[ Pobierz całość w formacie PDF ]

przyzwyczai do swego topora .
30
 Dostojny panie Sparhawku!  Berit ściągnął wodze swego konia.  Z tyłu
nadjeżdża kolumna gwardzistów.  Z jego wierzchowca unosiły się kłęby pary.
 Ilu ich jest?
 Około pięćdziesięciu i ostro galopują. Mgła na chwilę się rozwiała i zoba-
czyłem, jak nadjeżdżają.
 Jak są daleko?
 Około pół ligi. Dotarli do tej doliny, z której właśnie wyjechaliśmy.
Sparhawk zastanawiał się przez chwilę.
 Chyba możemy pozwolić sobie na niewielką zmianę w naszych planach
 zdecydował. Rozejrzał się. W rzednącej mgle dostrzegł ciemny zarys.  Pa-
nie Tynianie  rzekł do alcjonity  tam chyba jest zagajnik. Zbierz pozostałych
i ukryjcie się pośród drzew, nim nadjadą gwardziści. Ja zaraz do was dołączę. 
Potrząsnął wodzami swego rumaka.  Faranie, chcę zamienić kilka słów z panem
Olvenem  zwrócił się do złośliwego srokacza o zmierzwionej sierści i paskud-
nym pysku.
Faran zestrzygł nerwowo uszami, po czym ruszył galopem.
 Opuszczamy cię tutaj, panie Olvenie  oznajmił Sparhawk rycerzowi pro-
wadzącemu kolumnę.  Z tyłu nadjeżdża pół setki gwardzistów. Chcę zniknąć,
nim się przybliżą.
 Dobry pomysł.  Olven nie lubił szastać słowami.
 A może byście tak pobawili się z nimi w kotka i myszkę?  zaproponował
Sparhawk.  Dopóki was nie dogonią, nie będą w stanie stwierdzić, czy nadal
znajdujemy się razem.
Na twarzy Olvena pojawił się chytry uśmieszek.
 Nawet do samego Demos?  zapytał.
 Bardzo by nam to pomogło. Omiń Lendę, jedz na przełaj polami. Na po-
łudnie od miasta wróć na trakt. Jestem pewien, że Annias ma swoich szpiegów
również w Lendzie.
 Powodzenia, panie Sparhawku  powiedział Olven.
 Dzięki.  Sparhawk ścisnął mu prawicę,  Może być nam potrzebne. 
Skierował Farana w bok od drogi i drużyna zbrojnych minęła go w galopie.
 Zobaczymy, jak szybko potrafisz dopaść tego lasku  zwrócił się rycerz
do wierzchowca.
Faran parsknął kpiąco i skoczył do przodu pędząc na złamanie karku.
Kalten czekał na skraju zagajnika. Jego szary płaszcz był ledwo widoczny we
mgle.
 Pozostali są między drzewami  raportował.  Czemu pan Olven tak
pędzi?
 Poprosiłem go o to.  Sparhawk zeskoczył z siodła.  Gwardziści nie
domyślą się, że opuściliśmy kolumnę, dopóki pan Olven będzie trzymał się pół
ligi czy ligę przed nimi.
31
 Jesteś sprytniejszy, niż na to wyglądasz, Sparhawku  powiedział Kalten,
również zsiadając z wierzchowca.  Zabiorę stąd konie. Unosząca się z nich para
może je zdradzić.  Zerknął na Farana.  Powiedz tej twojej wstrętnej bestii,
żeby mnie nie ugryzła.
 Słuchaj go i bądz grzeczny  polecił Sparhawk swemu rumakowi.
Faran stulił uszy i rzucił mu złe spojrzenie.
Gdy Kalten odprowadzał konie, Sparhawk położył się na brzuchu w niskich
zaroślach. Zagajnik był oddalony od traktu nie więcej niż o pięćdziesiąt kroków.
Zbliżał się świt, mgła rzedniała coraz bardziej i rycerz mógł obserwować znaczną
część drogi. Wtem z południa przygalopował samotny gwardzista w czerwonym
mundurze. Miał dziwnie tępy wyraz twarzy, jechał trzymając się sztywno w sio-
dle.
 Zwiadowca?  wyszeptał Kalten, podczołgując się blisko przyjaciela.
 Więcej niż pewne  odszepnął Sparhawk.
 Czemu szepczemy?  zapytał Kalten.  Nie może nas przecież usłyszeć
w hałasie czynionym przez końskie kopyta.
 Ty zacząłeś.
 To z przyzwyczajenia. Zawsze szepczę, gdy się skradam. Zwiadowca wje-
chał na szczyt wzgórza, potem zawrócił pognał z powrotem. Na jego twarzy nadal
malowała się bezmyślność.
 Zajezdzi konia na śmierć  powiedział Kalten.
 To jego koń.
 Masz rację. To jego sprawa, że będzie musiał iść piechotą, gdy mu padnie.
 Spacer dobrze robi gwardzistom. Uczy ich pokory.
Pięć minut pózniej przegalopował obok nich cały oddział. Dowódca był wy-
soki, chudy, osłonięty czarną szatą. Jego plecy robiły wrażenie mocno zdeformo-
wanych. Być może to gra światła w ten mglisty poranek sprawiła, że wydawało
się, iż spod kaptura dobywa się słaba, zielonkawa poświata.
 Nie ma wątpliwości, że próbują mieć zbrojnych Olvena na oku  powie-
dział Kalten.
 Mam nadzieję, że spodoba im się Demos  odparł Sparhawk.  Pan
Olven nie da się dogonić. Muszę porozmawiać z Sephrenią. Pozostaniemy tu
przynajmniej godzinę. Upewnimy się, że gwardzistów nie ma w pobliżu i dopiero
wtedy ruszymy dalej.
 Dobry pomysł. I tak właśnie naszła mnie ochota na śniadanie.
Poprowadzili konie pomiędzy mokrymi drzewami do małej kotlinki otaczają-
cej rwący strumień.
 Przejechali?  zapytał Tynian.
 Galopem.  Kalten uśmiechnął się szeroko.  I nie rozglądali się za bar-
dzo dookoła. Kto ma coś do jedzenia? Umieram z głodu.
 Mam kawałek zimnego bekonu  zaoferował Kurik.
32
 Zimnego?
 Z ognia jest dym. Chciałbyś, szlachetny panie, aby ten lasek zapełnił się
gwardzistami?
Kalten westchnął ciężko.
Sparhawk podszedł do Sephrenii.
 Z tymi żołnierzami jedzie ktoś, a raczej coś  powiedział.  Bardzo mnie
to niepokoi. Myślę, że to samo, co widziałem tej nocy w Cimmurze.
 Czy mógłbyś to opisać?
 Jest dość wysokie i bardzo szczupłe. Plecy ma chyba zdeformowane. Ubra-
ne było w czarną szatę z kapturem, więc nie mogłem dojrzeć nic więcej. 
Zmarszczył brwi.  Gwardziści z tego oddziału sprawiali wrażenie jakby za-
uroczonych. Zwykle zwracają baczniejszą uwagę na to, co robią.
 Opowiedz mi coś więcej o tej dziwnej postaci.  Czarodziejka mówiła
z całkowitą powagą.  Co jeszcze zauważyłeś?
 Nie jestem pewien, ale zdawało mi się, że jej oblicze promieniowało czymś
w rodzaju zielonkawej poświaty. To samo zauważyłem wtedy, w Cimmurze.
Sephrenia pobladła jak chusta.
 Sparhawku, musimy natychmiast wyruszyć.
 Gwardziści nie wiedzą, że tu jesteśmy. . . [ Pobierz całość w formacie PDF ]