[ Pobierz całość w formacie PDF ]

- Jadłeś kolację? - spytała Polly, gdy wszedł do jadalni. - Siadaj - przyjrzała mu
się uważnie, jakby szukając śladów jego zainteresowania Enid. Kochany Kevin - jakże
mogła tak spokojnie do tego dopuścić? Dwoje jej najlepszych przyjaciół...
- Dziękuję, już jadłem. Pomyślałem, że wpadnę po ciebie i pokażę wszystkim
formularze zgłoszeń. Są jeszcze gorące.
Wszyscy zgromadzili się wokół niego, gdy rozpakowywał paczkę.
- Są wdechowe! - wykrzyknął Tommy. - Zobaczcie, jest tu wszystko o Studio
One, dniu otwartym i lekcjach.
- Mogę wziąć kilka do szkoły, Polly? Niektórzy z moich przyjaciół chcą się
zapisać - Vicky przecisnęła się do stołu pod ramieniem Kevina. - Oczywiście nie mają
pieniędzy ani żadnego sprzętu, ale są zainteresowani. A panna Foster powiedziała całej
112
S
R
klasie, jak wspaniale jest, że tak małe miasto ma tyle talentów. Miała na myśli ciebie.
Polly delikatnie pociągnęła ją za włosy.
- Najpierw muszę je mieć na sobotę. W przyszłym tygodniu możesz zabrać całe
kieszenie i rozdawać wszystkim.
- Naprawdę, Polly?
- Oczywiście, że nie, głuptasku. Lepiej już chodzmy, Kevin. Mamy mnóstwo
roboty.
- Koniecznie pokaż jeden formularz mamie, dobrze, Tish? - powiedział Kevin,
gdy wychodzili.
Samochód Josha stał już na parkingu.
- Cześć! - zawołał. - Jestem na czas. Bałem się, że się spóznię i będziecie na
mnie czekać. Chodzcie, wyładujemy tego potwora i przygotujemy wystawę.
- Czyż ta tablica nie wygląda wspaniale? - spytała Polly, gdy ją mijali.
-  Studio One"! To jest to - Josh ujął rękę Polly i mocno ją uścisnął. Spojrzała na
niego zaskoczona i przez ułamek sekundy myślała, że się pochyli i ją pocałuje. Jest
równie mocno podniecony jak ja, pomyślała. Polly i Kevin odsunęli się, gdy Josh
otwierał drzwi. Weszli do środka.
Podeszli prosto do dużego pieca, chłodnego teraz i pełnego obietnic.
Josh ostrożnie otworzył drzwiczki i wysunął tacę. Wszyscy troje patrzyli w
napięciu, a na ich twarzach pojawiło się przerażenie.
- Och. nie! - głosik Polly pełen był niedowierzania i smutku. - Och, nie! Tylko
nie to. Przecież wszystko tak dobrze szło. To nie mogło się wydarzyć, prawda, Josh?
Josh ostrożnie postawił tacę. Wziął latarkę i skierował jej światło prosto do pieca.
Kevin nic nie powiedział, lecz stanął obok Polly.
Josh wpatrywał się w piec.
- Ale stało się - powiedział bezbarwnie. - Cała górna część komina, tam, gdzie
nie mogłem sięgnąć, runęła. Tego się nie spodziewałem. Myśleliśmy, że jest w
113
S
R
porządku. Ale widać tak nie było. O mój Boże!
Polly zbladła jak ściana. Wpatrywała się beznadziejnym wzrokiem w potłuczone
garnki.
Josh zaczął wyjmować inne naczynia z ciemnego wnętrza.
- Wszystkie są zniszczone - powiedział - wszystkie! Byłem pewny, że do tego
nie dojdzie, podobnie zresztą jak Sven. Jak mogliśmy się tak pomylić? Popatrz na tę
miseczkę, którą zrobiłem dla twojej mamy, Polly - wziął ją do ręki, pokazał im
uszkodzoną stronę, a potem cisnął na podłogę, gdzie rozbiła się na kawałki. - Niezle ci
idzie, MacIntosh. Całkiem niezle - powiedział przez zaciśnięte zęby.
Kevin spojrzał na półki, na których stały naczynia przygotowane na wystawę.
Nie wystarczy ich nawet, by zapełnić jeden koniec długiego stołu. Popatrzył na Polly.
Nadal była przerazliwie blada.
- Usiądzmy i porozmawiajmy - zaproponował Kevin niepewnym głosem.
- O czym tu rozmawiać? - głos Polly był równie blady jak jej twarz.
- W każdym razie usiądzmy - nalegał próbując wziąć ją pod ramię. Uwolniła
rękę i odwróciła się.
- Po co siadać? Po co rozmawiać? Wszystko skończone. To było tylko głupie
marzenie.
- Nie ma co ukrywać, że zaistniał pewien problem, ale nie trzeba przecież
zamykać pracowni, Josh - roześmiał się niepewnie Kevin, gdy Josh rozgniatał obcasem
resztki miski. - Posłuchajcie, mam kilka godzin do zamknięcia jutrzejszego numeru
gazety. Co chcesz, żebym zrobił?
Josh podszedł powoli do rozkładanego krzesła i usiadł ciężko. Polly opierała się
o drzwi.
- Nie ma się co okłamywać - powiedział Josh. - Tym razem nie dam rady tego
naprawić, bo nie dostanę się do tej części komina. Ten piec jest do niczego. Zrobiłem,
co mogłem, ale to za mało.
114
S
R
- Ale co mam napisać w gazecie? - Kevin odwrócił się do drzwi. Polly już tam
nie było. [ Pobierz całość w formacie PDF ]