[ Pobierz całość w formacie PDF ]

- Gratuluję sukcesu. W pełni na niego zasłużyłaś.
-
Dziękuję.
Jeszcze
nie
odbyłam
rozmów
kwalifikacyjnych.
- Z pewnością się powiodą. Za bardzo pragniesz odnieść
sukces, by nie dopiąć swego.
Wirginia zaśmiała się lekko.
- Powiedział pan to takim tonem, jakby to było coś
nagannego. Dziwnie to brzmi w pana ustach.
- Nie miałem takiego zamiaru, przepraszam. - Wilder
ruszył w stronę garażu. - Powodzenia. - Kiedy już stał koło
samochodu, odwrócił się i rzucił od niechcenia: - Jeśli nie
zamierzasz iść wcześnie spać, moglibyśmy uczcić twoje
zwycięstwo lampką dobrego wina.
Uśmiechnęła się.
- Będzie mi bardzo miło.
- Znakomicie, a zatem do zobaczenia koło
dziesiątej -
powiedział wyraźnie zadowolony i wreszcie nieco się
rozchmurzył. Na jego ustach pojawił się nawet cień uśmiechu.
Wirginia
patrzyła
za
odjeżdżającym
samochodem.
Dopiero gdy zniknął w alei prowadzącej do bramy, pozwoliła
sobie na głośny okrzyk radości.
Co za wspaniały dzień!
Wilderowi aż pobielały palce,
tak kurczowo ściskał
kierownicę. Wziął jeszcze jeden głęboki oddech i zdjął nogę z
gazu, zwalniając do rozsądnych stu dziesięciu kilometrów na
godzinę.
Próbował sobie wmawiać, że przyczyną jego stanu ducha,
irytacji i zdenerwowania był jedynie bardzo długi i ciężki
dzień. Dobrze jednak wiedział, że sprawa ma się zgoła
odmiennie.
Kiedy ujrzał Wirginię w ramionach Sammy'ego, ogarnęła
go tak silna zazdrość, że przez ułamek sekundy nic nie widział
ani nie słyszał. Zdarzyło mu się to po raz pierwszy w życiu.
Musiał kilka razy głęboko zaczerpnąć powietrza, nim był w
stanie się odezwać, a i tak głos go zdradził - był daleki od
zwykłej uprzejmości. Stał w milczeniu, kiedy inny mężczyzna
trzyma w ramionach kobietę, z którą on... którą on... No
właśnie, co? Pragnął jej? Pożądał aż do bólu? Marzył, by
znowu się z nią kochać, chociaż wiedział, że nie powinien?
Uderzył pięścią w kierownicę.
- Co tu się dzieje, do jasnej cholery! Kim ona jest, że tak
mi zalazła za skórę?!
Po prostu jeszcze jedną kobietą, uspokoił się w duchu, ale
dobrze wiedział, że to nieprawda. Gdyby była jedną z wielu,
nie zaprzątałby sobie nią głowy. Rozstałby się z nią równie
łatwo i prędko jak z pozostałymi. To, że się kochali, do
niczego by go nie zobowiązywało.
Tymczasem stało się inaczej.
Nie przestawał myśleć o
Wirginii, nie potrafił zapomnieć euforii i harmonii ich
zbliżenia. Pragnął tej kobiety. Chciał ją mieć tylko dla siebie,
wiedzieć, że należy do niego.
To zwykłe pożądanie, powiedział sobie. Zgoda, może nie
takie zwykłe, bo do tego stopnia gwałtowne i dojmujące, że
nie pozwalało o sobie zapomnieć. Ale na pewno nie miłość.
Skąd ta pewność? Polubił i zaakceptował Wirginię,
Podobały mu się jej zadziorność i upór w dążeniu do celu,
fakt, że była uczciwa, miała własne zdanie i łatwo nie dawała
zbić się z tropu. Była zarazem słodka i mądra, a jej uśmiech
go zniewalał. Wiedział, że jej pragnie od chwili, kiedy ujrzał
ten uśmiech. Zdusił to pragnienie w zarodku, ale na niewiele
to się zdało. Wystarczył jeden impuls, a nie oparł się chęci
wzięcia jej w ramiona.
Czy naprawdę nie zrozumiała, że dane im było przeżyć
coś nadzwyczajnego, niezwykłego, o co nie tak łatwo
pomiędzy kobietą a mężczyzną? Czy musi jej tłumaczyć, jak
bardzo do siebie pasują? Tak bardzo, że aż boi się o tym
myśleć?
Wydaje się, że Wirginia nawet nie domyśla się stanu jego
ducha, nie ma pojęcia o rozterkach. Musi odbyć z nią poważną
rozmowę, wszystko jej wytłumaczyć. A potem będzie ją mógł
mieć tylko dla siebie.
- Oto szampan, którym chciałbym uczcić twój
sukces -
powiedział cicho Wilder, ale Wirginia usłyszała każde słowo.
Wyjrzała przez balustradę, by spojrzeć na niego, stojącego na
swym balkonie w blasku księżyca. Wciąż był w smokingu,
muszkę miał rozwiązaną, w jednym ręku trzymał butelkę, w
drugim dwa kieliszki.
- Przynieś go tu - szepnęła. - Chociaż wystarczyłoby
piwo.
- Nie ma mowy. - Uśmiechnął się. - Jak świętować, to na
całego.
- W takim razie przynieś go tu - powtórzyła.
Z radości, że dotrzymał słowa i nie zapomniał o obietnicy,
zaszumiało jej w głowie, jakby już wypiła kilka kieliszków
szampana. [ Pobierz całość w formacie PDF ]