[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Virginia tak była pochłonięta problemem, jaki Anthony jej uzmysłowił, że
nawet nie zastanowił jej fakt, iż ów obcy mężczyzna posłużył się jej nazwiskiem.
 Ciekawe, dlaczego Elise nie usłyszała wystrzału?  mruknęła.
Anthony wskazał na otwarte okno  w przejeżdżającym właśnie aucie strzelił
gaznik.
 Otóż to. W Londynie nikt nie zwraca uwagi na strzały.
Virginią z lekkim drżeniem obróciła się w stronę fotela, na którym spoczywało
ciało.
 Przypomina trochę Włocha  zauważyła.
 Bo to Włoch  powiedział Anthony.  Mógłbym jeszcze dodać, że był z zawodu
kelnerem. Szantaż uprawiał poza godzinami pracy. A imię jego brzmiało
prawdopodobnie Giuseppe.
 Wielkie nieba!  wykrzyknęła Virginią.  Czy mam do czynienia z Sherlockiem
Holmesem?
 Nie  odparł z żalem.  Obawiam się, że z miernym amatorem. Wkrótce
wszystko pani opowiem. Więc mówi pani, że ten człowiek pokazał pani kilka listów
i żądał pieniędzy. Dała mu je pani?  Owszem.
 Ile?
 Czterdzieści funtów.
34
 Niedobrze  orzekł Anthony, nie wykazując jednak nadmiernego zdziwienia. 
Proszę mi pokazać ten telegram.
Virginia wzięła depeszę ze stołu i wręczyła mu ją. Twarz Anthony ego, gdy
przyglądał się świstkowi papieru, stawała się coraz bardziej ponura.
 O co chodzi?  zapytała.
Wyciągnął ku niej depeszę, wskazując w milczeniu zródło swego niepokoju.
 Barnes  rzekł.  A tego popołudnia była pani w Ranelagh. Kto zaręczy, że
sama pani nie nadała tej depeszy?
Virginię zamurowało. Czuła się jak w siatce, która coraz bardziej zaciska się
wokół niej. Anthony zmuszał ją, by stanęła oko w oko z faktami majaczącymi
mętnie w jej świadomości.
Wyjął chustkę, owinął nią rękę i podniósł z podłogi rewolwer.
 My, parający się kryminalistyką, musimy zachowywać wielką ostrożność 
rzekł tonem usprawiedliwienia.  Pani rozumie, odciski palców.
Virginia dostrzegła nagle, że Anthony jakby cały zesztywniał. Gdy odezwał
się, głos miał zmieniony. Szorstki, nieprzyjemny.
 Czy widziała pani już kiedyś ten rewolwer?
 Nie  odparła ze zdziwieniem.
 Jest pani tego pewna?
 Najzupełniej.
 Ma pani własny rewolwer?
 Nie.
 Czy kiedykolwiek pani miała?
 Nie, nigdy.
 Jest pani tego pewna?
 Najzupełniej.
Wpatrywał się w nią chwilę skupionym wzrokiem, a Virginia patrzyła ha niego,
zdumiona brzmieniem jego głosu.
Po pewnym czasie odetchnął z ulgą i odprężył się.
 Dziwna historia  powiedział.  Jak pani się na to zapatruje?
Podał jej rewolwer. Był mały, zgrabny, prawie jak zabawka, ale zdolny do
wykonania śmiercionośnego aktu. Wygrawerowane było na nim imię Virginia.
 To niemożliwe!  krzyknęła.
Jej zdziwienie było tak szczere, że Anthony emu nie pozostawało nic innego,
jak jej uwierzyć.
 Proszę usiąść  powiedział spokojnie.  Sprawa ta ma więcej aspektów, niż
to się z początku mogło zdawać. A więc, przystępując do rzeczy, jaka jest pani
hipoteza? Są tylko dwie możliwości. Istnieje oczywiście druga Virginia, ta od
listów. Mogła tego typa jakoś wytropić, zastrzelić, porzucić rewolwer, zabrać
listy i wynieść się. Wersja całkiem możliwa, prawda?
 Też tak uważam  odpowiedziała z ociąganiem Virginia.
 Druga wersja jest znacznie bardziej interesująca. Ktokolwiek chciał zabić
Giuseppego, zamierzał jednocześnie rzucić podejrzenie na panią  i kto wie, czy
to nie było głównym jego celem. Mógł dosięgnąć faceta w obojętnie jakim miejscu,
ale on czy oni podjęli ogromny wysiłek, pokonali niebywałe trudności, by dopaść
go właśnie tutaj, i kimkolwiek ci ludzie są, wiedzą o pani wszystko, o pani domu
w Datchet, o pani układach ze służbą i o tym, że tego popołudnia przebywała pani
w Ranelagh. Pytanie może się wydawać absurdalne, ale czy pani ma wrogów?  Ależ
skąd, w każdym razie nie tego typu.
 Teraz pytanie, co dalej robić  rzeki Anthony.
 Mamy dwie możliwości. A: zadzwonić na policję, opowiedzieć całą historię,
przekonać ich o pani nienagannej reputacji i życiu bez skazy. B: próbować z moim
udziałem pozbyć się skutecznie ciała. Moje osobiste skłonności sprzyjają planowi
B. Zawsze chciałem się przekonać, czy byłbym na tyle przebiegły, by ukryć
zbrodnię, choć mam idiotyczną awersję do przelewu krwi. Ogólnie jednak rzecz
biorąc uważam, że plan A jest najrozsądniejszy. Ale trzeba trochę okroić
scenariusz. Telefon na policję et cetera, lecz usuniemy rewolwer i będące
przedmiotem szantażu listy, jeżeli denat ma je wciąż przy sobie.
Anthony przeszukał szybko kieszenie nieboszczyka.
 Oczyszczono go dokumentnie  oświadczył.
35
 Nie ma dosłownie nic. A o te listy będą się brali za łby. O, a co to?
Dziura w podszewce? Ktoś coś złapał, szarpnął gwałtownie i został tylko skrawek
papieru.
Mówiąc te słowa rozprostował skrawek i podniósł do światła. Virginia stanęła
obok.
 Szkoda, że tylko tyle  wymamrotał Anthony.
  Chimneys , jedenasta czterdzieści pięć, czwartek. Wygląda jak termin
spotkania.
  Chimneys !  zawołała Virginia.: Niebywale!
 Niebywałe? Za wysokie progi dla faceta niskiej kondycji, prawda?
 Dziś wieczór jadę do  Chimneys . Przynajmniej miałam jechać.
Anthony zwrócił nagle głowę w jej stronę.
 Co? Proszę to powtórzyć.
 Dziś wieczór miałam zamiar jechać do  Chimneys  powiedziała Virginia
jeszcze raz.
Anthony wybałuszył na nią oczy.
 Zaczynam rozumieć. Mogę się naturalnie mylić, ale coś w tym jest. Czy ktoś
nie usiłował wyperswadować pani wyjazdu do  Chimneys ?
 Tak, mój kuzyn George Lomax  odparła z uśmiechem.  Lecz nie podejrzewam
raczej George a o morderstwo.
Na twarzy Anthony ego nie było uśmiechu. Pogrążony był w głębokiej zadumie.
 Jeśli zadzwoni pani na policję, to o wyjezdzie do  Chimneys nie ma mowy 
ani dziś, ani nawet jutro. A ja chciałbym, żeby pani się tam udała.
Przypuszczam, że to popsuje szyki naszym nie znanym przyjaciołom. Czy gotowa
jest pani złożyć swój los w moje ręce? [ Pobierz całość w formacie PDF ]