[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Dla dobra dziecka nie mogła stracić szansy, jaką dawało jej to małżeństwo.
- Mam nadzieję, że masz rację.
Zamknął na chwilę oczy i wziął ją za rękę.
- Chodz. Potrzebujesz czegoś więcej niż krakersy na kolację.
Sawyer wrócił już ze spotkania. Lynn zaparkowała samochód obok jego auta i
podążyła w stronę biur Riggan CyberQuest. Było poniedziałkowe popołudnie.
Przycisnęła dłoń do żołądka i po cichu modliła się, żeby lunch tam pozostał.
Większość tygodnia spędziła, bezskutecznie próbując znalezć alternatywę dla
małżeństwa. Sawyer nie chciał mieć żony, a ona tym bardziej nie chciała męża. On
chciał mieć tylko dostęp do dziecka, a prawne rozwiązanie tej kwestii nie powinno
być trudne. To było otwarte, uniwersyteckie miasteczko. Mogli dzielić się dziec-
kiem bez pobierania się.
Opal zapukała do drzwi i weszła.
- Gratuluję zaręczyn i gratuluję ciąży. Ja mam troje dzieci i dwoje wnuków.
Jeśli będziesz miała jakieś pytania, to zawsze możesz zwrócić się do mnie.
Lynn poczuła się oszołomiona tym stwierdzeniem i miała wrażenie, że znala-
zła się w pułapce. Zamrugała, westchnęła i opadła bez sił na fotel. Jak mogła ze-
S
R
rwać zaręczyny, skoro Sawyer już wszystko ogłosił pracownikom? A jeśli za niego
nie wyjdzie, to czy wciąż będzie miała pracę? Sawyer przecież nie mógł wyrzucić
współwłaściciela firmy, prawda? Ale mógł zrobić z jej życia piekło, a ona nie
chciała znów przez to przechodzić.
- Lynn, Sawyer zajmie się tobą i dzieckiem. To wspaniały człowiek. Nigdy
nie znałam nikogo, kto byłby bardziej lojalny wobec rodziny, przyjaciół i pracow-
ników. A tak przy okazji - prosił, żebyś do niego przyszła.
- Powiedz mu, że zaraz przyjdę.
- Oczywiście. Podoba mi się twoja sukienka. Dobrze ci w takim klasycznym
kroju.
- Dziękuję. - Jej też podobał się sposób, w jaki jej prawie nowa sukienka pod-
kreślała kształty. Gdyby tylko udało jej się pozbyć też szpilek... Ale sklep nie miał
żadnych butów w jej rozmiarze.
Opal wyszła i Lynn podążyła za nią na korytarz. Co Sawyer pomyśli sobie o
nowej Lynn, która zamieniła w najbliższym second-handzie swoje prowokacyjne
ubrania na mniej wyzywający strój? Dlaczego ją to interesowało? Zmarnowała
cztery lata życia, próbując przypodobać się mężczyznie. Jedyną aprobatą, której
potrzebowała ze strony Sawyera, było docenienie jej pracy.
Opal wskazała jej gestem, żeby weszła do biura Sawyera. Lynn zatrzymała się
chwilę na progu. Mógł mieć każdą kobietę, której by zapragnął. Z jakiego powodu -
poza dzieckiem, które nosiła - miałby wiązać się właśnie z nią?
Sawyer wpatrywał się w ekran komputera. Skorzystała z okazji, żeby dobrze
mu się przyjrzeć. Lok kruczoczarnych włosów opadł mu na czoło. Zdjął marynarkę
i podwinął rękawy koszuli. Jego duże dłonie poruszały się na klawiaturze z taką
samą pewnością, z jaką poruszały się po jej ciele. Odezwała się, próbując stłumić tę
niechcianą myśl:
- Chciałeś mnie widzieć?
S
R
Gwałtownie wyłączył monitor i wstał. Jego wzrok przesunął się po całym jej
ciele powoli, jak pieszczota, po czym powrócił na jej twarz.
- Usiądz - poprosił.
Kolana pod nią drżały, kiedy szła w stronę krzesła.
- Nowa sukienka? - Zmarszczył brwi.
- Tak.
Położył dłoń na karku i podszedł do okna. Na końcu pokoju odwrócił się w jej
stronę i spojrzał jej w oczy.
- Może zajmę się twoimi kartami kredytowymi? Jak znajdziesz coś, czego
będziesz naprawdę potrzebowała, to wtedy to przedyskutujemy.
Spojrzała na niego zaskoczona. Poczuła gęsią skórkę. Brett kontrolował
wszystkie zakupy, które robiła.
- Nie.
- Wiem, że jesteś przygnębiona po śmierci Bretta, a zakupy podobno są dla
niektórych kobiet prawdziwym lekarstwem, ale najlepiej by było gdybyś nie kupo-
wała niczego, dopóki nie wyjaśni się sprawa z majątkiem i nie uregulujesz długów.
Patrzyła na niego, nie rozumiejąc. Czy on myślał, że to ona miała problemy z
wydawaniem pieniędzy? Przecież oszczędzała całe swoje życie.
- To niewiarygodnie seksistowska uwaga. [ Pobierz całość w formacie PDF ]