[ Pobierz całość w formacie PDF ]

- Tak, oczywiście - powiedziała Cat. - Zaraz
przyniosę.
Ale pech, pomyślała, idąc do kuchni.
- Skarbie, czy mogłabyś się zwolnić z pracy na
parę godzin na początku przyszłego tygodnia? - za
pytała Vanessa, biorąc z rąk córki kieliszek wina.
- Chciałabym obejrzeć kilka mieszkań i potrzebuję
twojej rady.
- Mieszkań? - Z wrażenia Cat o mały włos nie
rozlała wina na sukienkę. - Chyba nie znudził ci się
Carlton?
- Oczywiście, że nie, ale nie mam zamiaru miesz
kać tam bez końca.
- Myślałam, że wracasz do Beverly Hills?
- Takie miałam plany. Ale Londyn stał się teraz
bardzo interesujący. Rozważam właśnie kilka pro
pozycji i postanowiłam zamieszkać tu, gdzie mam
ciekawe oferty pracy. No to twoje zdrowie, kocha
nie - uśmiechnęła się zagadkowo, podnosząc kieli
szek.
- A co będzie z Gilem? O ile wiem, to on ma
pracę w Ameryce. Chyba nie zechce tu zostać.
- Ach, Gil - westchnęła przeciągle Vanessa.
- Powiedzmy, że negocjacje są w toku.
Oparła się o poduszki na kanapie i z promiennym
uśmiechem przyjrzała się córce.
- Zlicznie wyglądasz, Cat. Aadnie ci w tym kolo
rze. No to co, pójdziemy zjeść coś na mieście?
- Wiesz, nie bardzo mogę - zebrała się na odwagę
Cat. - Umówiłam się z przyjaciółmi.
- Widzę, że spakowałaś torbę na noc - zauważyła
Vanessa, przed której sokolim wzrokiem nic nie
mogło się ukryć. - Muszą to być bardzo bliscy
przyjaciele. Powiedz mi, kochanie, czy wreszcie coś
zaczęło się dziać w twoim prywatnym życiu? A jeśli
tak, to kim on jest?
- Gdybym ci powiedziała - odparła z niewzru
szonym spokojem Cat - nie byłaby to już moja
prywatna sprawa.
No i jak miałabym ci odpowiedzieć na to pyta
nie, skoro sama nie wiem, kim on jest? - dodała
w duchu.
- No-no - Vanessa uniosła lekko brwi..- Jeśli nie
chcesz mi zdradzić tego sekretu, to sprawa musi być
naprawdę poważna. Ale czy troskliwej matce nie
uchylisz nawet rąbka tajemnicy?
- Za taką siebie uważasz? - Cat posłała jej ironi
czne spojrzenie.
- Powiedzmy, że jest to jedna z nowych ról, które
teraz rozważam.
W tym momencie zabrzmiał dzwonek do drzwi.
Vanessa z triumfem w oczach powiedziała:
- Coś mi się zdaje, że twoje prywatne życie zaraz
zostanie zdekonspirowane, skarbie.
Przed drzwiami z nieprzeniknionym wyrazem
twarzy stał kierowca.
- Przepraszam pana, ale mam właśnie nieoczeki
wanego gościa -powiedziała ściszonym głosem Cat.
- Proszę na mnie nie czekać. Kiedy tylko będę wolna,
wezmę taksówkę.
- Zechce pani wybaczyć, ale mam wyrazne in
strukcje i żadnych innych pilnych zleceń - uśmiech
nął się uprzejmie kierowca. - Proszę się nie spieszyć.
Pojedziemy, gdy będzie pani gotowa. Poczekam na
dole.
W salonie Cat zastała matkę przy oknie.
- Piękny samochód, kochanie. Czy właśnie tak
wygląda dziś kareta Kopciuszka? Niestety nie widzę
księcia - dodała, wracając na kanapę i dolewając
sobie wina. - Szkoda, ale wciąż nie tracę nadziei
- uśmiechnęła się anielsko.
- Mamo, kierowca na mnie czeka. Ja... ja napraw
dę muszę już iść.
- Złotko, pozwól, że udzielę ci cennej rady. Nigdy
nie pokazuj mężczyznie, jak bardzo ci na nim zależy.
- Trzymaj ich krótko, to nie będą brykać. Tak
chyba kiedyś się mówiło, ale to już trochę trąci
myszką, nie sądzisz, mamo?
- Nie, słoneczko, ta rada zawsze będzie aktualna.
Dobrze ci radzę, wyluzuj się, dopij spokojnie wino
i jeszcze chwilkę ze mną porozmawiaj. Musimy się
przecież umówić na oglądanie mieszkań. Naprawdę
bardzo mi na tym zależy.
Zrezygnowana Cat opadła na kanapę i sięgnęła po
swój kieliszek.
- W hotelu powiedzieli mi, że wyjechałaś na
weekend. Jakaś szczególna okazja?
- Właściwie nie - wzruszyła ramionami Vanessa.
- Ot, spotkanie ze starymi przyjaciółmi. Ale było
bardzo miło.
- Zabrałaś ze sobą tego swojego Gila?
- Nie, miał inne plany. - Vanessa spojrzała z roz
bawieniem na córkę. - Nie jesteśmy do siebie przy-
spawani, jak to się teraz mówi.
Cat siedziała jak na szpilkach, podczas gdy jej
matka radośnie trajkotała o pokazach mody, ciekawej
wystawie w National Gallery i o premierze w teatrze,
która śmiertelnie ją znudziła. Gdy wreszcie odstawiła
kieliszek i sięgnęła po torebkę, Cat omal nie wydała
okrzyku ulgi.
- Więc może wpadniesz do mnie do Savoyu we
wtorek rano? Obejrzałybyśmy mieszkania, które pro
ponują mi agenci, a potem zjadłybyśmy lunch u Van
niego. Co ty na to?
- Zgoda. Ostatnio miałam wiele nadgodzin, And
rew na pewno pozwoli mi się urwać na parę godzin.
Pasuje ci o dziesiątej?
- Tak, byle nie wcześniej. - I po krótkiej pauzie
dodała z minką niewiniątka: - Londyńskie taksówki
są po prostu okropne. Czy twój kierowca mógłby
odwiezć najpierw ciebie, a potem mnie podrzucić do
hotelu?
Sprytna jesteś, mateczko, ale nici z tego, pomyś
lała Cat.
- Naturalnie, że cię podrzuci, ale będzie mu łat
wiej najpierw odwiezć ciebie, a potem mnie - powie
działa, uśmiechając się w duchu na widok zawodu
w oczach Vanessy.
Gdy wreszcie otworzyła drzwi mieszkania
w Wynsbroke Gardens, powitała ją cisza, ale pod
drzwiami salonu dostrzegła smużkę światła. Więc
jednak Liam na nią czeka!
Pchnęła drzwi i już układała sobie w myśli słowa
przeprosin, które zamarły jej jednak na ustach, gdy
weszła do środka.
Liam leżał na kanapie z zamkniętymi oczami
i ręką przerzuconą przez oparcie. Oddychał cicho
i regularnie. Spał tak twardo, że ani drgnął, kiedy Cat
zamknęła za sobą drzwi i dwukrotnie wypowiedziała
jego imię.
Marynarka i krawat leżały na podłodze, koszulę
miał rozpiętą pod szyją. Widać było, że jest mu
dobrze i że potrzebuje odpoczynku, ale nie takiego
powitania oczekiwała Cat. [ Pobierz całość w formacie PDF ]