[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Nick spostrzegł, że wyjaśnienia złożone Ramseyowi
uspokoiły Lizę. Pomyślał, że inspektor może nawet dać
wiarę jej słowom, choćby w pewnym stopniu.
- Widzi pan, ciotka urodziła po wypadku dwójkę
dzieci, i z całą pewnością porwanie jednego z nich op
łacałoby się obcemu porywaczowi dużo bardziej niż
porwanie dziecka adoptowanego.
- Może tamta dwójka była pod ściślejszą kuratelą?
- podsunął Ramsey.
- Być może, ale sypialnia Emily znajduje się na
piętrze i można się do niej dostać tylko od wewnątrz.
Czemu komuś miałoby zależeć akurat na niej? Pory
wacz musiałby wiedzieć, gdzie jest jej pokój. Emily
nie została wybrana przypadkowo, w końcu mogli
wziąć kogokolwiek z bliskiej rodziny Joego Coltona.
DUET Z SOLISTK 115
Nick z rosnącym podziwem słuchał, jak Liza, zaan
gażowana dotąd emocjonalnie w sytuację swojej ku
zynki, odnajduje powoli logikę w postępowaniu pory
waczy, i widział też, że inteligencja Lizy zrobiła wra
żenie na inspektorze.
- Tu się z panią zgadzam. - Ramsey podniósł się
i zaczął chodzić po pokoju. Nagle przystanął na wprost
Lizy. - Jestem skłonny zatrzymać na razie w tajemni
cy pani miejsce pobytu. Muszę jednak dać znać FBI,
że jest pani bezpieczna, i że nie ma pani nic wspólnego
z porwaniem. Obawiam się, że pani sugestie ich nie
zadowolą. Muszę też zawiadomić pani wuja.
- Wiem - szepnęła. - Ale proszę...
- Powiem, że pani do nas dzwoniła, nie podając
swojego adresu.
- Dziękuję bardzo! - odetchnęła.
- Inspektorze, może pan powiedzieć, jakiego okupu
zażądali? - spytał Nick.
- Milion dolarów. Pestka jak dla Joego Coltona.
Liza zgodziła się z tym.
- Wydawało mi się, że Emily im uciekła, tak wy
nikało z tego, co mówił ten mężczyzna - rzekła. -
A pan sądzi, że wciąż ją trzymają?
- Nie wiem. Może on się u pani zjawił, bo ciotka
wie, że Emily rozmawiała z panią o wypadku.
- Ale jaki to ma sens? Jeśli Emily ma rację, służąca,
której o tym wspomniała, też jest w niebezpieczeństwie.
- Jak się nazywa ta służąca?
- Nora. Pracuje w kuchni, była zła na Meredith,
że niesprawiedliwie ją ukarała.
116 JUD Y CHRISTENBERRY
- Nora i jak dalej?
- Nora Hickman.
Inspektor spojrzał na Nicka.
- Mogę zadzwonić?
Nick skinął głową. Policjant wykręcił numer swo
jego szefa i poprosił o sprawdzenie danych Nory
Hickman, po czym wyłączył się, mówiąc:
- Oddzwoni za chwilę.
- Proszę wybaczyć, że wprowadziliśmy pana
w błąd - podjął znów Nick. - Chodziło mi wyłącznie
o bezpieczeństwo Lizy. Czy policja nowojorska była
u niej w domu?
- Tak. Pukali, ale nikt nie otworzył. Nie mogli zro
bić nic więcej bez nakazu rewizji.
- Jestem pewien, że Liza pozwoli im przeszukać
mieszkanie. Może znajdą jakieś odciski palców.
- Oczywiście, mogę nawet dać klucze. Albo za
dzwonię do portiera i powiem, żeby ich wpuścił -
rzekła Liza.
- Wystarczy, że napisze pani coś, żeby mieli pod
kładkę w razie czego. W jakim stanie zostawiła pani
mieszkanie, wyjeżdżając?
- Mam kogoś, kto przychodzi sprzątać, kiedy opu
szczam miasto - oświadczyła.
- Dobrze, no to...
Zadzwonił telefon. Nick podniósł słuchawkę i, gdy
rozmówca przedstawił się, przekazał ją inspektorowi.
- Tak? Rozumiem. Mam pozwolenie na przeszu
kanie mieszkania pani Colton w Nowym Jorku. Mo
żesz się skontaktować z tamtejszą policją? Tak, będę
DUET Z SOLISTK 117
to miał na papierze, żeby było w dokumentach. - Słu
chał przez chwilę, po czym rzekł: - Tak. Mówi, że
przychodzi sprzątaczka, powinno być czysto. - Znów
słuchał. - Zaraz wracam.
Inspektor Ramsey skończył rozmowę i spojrzał na
swoich gospodarzy.
- Policja sprawdzi pani mieszkanie. Skontaktuję się
z FBI, żeby byli na bieżąco. Nie sądzę też, żebym miał
problem z utrzymaniem w sekrecie pani adresu przed
pani rodziną.
- Czemu pan tak mówi? - spytał Nick, obawiając
się złych nowin.
- Ponieważ Nora Hickman zginęła w wypadku sa
mochodowym tuż przed porwaniem pani kuzynki.
Liza zamknęła oczy i opadła na kanapę.
- To może być zbieg okoliczności - wtrącił Nick.
- Doktorze, w mojej pracy zbiegi okoliczności należą
do rzadkości. Jak pogrzebać głębiej, zawsze znajdzie się
jakaś nić, jakiś powód, jakiś racjonalny związek. Pani
Colton właśnie podrzuciła nam taką nić, zupełnie nie
świadomie. - Inspektor poderwał się na nogi. - Rozu
miem, dlaczego pani nie powiedziała nam prawdy, cho
ciaż tego nie pochwalam. - Odchrząknął. - Nie mam
zamiaru o nic państwa oskarżać. Proszę jednak o ostroż
ność. Niech pani pozostanie w ukryciu do czasu, kiedy
dowiemy się, o co w tym wszystkim chodzi.
Nick podpisałby się pod tym obiema rękami. Cie
szył się, że sam nie musiał tego mówić.
Liza skinęła głową bez słowa.
Nick wstał i odprowadził inspektora do wyjścia.
118 JUDY CHRISTENBERRY
- Rozumiem, że to pan przekonał ją, żeby się ujaw
niła. Dziękuję panu - rzekł inspektor.
- Ja też się cieszę, pod warunkiem, że to pozostanie
między nami. Nie chcę, żeby jej się coś stało.
- Tak, to piękna kobieta - odparł inspektor z gry
masem uśmiechu i zanim Nick zaczął się tłumaczyć,
dodał już za drzwiami: - Proszę się ze mną kontakto
wać w razie jakichś kłopotów.
- Dobrze - powiedział Nick i zamknąwszy drzwi,
mruknął pod nosem: - To się jeszcze zobaczy.
Liza siedziała w milczeniu, oszołomiona wiadomo
ścią o śmierci Nory. Kobieta była po pięćdziesiątce,
pracowała u Coltonów przez lata. Mówienie o zbiegu
okoliczności wydawało się w tym przypadku, tak jak
zauważył inspektor, sporą przesadą.
O mały włos i ona, Liza, nie straciła życia. Zadrżała
na tę myśl, kryjąc twarz w dłoniach. Gdyby nie szla
chetność i wsparcie Nicka, nie wiadomo, co by się
z nią stało. Nie była łamagą, ale ucieczka, walka
z mężczyzną, który nie ma obiekcji przed zabiciem ko
biety, zdecydowanie przekraczała jej możliwości.
- Jak się czujesz? - spytał Nick, obejmując ją.
Nie słyszała, kiedy wszedł do pokoju, i choć jej [ Pobierz całość w formacie PDF ]