[ Pobierz całość w formacie PDF ]

siostrę Torii. Bardzo denerwowała się przed spotkaniem ze swoją przyszłą szwagierką, jedyną
bliską im osobą.
Gdy dotarli na miejsce, podeszła do nich pielęgniarka.
- Dobrze, że pan się zjawił, panie komisarzu.
Alfred znieruchomiał.
- Czy coś się stało z Torii?
- Nie, nic groznego - uśmiechnęła się siostra - tylko ostatnio jest bardzo niespokojna.
- Niespokojna? Torii?
- Tak. W ostatnią niedzielę zauważyliśmy, że zachowuje się inaczej niż zwykle. Mam
wrażenie, że to dlatego, iż nie pojawił się pan z wizytą.
- Ale przecież ona nigdy nie reaguje na moją obecność! Wydawało mi się, że jej jest to
najzupełniej obojętne!
- Wszyscy uważamy, że tęskni za panem. Alfred ożywił się i przyspieszył kroku.
Torii była śliczną czarnowłosą dziewczyną, choć teraz na jej bladej buzi malowała się
apatia. Miała zaledwie piętnaście lat, gdy Helmuth upatrzył ją sobie na zdobycz i ofiarę.
Alfred był bardzo zawiedziony, bo siostra ani jednym gestem nie dała poznać, że
cieszy się z jego przybycia.
- Cześć, Torii - powiedział cicho. - Już jestem z powrotem. Musiałem na jakiś czas
wyjechać. Jak się masz, moja mała?
Nie było odpowiedzi. Smutne oczy patrzyły gdzieś daleko w przestrzeń.
- To jest Sara. Niedługo mamy zamiar się pobrać. Mam nadzieję, że przyjdziesz na
nasz ślub.
- Dzień dobry, Torii - zagadnęła Sara. - Bardzo chciałabym cię poznać.
Najmniejszej reakcji.
Pozostali przy niej aż do końca odwiedzin. Alfred posadził Torii na wózek i pojechali
do parku. Rozmawiał z siostrą tak, jakby była zdrowym człowiekiem, nie zniechęcał się
brakiem odpowiedzi.
W końcu odważyli się na eksperyment.
- Torii - zaczął Alfred ostrożnie - ten niedobry człowiek już nie istnieje. Nie żyje.
Czy to delikatne drgnięcie ust, czy tylko złudzenie? Alfred nie rezygnował:
- Kato Helmuth nie żyje, rozumiesz? Już nigdy nie zrobi ci krzywdy.
Czekali w napięciu. Wreszcie Sara spytała:
- A może podał jej inne nazwisko?
- Sam już nie wiem - rzekł Alfred zrezygnowanym głosem.
Wrócili z Torii do jej pokoju i ułożyli z powrotem na łóżku. Gdy Alfred okrywał
siostrę kocem, Sara wyszeptała:
- Zobacz! Ona coś mówi!
- Torii, co ty mówisz? - zapytał Alfred.
W tym momencie do pokoju weszła oddziałowa.
- Torii często w ten sposób porusza wargami - powiedziała. - Ale nigdy nie doszliśmy,
co próbuje powiedzieć.
- Wydaje mi się, że to jakby jedno słowo - dodała Sara.
- Tak. Na dodatek ciągle to samo. Alfred pobladł.
- Wiem, co ona mówi - odparł bezdzwięcznie. - Wymawia imię.
Głos mu się załamał. Pochylił się nad siostrą.
- Geir już nie przyjdzie, musimy się z tym pogodzić. To nie była twoja wina, wierz mi,
nie możesz tak myśleć!
Torii opadła na łóżko. Znów ogarnęła ją apatia, której nie mogli pojąć ani pokonać.
Kilka tygodni pózniej do drzwi mieszkania Sary, do którego przeniósł się już Alfred,
zadzwonił dzwonek.
- Lasse, jak to miło! Wchodz do środka!
- Jestem tu przejazdem, bo wybieramy się w góry. Pomyślałem, że... Zabrałem ze sobą
część moich zbiorów, które chciałem wam pokazać. Mam też kilka podwójnych muszli, więc
może spodobają ci się, Saro?
- Cześć, Lasse. - Alfred wyszedł na korytarz i przywitał się z chłopcem. - Właśnie
wychodzimy w odwiedziny do mojej siostry, która przebywa w domu opieki. Nie możemy
opuścić tej wizyty. Ale jeśli masz ochotę z nami pojechać, pogadamy w samochodzie.
Lasse nie miał nic przeciwko temu. Jadąc samochodem, gawędzili żywo, a Lasse
pokazywał im swoje skarby. Sarze podobały się muszle chłopca, ale nie chciała się przyznać,
że nie podziela jego pasji zbieracza. Po dramatycznych wydarzeniach w Sri Lance właściwie
miała już muszli po dziurki w nosie.
U Torii nie wydarzyło się nic nowego. Pielęgniarki mówiły, że po ostatniej wizycie
Alfreda dziewczynka się uspokoiła.
Lasse okazał chorej wiele ciepła. Wzruszył go los ślicznej Torii. Opowiadał jej o
Alfredzie i Sarze, o ich przyjazni, jaka nawiązała się w Sri Lance. Mówił też, że Torii także
powinna kiedyś odwiedzić ten wspaniały kraj. Potem podał dziewczynie kilka muszli o
intensywnych kolorach, resztę ułożył na podłodze tuż przed nią. Nie przejmując się brakiem
reakcji, opisywał każdy z okazów.
Od Alfreda i Sary Lasse dowiedział się o turbinelli i tajemniczej śmierci Kato
Helmutha.
Po chwili namysłu chłopiec rzekł:
- Jestem realistą. Mogę się założyć, że to była sprawa rekina.
- Też tak sądzę - odparł Alfred, ale Sara wyczuła w jego głosie coś, co kazało jej
przyjrzeć mu się dokładniej.
Jednak nic szczególnego nie dostrzegła, więc odwróciła się i nagle szepnęła:
- Alfredzie, popatrz!
Ręce Torii spoczywały teraz na dywanie, ale palce poruszały się lekko i usiłowały
dosięgnąć muszelek. Zwłaszcza kauri przyciągała jej uwagę.
Znieruchomieli, tylko Lasse błyskawicznie sięgnął po muszlę i położył ją na dłoni
Torii.
- Zobacz tylko! Czy ona nie jest wspaniała w dotyku? Dłoń Torii objęła muszlę.
Dziewczynka podniosła wzrok i przyglądała się Lassemu, podczas gdy on niestrudzenie
ciągnął swoje historie o ślimaczych domkach.
I wreszcie twarz chorej dziewczyny rozjaśnił niepewny uśmiech. Wciąż nie spuszczała
oczu z chłopca.
- Przez dwa długie lata próbowałem nawiązać z nią kontakt - wyszeptał z
niedowierzaniem Alfred.
Sara śmiała się do niego roziskrzonymi oczami.
- Jesteś tylko bratem, Alfredzie, tylko bratem! Obecność Lassego zupełnie odmieniła
świat Torii.
Nic dziwnego: młodą dziewczynę stale otaczały jedynie kobiety - pacjentki i
pielęgniarki, tylko co jakiś czas wpadał brat, teraz również z narzeczoną.
Lasse zrezygnował z wyprawy w góry. Zdecydował się na coś innego: dzień w dzień
odwiedzał Torii w szpitalu.
Gdy Sara i Alfred pojawili się tydzień pózniej z kolejną wizytą, przywitała ich
rozpromieniona pielęgniarka.
- Nie poznacie jej! - zapewniała. - Są teraz oboje w parku i ćwiczą chodzenie. Torii
wykazuje wiele zapału, wierzę więc, że się im powiedzie. Przedtem brakowało jej motywacji.
Zatrzymali się w pewnej odległości od młodych i przyglądali się próbom. Po chwili
Torii spostrzegła brata i Sarę i od razu się ożywiła. Podeszli bliżej.
- Torii, siostrzyczko! - wykrztusił Alfred i objął czule dziewczynę.
Torii stała dłuższy czas bez ruchu, po czym odezwała się cicho:
- Byłeś dla mnie taki dobry! Bardzo ci za wszystko dziękuję.
Nie zdołał odpowiedzieć, wzruszenie ścisnęło mu gardło.
- Sarę też lubię, i Lassego.
Kiedy wypowiadała imię chłopca, w jej głosie dało się wyczuć szczególny ton.
- Na pewno jej nie zawiodę - obiecał Lasse, zwracając się do Alfreda. - Opowiedziała
mi o wszystkim, co przeszła. Bardzo dobrze się stało, że wreszcie mogła o tym porozmawiać.
- Na pewno. Lasse, dziękuję ci. Sam nie wiem, jak mógłbym ci się odwdzięczyć.
- Nie ma za co dziękować - burknął chłopak pod nosem, po czym wziął Torii za rękę i
poszli dalej ćwiczyć chodzenie.
W drodze powrotnej, w samochodzie, Sara rzekła w zamyśleniu:
- Oszukałeś Helmutha, prawda?
- Co masz na myśli?
- Wiedziałeś, że sir Constable wycofał swoją ofertę, ale przemilczałeś to. Helmuth nie
zdawał sobie z tego sprawy.
- Nie - przyznał. - Chyba rozumiesz, że nie mogłem puścić go wolno. Musiałem mieć
pewność, że go zatrzymamy.
- Ryzykowałeś w ten sposób niejedno życie.
- Nie mieliśmy innego wyjścia. W przeciwnym razie znowu zniknąłby nie wiadomo [ Pobierz całość w formacie PDF ]