[ Pobierz całość w formacie PDF ]

natrysku. Kilka minut przed ósmą byłem już na nogach - sprawny, choć wciąż osłabiony.
Podczas prysznica zdążyłem przemyśleć kilka spraw i złożyć je do kupy. Jeśli chodziło
Stefana, to obawiałem się, że został porwany. Tylko jak miałem o tym powiedzieć Alinie?
Musiałbym wtajemniczyć ją w kulisy mojej misji.
Usiedliśmy w kuchni na drugim piętrze. Czekałem na drugą kawę.
- Jakoś nie ma ruchu - rzekła. - Dochodzi ósma i nie słychać studentów. Irenka też
zdaje się mieszka w wieży.
- Jak pani tu weszła? Od strony biblioteki?
- Nie. Drzwi wejściowe były otwarte.
- Otwarte?! Na noc je zamykamy.
Dziwne z tymi drzwiami. I miała rację, że w wieży panował dziwny spokój, cisza,
jakby nie było w niej żywego ducha. Nie czekając na wrzątek, zeszliśmy piętro niżej i
zapukaliśmy do pokojów studentów. Najpierw zbudziłem chłopaków. Otworzyli po kilku
minutach, zaspani, słabi, wręcz słaniający się na nogach.
- Co jest? - zachrypiał Irek, widząc nas w drzwiach.
- Minęła ósma - powiedziałem.
- sma? O żesz ty w mordę - zaklął. - Zaspaliśmy.
Zapukaliśmy też do pokoju dziewcząt. Historia się powtórzyła. Po intensywnym
łomotaniu w drzwi otworzyła nam zaspana Anka.
- Pobudka! - zawołałem. - Obudz Dorotę. Już po ósmej.
- Naprawdę? - zdziwiła się. - Dziwnie się czuję. Piwo mi zaszkodziło.
- To nie piwo - odpowiedziałem tajemniczo.
Wzruszyła ramionami i już zamierzała zamknąć drzwi, gdy nagle podniosła głos.
-Nie ma Doroty!
Natychmiast zawróciliśmy.
- Aóżko posłane i nie ma jej rzeczy! Nic nie rozumiem.
Za jej zgodą weszliśmy do pokoju i ujrzeliśmy posłane łóżko stojące pod drugą ścianą.
Anka otworzyła szafę, demonstrując pustą połówkę mebla używaną przez koleżankę.
- Widzicie to co ja? - dziwiła się studentka. - Nie ma jej ubrań. Co to znaczy?
Na stole leżała jakaś karteczkę.
-To od Doroty!
Odczytała treść listu.
- W nocy dostałam złą wiadomość od rodziny. Musiałam opuścić zamek. Natychmiast.
Rezygnuję z praktyki w tym roku. Nie martw się o mnie. Zobaczymy się za rok. Dorota.
Przez chwilę nic nie mówiliśmy. Przeczytałem treść listu sam.
- Za rok? - zdziwiłem się. - Czemu nie w pazdzierniku? Myślałem, że studiujecie
razem?
- Nie, nie. Dorota jest z Olsztyna. Ja z Lublina. Ona tu już była na praktyce rok temu.
Ja jestem tutaj pierwszy raz.
- To ciekawe - mruknąłem.
- Zgadza się - odezwała się Alina. - Dorota była u nas w zeszłe wakacje. Pracowała
pod moją egidą. Jednakże bardziej niż pracą interesowała się Adamem. No, może było
odwrotnie. To on interesował się Dorotą. Z wzajemnością.
- Adam? - uniosłem wyżej brwi. - Narzeczony poprzedniej kasjerki?
- Tak. Basi.
- Adam reperował mi samochód i czasami odwiedza pana Edwarda, prawda?
- Ale Dorota skończyła z Adamem! - poinformowała nas Anka. - To stara historia. On
ma przecież narzeczoną Basię.
- Pózniej pogadamy - pożegnałem ją.
Na parterze spotkaliśmy wychodzącą w pośpiechu ze swojego pokoju Irenkę. Już na
pierwszy rzut oka widać było, że jest zaspana, słaba i blada, zaś niestarannie uczesana fryzura
dopełniała całości mizernego widoku. Domyślałem się powodu takiego stanu rzeczy.
- Czas najwyższy porozmawiać z kierownikiem - zaproponowałem. - Sprawy zaszły za
daleko. Ktoś dosypał nam środka nasennego do piwa, Dorota zaś zrezygnowała z praktyk.
Dziwne, że na nią ów środek nie podziałał. Bo to jej sprawka!
- Kierownik będzie pózniej - rzekła Alina. - Wyjechał w teren. Lecz myślę, że
możemy porozmawiać ze sobą szczerze. Czy może mi pan powiedzieć, co jest grane?
Chciałem jej o wszystkim opowiedzieć, ale pod zamek zajechał żuk. Chwyciłem Alinę
za rękę i ukryliśmy się w wieży. Nic nie mówiła. W tym czasie sięgnąłem po klucz do
piwnicy, który schowałem w kieszeni spodni. Spotkało mnie jednak rozczarowanie. Nie
mogłem go znalezć. W kieszeni nie było żadnego klucza, choć dałbym głowę, że schowałem
go tam wczoraj. Zaraz pomyślałem, że wyciągnięto mi go w czasie snu. Bo dziwna senność,
która ogarnęła mieszkańców wieży nie była przypadkowa ani spowodowana nadmierną ilością
wypitego alkoholu. Dosypano nam do piwa środka nasennego! Zrobiła to Dorota. Kiedy reszta
się pospała, dziewczyna przyszła do mnie i zabrała z kieszeni spodni klucz. Założony przez
pana Edwarda nowy zamek był produkcji zagranicznej i trudniej było go otworzyć wytrychem
(trochę się na tym znałem!). A zatem uśpienie nas było częścią strategii przeciwnika.
Minionej nocy banda Szpakowatego zamierzała dostać się do piwnicy i ostatecznie
zrealizować plan. Dorota była już spalona, zadanie wykonane i mogła uciec. Co zresztą
uczyniła (to dlatego drzwi wieży były otwarte). Jaki plan zrealizowano minionej nocy w
podziemiach?
Aby to sprawdzić, należało zejść na dół. Jakie to proste! Jednakże nie mogliśmy tego
uczynić, gdyż pan Edward dał mi wczoraj swój klucz, kierownik zaś wyjechał w teren (tylko
on miał drugi klucz). Musieliśmy zatem czekać na powrót kierownika.
Zaproponowałem Alinie wizytę w bibliotece.
- Zadzwonimy do Stefana - wyjaśniłem.
Niestety, biznesmen uparcie milczał.
- Zapomniałam dodać, że samochodu Stefana nie ma w garażu - powiedziała Alina.
- Skąd pani wie? Ma pani jego klucze?
- Nie, ale rano zajrzałem do niego. Garaż Stefan ma taką małą szybkę w drzwiach. Nie
widziałam samochodu.
- Dokąd mógł pojechać?
Odebrałem wreszcie pocztę elektroniczną. Okazało się, że przyszła do mnie kolejna
wiadomość od Lisy Liethmal. Moją uwagę zwrócił dołączony załącznik - plik audiowizualny.
Najpierw odczytałem list.
Koniec żartów. Pański kolega jest w naszych rękach. Jeśli zadzwoni Pan na policją,
już nigdy go Pan nie zobaczy. Nikt nie może dowiedzieć się o moim istnieniu. Proszę zobaczyć
swojego kolegę, klikając w załącznik.
Lisa Liethmal
Poczułem w ustach smak goryczy. Porażka. Dobrali się do Stefana! Spojrzałem na
bladą ze strachu Alinę. Nic nie rozumiała z treści listu, lecz czuła, że dzieje się coś złego.
Zrobiłem jak radziła L. L. i po krótkim załadowaniu się przeglądarki multimedialnej
ujrzeliśmy niedużej wielkości kwadracik - ekran wideo. Po chwili wypełniła go przestraszona
twarz Stefana, niezbyt dobrze oświetlona.
- To nagranie - szepnęła Alina i ścisnęła palcami moje przedramię.
Patrzyliśmy dalej na ekranik. Stefan przełknął ślinę. To na pewno był on. Z boku
pojawiła się nagle lufa pistoletu. Ktoś przystawił mu ją do skroni.
- Pawle - mówił załamującym się głosem Stefan. - Złapali mnie. To koniec. Błagam
cię, nie idz na policję, bo mnie ukatrupią.
Lufa pistoletu dzgnęła jego policzek.
- Nie rób żadnego głupstwa - jęknął Stefan z ekraniku. - Paweł! Oni chcą, abyś
odpuścił sobie tę sprawę. Najlepiej wyjedz z zamku. Wróć do Warszawy.
Nagranie brutalnie się urwało.
- O jakiej sprawie wspominał Stefan? - zapytała załamana Alina.
- Długo by opowiadać - odparłem wymijająco.
Skopiowałem nagranie na dyskietkę, włożyłem ją do kieszonki dżinsowej bluzy i
wyszliśmy na zewnątrz, aby ochłonąć. Zresztą bibliotekarka zerkała na nas podejrzliwe i
rozmowa w bibliotece była zbyt ryzykowna. Poza murami zamku również nie było nam dane
delektować się spokojem. Wiktor wyszedł na papierosa i gdy tylko nas zauważył, ruszył
dziarsko w naszą stronę.
- Idzie tu - mruknąłem.
- Jeśli dzisiaj zwolnię się z pracy, obieca mi pan, że poszukamy Stefana? I powie mi [ Pobierz całość w formacie PDF ]