.
Piosenki chodzą swoimi drogami
W innych wsiach pytają:  Po co wam te pieśni?". Nie wierzą,
że młoda chce się nauczyć starych melodii. Często mówiła:
 Do radia", bo dziewczyny pracowały w radiu. W niektórych
wsiach słyszała wyrzuty:  Wy te nasze pieśni za grube dolary
na zachód sprzedajecie!". W Perebrodach i Starych Koniach
tak nie było. Oni wiedzieli, że chodzi o przyjemność śpiewa-
73
nia. A kasety z nagraniami? Leżą w domach, pomagają sobie
przypomnieć.
Piosenkę się bierze i piosenkę się daje. Zawsze była jakaś
na podorędziu - ta, którą się aktualnie nuciło czy której się
uczyło. Podobała się często tym w Perebrodach, podobała
się tym ze Starych Koni. Słuchały jedne, słuchały drugie z na
pozór obojętną miną. Po przeglądzie w Karpatach do Ani
podeszły kobiety ze Starych Koni i powiedziały:  Idziemy".
Zaprowadziły ją do pokoju obok. Zamknęły drzwi. Stanęły
w kręgu.  Ania, naucz nas tej piosenki" - powiedziały. Na-
uczyła, ale pomyślała, że za rok czy dwa przyjedzie tam etno-
graf, nagra tę piosenkę i będzie się chwalić, że taka archaiczna
ocalała w tych stronach. Archaiczna piosenka, której się bab-
cie nauczyły przed rokiem...
- Piosenki zawsze się tak rozłaziły. Gdy ludzie na jarmarku
usłyszeli jakieś poruszające ich słowa, od razu przywozili je
do domu i śpiewali, często przerabiając melodię na własną -
mówi Ania.
Barbara Songin
To ta, co wzięła skrzypce do ręki dwa lata temu i poprosiła
Bartka, by ją uczył. Bo ją ciągnęło. Gra też na bębenku.
Instrumenty zawsze same do niej przychodziły. Przez kilka
lat pracowała w Ośrodku Praktyk Teatralnych  Gardzienice",
gdzie muzyka ludowa była przerabiana na potrzebę spektakli.
Potem pojechała na coroczny Tabor Domu Tańca, gdzie za-
kosztowała muzyki in crudo. Tam młodzi i starzy na łąkach
uczą się tańczyć, śpiewać i grać, tam naprawdę można mówić
o powrocie do korzeni. W końcu zaczęła współorganizować
Letnią Szkołę w Kozniewie Wielkim, gdzie można nauczyć
74
się grać na skrzypcach ludowych, harmonii trzyrzędowej,
akordeonie oraz śpiewać muzykę ludową.
- Dobrze grać i dobrze śpiewać - podkreśla.
Lubi przyśpiewki łowickie. To takie krótkie teksty, które
się śpiewa na melodię taneczną. Można je zaśpiewać do
melodii granej właśnie przez kapelę i przy okazji pochwalić
grajków:  Muzykanci dobrze grają, na wesela ich wołają,
bo jakby dobrze nie grali, to by ich nie wołali!". Dzięki nim
można też poderwać chłopaka:  %7ładen mi się nie podoba,
tylko Janek mój da i mój, bo tak pięknie wygwizdywał, jak
wywoził gnój da i gnój!".
Za przyśpiewkę nikt nie miał prawa się obrazić. Najwyżej
mógł odśpiewać. Baśka szukała ich w archiwach, zgłębiała
dzieła Kolberga, wypatrywała na wsiach. Teraz sama ich
uczy - w Warszawie.
Zawitaj siwy kuniu - z niebieską kulbaką,
podaj flaskę zieluną - i rożek z tabaką.
Niech będzie pochwalona
flasecka zielona.
A z flasecki bul, bul,
a z kiliska gul, gul.
Wieś Gąsocin na Mazowszu Północnym. Baśka ze znajomymi
gra pod sklepem. Ludzie wychodzą, dziwią się.  Fajna ta
muzyka" - mówią. -  Nasza? My takiej nie znamy". Mło-
dzież zaprasza ich na wieczór panieńsko-kawalerski i prosi
o granie. Najbardziej podoba się ta stara sprośna piosenka.
Wprawdzie nie wytrzymali całego wieczoru przy takiej mu-
zyce i w końcu włączyli disco z samochodu, ale zawsze to
coś. Nie odrzucili jej i nie stwierdzili, że to obciach.
75
- Ta muzyka wróci - mówi Baśka. - Aby tak się stało,
potrzebne są tylko mądre animacje. Nie takie w stylu: po-
lubcie te oberki, te kujawiaki i te przyśpiewki, bo one są
wasze! Nie. Raczej: kiedyś tu tak śpiewano, tak grano, tak
tańczono, więc może warto? Kiedyś była tylko taka muzyka,
bo nie mieliśmy dostępu do innej. Teraz można słuchać
i lubić taką, jaka najbardziej się podoba. Na wsi jest tak
samo jak w mieście.
Baśka ma więc misję.
Muzyka czysta, muzyka brudna [ Pobierz całość w formacie PDF ]