[ Pobierz całość w formacie PDF ]

- Figura wróciła na swoje miejsce - wyjaśniła Borghild.
- Ale w takim razie do czego im była potrzebna?
- Może chodziło o poświęcenie - rzuciła Tova.
- Zapewne chaty - mruknął rycerz.
- Dlaczego? - zaciekawił się Ravn.
Rycerz, pochyliwszy się do przodu, wyjaśnił:
- Umarł tam mój wuj, a także nieznany gość, który przywlókł do dworu dżumę, ale
nikt nie odważył się wejść do środka z obawy przed zarazą. Ciała zmarłych nie zostały
pogrzebane w poświęconej ziemi. Chata jest więc pogańskim grobem!
Borghild odruchowo uczyniła znak krzyża.
- Czy to znaczy, że ktoś miał przez cały czas klucz? - zastanawiała się Tova.
- Nie wiem, może przypadkowo dostał się w czyjeś ręce. Zastanawiam się...
Twierdzisz, że widziałaś kobiety ciągnące trumnę. Może to wcale nie była trumna, lecz
zbliżone trochę do niej kształtem czółno?
Tova nie mogła się skupić. Przeraziła ją wiadomość, że w sąsiadującej z jej alkierzem
chacie przez cały czas spoczywali zmarli. Posłała Ravnowi błagalne spojrzenie, nade
wszystko pragnąc schronić się w jego bezpiecznych objęciach. Ale oczywiście nie mogła tego
uczynić.
- Tak, możliwe, że to było czółno - odpowiedziała po chwili zastanowienia. - Ale po
ciemku zdawało mi się...
Ravn oderwał wzrok od twarzy dziewczyny i zwrócił się do rycerza Gudmunda:
- A więc sądzisz, panie, że ci ludzie użyli czółna do wywiezienia szczątków zmarłych?
- Tak, ale intryguje mnie jeszcze coś. Powiedz, córko, jesteś pewna, że widziałaś
kobiety?
Tova zmarszczyła czoło.
- Widziałam suknie, długie do samej ziemi - rzekła.
- Suknie? A może to były długie peleryny?
- Właściwie nie wiem.
- Ale nie wykluczasz, że mogli to być mężczyzni?
Jeszcze raz odtworzyła w pamięci obraz sprzed wielu tygodni
- Tak, rzeczywiście mogli to być mężczyzni w długich pelerynach.
Rycerz odchylił się.
- Zwietnie, to oznacza, że jedną zagadkę rozwikłaliśmy. Zauważyłem bowiem, że w
stajni wiszą zabłocone peleryny, pewnie te same. Wydaje mi się, że czółna użyto nie tylko do
wywiezienia szczątków zmarłych, świeć, Panie, nad ich duszą, ale także do opróżnienia chaty
z mebli i wyposażenia. Bo przecież twierdzicie, że w środku jest całkiem pusto.
- Tak, zdaje się, że zależało im na tym, by podłoga była całkiem pusta.
- A kto zaglądał przez szpary do wnętrza chaty i twierdził, że nie zauważył nic
nadzwyczajnego? - spytała Tova. - Przecież powinien był dostrzec, że chata jest opróżniona z
wszelkich sprzętów!
- Masz rację - wybuchnął rycerz. - ystein! Będzie się musiał wytłumaczyć! ystein...
No cóż, wcale nie jestem tym zaskoczony. Borghild, czy mogłabyś go tu wezwać?
Służąca poderwała się i wyszła pośpiesznie. Zapadło milczenie, które przerwał Ravn:
- Wydaje mi się, że doszliśmy do sedna sprawy. Kim był ów nieznajomy, który przed
trzydziestoma laty przywlókł do dworu  czarną śmierć ?
- Nie wiadomo. Mój wuj ulitował się nad tym nieszczęśnikiem i pozwolił mu się
zatrzymać w swojej chacie, nie przypuszczając nawet, jakie będą tego następstwa.
Przypominam sobie jedynie, że mówiono, iż nieznajomy przybywał z zachodu, a po drodze
odwiedził Grindom.
Ravn zmarszczył brwi.
- Z zachodu? Zabity, na którego natknęliśmy się z Tovą przy opuszczonej zagrodzie w
górach, ubrany był tak jak mieszkańcy okolic położonych nad samym morzem.
- Naprawdę? To musi się jakoś ze sobą łączyć - myślał głośno rycerz. - Wiecie co?
Przypuszczam, że mężczyzna, którego znalezliście martwego, to ten sam, który mieszkał w
opuszczonym gospodarstwie niedaleko stąd. Prawdopodobnie działali we trzech: Lis, jak
nazywa go Tova, któryś z mieszkańców naszego dworu, zdaje się ystein, wszak niewielu
mężczyzn pozostało we dworze, większość przebywa w górach i wypasa bydło. I ów zabity,
którego nikt z nas nie zna.
- Jestem pewna, że zabił go Lis - rzuciła Tova z przekonaniem.
- Niewykluczone. Pewnie przestał im być potrzebny.
- Ale o co chodzi? Nic z tego nie pojmuję - przerwała im ostro matka Tovy.
- Wcale mnie to nie dziwi, ty nigdy nic nie rozumiesz - odburknął rycerz. - Pomyśl,
ów nieznajomy, który przybył tu z wybrzeża przed trzydziestu laty, miał pewnie przy sobie [ Pobierz całość w formacie PDF ]