[ Pobierz całość w formacie PDF ]

wysokość nie miałaby nic przeciwko temu.
- Jej wysokość jest bardzo hojna. Jest drugą żoną jego
wysokości i nie ma jeszcze trzydziestu lat, więc nosi rzeczy
modne, które cieszą oczy wszystkich w zamku.
Pandia pomyślała, że większość ludzi na pogrzebie była
bardzo stara i zastanawiała się, jak też młodej księżnej udaje
się ich rozweselić.
Mimo że była zbyt grzeczna, aby to powiedzieć, zdziwiło
ją, że suknie księżnej są tak eleganckie.
Pomyślała, że stary książę miał dziewięćdziesiąt lat, gdy
umarł i że to raczej niemożliwe, aby jego następca był
młodym człowiekiem.
Potem zaczęła się zastanawiać, czy nowa księżna, tak jak
Selena, bywała znudzona swoim mężem i szukała wówczas
przystojnego księcia, który by ją uszczęśliwił, Pandia doszła
do wniosku, że ciągle jeszcze szokuje ją sposób postępowania
Seleny.
Jednocześnie uświadomiła sobie, że gdyby książę
przemawiał do niej jak lord Sylwester, mogłaby zapomnieć, że
jest mężatką i że powinna być godna i stateczna jak jej
podstarzały mąż.
Pani Whiteley odsunęła się i zapytała:
- Co pani o tym myśli, Milady?
Pandia tak głęboko się zamyśliła, iż nie zauważyła, że pani
Whiteley uczesała jej włosy w ten sam sposób, co poprzednio,
ale jeszcze wplotła w nie dwie białe róże.
- Jej wysokość nosi czasem pióra czy egrety - powiedziała
pani Whiteley - ale wydaje mi się, że róże będą bardziej
pasować do tej sukni.
- Jest pani prawdziwą artystką, pani Whiteley - rzekła
Pandia, a gospodyni wyglądała na zawstydzoną
komplementem.
- Często myślałam, żeby spróbować szczęścia w
projektowaniu pokojów czy sukien, Milady, ale nigdy nie
miałam okazji.
- Może kiedyś pani marzenia się spełnią. Wszyscy czegoś
pragniemy.
- To prawda, Milady. A teraz zobaczymy, jak wygląda
pani w bieli. Jeśli zle, jest w czym wybierać, ale jakoś nie
wyobrażam sobie pani w jaskrawym kolorze.
Kiedy wkładała suknię, która leżała na niej zdumiewająco
dobrze, Pandia przekonała się, że pani Whiteley miała rację.
Wyglądała bardzo młodo.
Jeśli lord Sylwester nazwał ją dziewczynką u progu
nowego i nieznanego świata, to właśnie takie sprawiała
wrażenie.
W gazowym świetle, którym oświetlony był cały zamek,
rude błyski w jej włosach były jak języczki ognia, a miękkość
szyfonu podkreślała biel jej ramion.
- Milady wygląda prześlicznie! Naprawdę prześlicznie! -
zawołała pani Whiteley.
W jej głosie zabrzmiała nuta dumy, jak gdyby to ona
stworzyła arcydzieło i Pandia uśmiechnęła się mówiąc:
- Bardzo pani dziękuję! To przemiło z pani strony, jestem
naprawdę wdzięczna!
- Kiedy wróci pani na górę, Emma pomoże się pani
rozebrać. To dobra dziewczyna, wszystkiego dopilnuje.
- Dziękuję jeszcze raz. Nie powinnam się spóznić. Pandia
powoli ruszyła korytarzem myśląc o tym, że nigdy jeszcze nie
miała na sobie tak pięknej sukni.
Podobał jej się szelest jedwabnych halek i dzwięk, jaki
wydawały przesuwając się nad dywanem.
Suknia, jak tamta Seleny, miała dopasowany staniczek, a
dalej szyfon spływał jak fale morza.
Włożyła też naszyjnik i kolczyki Seleny.
Nie dodało jej to wyrafinowania. Młodość Pandii i
przejrzysta biel pereł zdawały się łączyć w jedno z jasnym
odcieniem skóry.
Bates, który czekał na dole, poprowadził ją przez hol.
Dwóch lokajów otworzyło podwójna drzwi i znalazła się
w Srebrnym Salonie.
Wystarczyło jedno spojrzenie na kryształowe żyrandole
pełne zapalonych świec i białe kolumny odbijające się w
lśniących srebrnych weneckich lustrach, żeby pojąć, dlaczego
lord Sylwester uznał, że to odpowiednie tło dla niej.
Wiedziała, że jasność była częścią światła, które znalazł w
Grecji, światła pochodzącego od bogów i, być może,
promieniowała też z nich obojga.
Stał w odległym końcu salonu, naprzeciwko pięknie
rzezbionej półki wiszącej nad kominkiem.
Nie poruszył się, kiedy zaczęła iść w jego stronę.
Widziała, jak ją obserwuje i czuła się bardzo młoda, niepewna
i onieśmielona, jak nigdy dotąd.
Gdy stanęła przed nim, wziął ją za rękę i powiedział
bardzo cicho:
- Och, moja droga, wygląda pani jak księżycowe światło,
wiedziałem, że tak będzie.
Potem pocałował jej dłoń i kiedy poczuła dotyk warg
ciepłych i natarczywych, zadrżała.
ROZDZIAA 5
Dokąd pan teraz jedzie?
Rozmawiali od kilku godzin. Czas biegł tak szybko, że nie [ Pobierz całość w formacie PDF ]