[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Popatrzyła na Alessandra. W zaciszu jej gabinetu kipiał z tłumionej wściekłości,
jednak teraz widok jego twarzy pozbawionej jakichkolwiek emocji, z przylepionym
sztucznym uśmiechem, był o wiele gorszy. Z chłodnym profesjonalizmem stawił czoło
dziennikarzom.
- Proszę was, nie dręczcie mojej narzeczonej - zwrócił się do nich czarującym to-
nem.
Dotarli do samochodu i szofer w liberii otworzył przed nimi drzwi. Oszołomiona
Michelle wsiadła do środka.
Słowa Alessandra wywołały poruszenie w napierającym tłumie, jeszcze gęstszym,
gdyż dołączyli chyba wszyscy mieszkańcy miasteczka. Dziennikarze notowali gorącz-
kowo.
- Narzeczona? Ale nigdy dotąd nie wspomniałeś o żadnych zaręczynach, Sandro! -
rzekł któryś z nich z pretensją w głosie.
- Zatem pierwszy raz udało mi się was zaskoczyć - odparł z pogodnym uśmiechem,
jednak Michelle spostrzegła, że nie do końca zdołał utrzymać na twarzy tę maskę
uprzejmości, gdy dodał:
- I bardzo was proszę: Sandro to był mój zmarły ojciec, a ja nazywam się
Alessandro. Z wyjątkiem genów nie mieliśmy ze sobą absolutnie nic wspólnego.
R
L
T
- Nic? A stosunek do ładnych dziewcząt?
Alessandro znów się uśmiechnął, lecz Michelle widziała, że z trudem hamował
wściekłość.
- Nikt, kto mnie zna, nie zarzuci mi niczego takiego - odparł pozornie beztroskim
tonem.
- Jednak wygląda na to, że historia się powtarza, nieprawdaż? Nagłe zaręczyny z
nikomu nieznaną ekspedientką? Czy macie coś do ukrycia? - wtrącił ktoś inny.
Podekscytowane hieny dziennikarskie wywęszyły krew.
- Co sądzą o tym wszystkim współwłaściciele firmy Castiglione? - zawołał kolejny
głos z końca tłumu.
- Bez komentarza - warknął Alessandro, wsiadając do samochodu.
Gdy drzwi się zatrzasnęły, reporterzy naparli na pojazd niczym fala przypływu.
Alessandro dotknął przycisku na konsoli i szyby natychmiast stały się matowe, a wszyst-
kie uśmiechnięte i zaciekawione twarze na zewnątrz zostały zredukowane do ruchomych
cieni. Rzucił szoferowi zwięzłe polecenie po włosku, a potem nacisnął inny guzik i prze-
groda oddzieliła ich dwoje od reszty świata.
Michelle usiłowała zwalczyć ogarniającą ją panikę. Nie miała pojęcia, dlaczego
Alessandro zjawił się w galerii, ale wiedziała, że to wiadomość o ciąży spowodowała
obecne zamieszanie. Jej życie, od wielu tygodni i tak już wystarczająco pogmatwane, sta-
ło się teraz nie do zniesienia.
- Dlaczego... nazwałeś mnie swoją narzeczoną? - wyjąkała.
- Ponieważ musisz nią zostać - odparł.
Zmierzył ją pustym spojrzeniem. Przebiegł ją zimny dreszcz lęku. Słowa, które
kiedyś tak bardzo pragnęła usłyszeć, zabrzmiały jak grozba.
- Czy ja nie mam w tej sprawie nie do powiedzenia?
Parsknął szyderczo.
- Gdybyś postąpiła wobec mnie uczciwiej w ogóle nie doszłoby do tej sytuacji.
Lecz ty chciałaś zrobić wszystko po swojemu.
- Przepraszam - wyszeptała.
R
L
T
Spuściła głowę; łzy napłynęły jej do oczu. Zapadła głębiej w fotel. Dziś rano
obudziła się, sądząc, że nie czeka jej nic gorszego niż samotne życie, wypełnione ciężką
pracą. Okazało się jednak, że bardzo się myliła.
Droga na lotnisko upłynęła im w napiętym milczeniu. Dopiero gdy znalezli się na
pokładzie jego prywatnego odrzutowca, Alessandro rzucił zjadliwie:
- Z tych dwóch małych przedstawień, jakie dzisiaj dałaś, wnioskuję, że naprawdę
nosisz w sobie moje dziecko?
Te słowa głęboko ją zraniły. Domyślała się, że od dłuższego czasu szykował się,
by zadać to dręczące go pytanie.
- Oczywiście, że tak. Nie okłamałabym cię.
- Z doświadczenia wiem, że z kobietami nigdy nie można być niczego pewnym.
- Jak śmiesz bezpodstawnie oskarżać mnie o kłamstwo? Być może, oszustwa są
czymś powszednim w towarzystwie, w jakim się obracasz, gdzie w grę wchodzą olbrzy-
mie pieniądze - rzuciła lodowatym tonem. - A skoro masz o mnie takie złe zdanie, to dla-
czego chcesz mnie poślubić? Małżeństwo powinno się opierać na wzajemnym zaufaniu.
Potrząsnął głową.
- %7łenię się z tobą, ponieważ muszę. Nie mam innego wyjścia. Nie mogę mieć nie-
ślubnego dziecka. Media tylko na to czekają. Staram się przezwyciężyć okropną reputa-
cję mojej rodziny, ale dziennikarze wolą widzieć we mnie potwora. W zeszłym roku ga-
zety oskarżyły mnie o romans z żoną mojego biznesowego rywala wyłącznie na podsta-
wie kilku zupełnie niewinnych zdjęć zrobionych w restauracji. W rzeczywistości spotka-
liśmy się tam, ponieważ usiłowała mnie nakłonić, abym sprzedał jej mężowi firmę
Castiglione, na której bardzo mu zależało. Kusiło mnie, by tak zrobić, ale ostatecznie się
nie zdecydowałem i odmówiłem, i to wszystko. Lecz tabloid rozdmuchał z tego skandal,
który omal nie zabił tej kobiety i nie zrujnował jej małżeństwa. Pozwałem brukowiec do
sądu i uzyskałem nakaz sprostowania tych kłamstw. Jednak media nie zapominają takich
rzeczy, a gdyby wytropiły ciebie porzuconą z nieślubnym dzieckiem, rzuciłyby się na
mnie.
Zmierzył Michelle podejrzliwym wzrokiem.
R
L
T
- Więc powiedz mi prawdę. Gdybym do ciebie nie przyjechał, czy
poinformowałabyś mnie o dziecku, zanim poszłabyś z tym do prasy?
Kiedy Michelle odkryła, że jest w ciąży, i nie udało jej się skontaktować z
Alessandrem, pogodziła się z tym, że zostanie sama z dzieckiem. I z pięknymi wspo-
mnieniami. Była to cena, jaką zapłacili za kilkudniowy pobyt w świecie fantazji w Jolie
Fleur. Wprawdzie otrzymała domek i galerię, lecz to nie rekompensowało spędzenia
reszty życia samotnie, bez Alessandra.
Teraz odpowiedziała skinieniem głowy na jego pytanie, lecz to najwyrazniej go nie
usatysfakcjonowało.
- Więc dlaczego nie powiadomiłaś mnie od razu?
Wyjrzała przez okno wznoszącego się samolotu.
- Jakże bym mogła? - szepnęła, przyglądając się swym odbitym w szybie oczom,
błyszczącym od łez. - Zniknąłeś i nie wróciłeś, choć wciąż na ciebie czekałam. Jak mo-
głam myśleć, że mężczyzna, który tak się zachował, będzie dobrym ojcem dla mojego
dziecka?
Alessandro gniewnie zacisnął usta i odwrócił wzrok. Lecz po chwili nieoczekiwa-
nie jego twarz nieco złagodniała. Wziął papierową podkładkę pod szklankę i zaczął na
niej rysować, by zająć czymś ręce. Pogrążył się w zadumie.
- Si... capisco. Ale teraz jestem przy tobie - rzekł wreszcie, po czym zapytał: - Czy
kiedykolwiek pomyślałaś o aborcji?
Kiwnęła głową, z gardłem ściśniętym łzami.
- Tylko przez chwilę - wyznała. - Ale nigdy bym się na to nie zdobyła. [ Pobierz całość w formacie PDF ]