[ Pobierz całość w formacie PDF ]

zadzwonić z samochodu na policję i prosić o pomoc.
Colleen uruchomiła silnik łodzi.
- Wez ster! - warknęła do Johnny'ego.
Wypłynęli. Kiedy znalezli się w zatoce, kazała mu
kierować się na Golden Gate Bridge. Wiał silny wiatr.
Morze było bardzo wzburzone. Płaskodenną łodzią mio
tały fale.
-Nadaje się tylko na spokojne wody, a nie na pływanie
po oceanie - mruknął Johnny. - Zaraz się rozpadnie.
- Mam taką nadzieję - z uśmiechem odparła Colleen.
- Włącz autopilota i zejdzcie pod pokład. Oboje.
Idąc za Johnnym i Lacy, trzymała pistolet w ręku.
W kabinie zobaczyli Joe'ego. Był przywiązany do
krzesła i zakneblowany. Lacy rzuciła się w jego stronę,
lecz Colleen powstrzymała ją ruchem pistoletu. W sąsied
niej kabinie rozległo się warczenie Nera.
- Siadajcie. - Colleen wskazała krzesła przy niskim
stoliku. - Napijcie się coli. Nie, najpierw obejrzyjcie
album. Nie mamy, a właściwie wy nie macie zbyt wiele
czasu.
Johnny wziął album do ręki.
- Czemu to zrobiłaś? - zapytał na widok fotografii
przedstawiającej worki z ciałami, wnoszone do karetki.
- I w jaki sposób?
W oczach Colleen zobaczył błysk radości. Była dumna
ze swych osiągnięć. Pragnęła się nimi pochwalić.
- Tamtego wieczoru spowodowałam kłótnię między
148 SZALECSTWO LACY
ojcem a matką. Kiedy znajdowaliśmy się w magazynie,
podesłałam ojcu jedną z fotografii, które Cole zrobił
matce i jej kochankowi. Chciałam rozzłościć ojca, a po
tem go szantażować. Otworzył doręczoną kopertę i wpadł
w szał. Matka powiedziała, że go opuści, a dzieci odda do
szkoły z internatem. Kiedy błagałam ją, żeby tego nie
robiła, zaczęła się śmiać. Wydała na siebie wyrok.
Musiała umrzeć.
Colleen nabrała powietrza i mówiła dalej:
- Cole i ja graliśmy w karty z twoim ojcem. Wtedy
ukradłam mu zapalniczkę. Potem za tatą zeszliśmy na dół.
Błagaliśmy, żeby nie odsyłał nas z domu, lecz on
powiedział, że ma nas wszystkich dość.
Na parterze zobaczyłam sterty śmieci i rozpuszczalnik
do farb. Cole wyszedł przed dom, a ja polałam śmieci i je
podpaliłam. To było bardzo proste. Nie macie pojęcia, jak
szybko ogień się rozprzestrzenił. Było wspaniale! Pło
mienie błyskawicznie sięgnęły stropu. Po chwili zoba
czyłam twojego ojca schodzącego z piętra. Paliło się na
nim ubranie. Na ten widok głośno się roześmiałam.
- Jesteś potworem! - wyszeptał wstrząśnięty Johnny.
- Domyślił się, że ogień to moja sprawka. Bałam się,
że mnie zabije. Ale na szczęście stracił siły. Upadł.
Wetknęłam mu zapalniczkę do ręki. Ojcu dałam do
zrozumienia, że ogień podłożył Cole. Zaraz potem
chłopak przeżył załamanie nerwowe. Uwierzył w moje
zapewnienia, że to, co się stało, było jego winą. Zabrali go
na leczenie. Dzięki temu szczęśliwemu zbiegowi okolicz
ności przez całe lata mogłam szantażować ojca i wycią
gać od niego pieniądze.
Zabiłam go, kiedy Cole uciekł z zamkniętego zakładu.
Był pierwszym i chyba jedynym podejrzanym. A na łodzi
pojawił się tylko po to, żeby ostrzec was przede mną.
- Och, Boże! -jęknęła Lacy i rozpłakała się głośno.
SZALECSTWO LACY 149
- Kiedy wtargnąłeś do naszego domu podczas przyję
cia - Colleen mówiła teraz do Johnny'ego- i oskarżyłeś
ojca o spowodowanie pożaru, przeraziłam się nie na żarty.
Patrzyłeś na mnie tak, jakbyś znal prawdę. Od tamtej pory
stałeś się niebezpieczny.
- Nie musisz więcej zabijać. Tym razem się nie
wywiniesz.
- Muszę. Zatopię tę barkę pod Golden Gate Bridge,
z wami wszystkimi na pokładzie. Mam pieniądze i fał
szywy paszport. To wystarczy, żeby rozpocząć nowe
życie.
Kiedy łódz znalazła się pod mostem, Lacy rzuciła się
na Colleen. Uderzona kolbą w głowę, nieprzytomna padła
na podłogę.
- Mam teraz zabić Joe'ego czy ciebie? - spytała
Johnny'ego rudowłosa dziewczyna, kierując lufę w stronę
chłopca. - Jeszcze jesteś mi potrzebny. Chodz na dół.
Pootwierasz luki. Zatopimy łódz.
Kiedy wrócili, ani Lacy, ani Joe'ego nie było w kabi
nie.
- Co, do diabła... - Colleen wyciągnęła pistolet
w stronę Johnny'ego. Już miała pociągnąć za spust, kiedy
za plecami usłyszała słowa:
- Tu jestem.
To powiedziawszy, Lacy strzeliła do Colleen z pis
toletu Johnny'ego, który znalazła na łodzi.
Ranna w ramię, rudowłosa dziewczyna znów uniosła
pistolet. Rzucił się na nią Johnny i powalił na ziemię.
Rozległ się jeszcze jeden strzał.
Do kabiny wpadli Joe i Nero.
- Johnny, co z tobą? - krzyknęła Lacy.
- Wszystko w porządku. - Skrzywił się z bólu. Miał
w ręku pistolet Colleen. Pomógł jej wstać. - Musimy się
zbierać, bo barka tonie.
SZALECSTWO LACY
150
Wydostali się na pokład. Wiał bardzo silny wiatr.
Colleen zaczęła wyrywać się Johnny'emu. W pewnej
chwili wysunęła się z jego rąk. Podbiegła do burty
i rzuciła się w lodowatą, wzburzoną toń.
Wsiedli do bączka. Johnny odciął linę i wystrzelił dwie
rakiety.
Pospieszyły im na pomoc inne łodzie.
Johnny tulił do siebie pasażerów łódki. Z wyjątkiem
Nera.
- Mamo, pocałuj go - poprosił Joe. - Nie będę patrzył,
jak to robisz. Odwrócę głowę. I powiedz mu od razu, że za
niego wyjdziesz.
- Jeszcze mnie o to nie poprosił - odrzekła Lacy.
- Już to robię. Kochanie, to wszystko stało się z mojej
winy,
- Ależ skąd.
- Opuściłem cię, kiedy byłaś w ciąży. Bezpodstawnie
nienawidziłem przez całe lata. Nie proszę cię teraz, żebyś
mi wybaczyła. Ja cię o to błagam!
Z uwielbieniem w oczach Lacy popatrzyła na John-
ny'ego.
Na wszelki wypadek Joe odwrócił głowę.
EPILOG
W San Francisco zaczynał zapadać zmierzch, kiedy
- wróciwszy na Twin Peaks po długim dniu pracy
- Johnny Midnight zatrzasnął drzwi wozu i wszedł na
schody. Prowadziły do piętrowego, białego domku,
wznoszącego się na zboczu.
Domek ten w niczym nie przypominał zamku, ale
i Johnny nie był królewiczem z bajki. Lacy orzekła, że ich
wspólne życie jest lepsze niż jakiekolwiek marzenia.
Stworzyła Johnny'emu prawdziwy dom. Z miłą, rodzinną
atmosferą.
Z każdym dniem Johnny Midnight coraz bardziej
kochał swoją żonę.
Mieli za sobą zarówno sześć miesięcy idyllicznego
małżeńskiego pożycia, jak i dziewięcioletniego synka,
który uwielbiał wycieczki do Alcatraz.
Widywali Cole'a, którego odratowali lekarze. Był
w dobrej formie. Mieszkał w pobliżu.
Johnny postawił teczkę i otworzył frontowe drzwi. Tuż
za progiem spodziewał się zastać ukochaną żonę. Zawsze
wyczuwała, kiedy wraca, i biegła mu na spotkanie.
Tym razem jednak Johnny'ego powitało głośne bicie
w bęben w wykonaniu Maria.
Wszyscy przyjaciele zebrali się w komplecie.
Joshua Cameron z Honey w zaawansowanej ciąży
i Heather. Były także mała Amelia i doktor Innocence
Lescuer.
152 SZALECSTWO LACY
Pani domu też spodziewała się dziecka, lecz na razie
trzymała to w tajemnicy.
Rozpromieniona podeszła do męża i zarzuciła mu ręce
na szyję.
- Z jakiej to okazji? - zapytał na widok zebranych.
- Dziś mija sześć miesięcy od dnia naszego ślubu.
- Każdego dnia świętuję ten fakt - szepnął jej do ucha.
- I każdej nocy - dodała.
Nie zważając na gości, Johnny wziął Lacy w ramiona
i zaczął namiętnie ją całować.
Znalezli się w niebie. I Johnny przyrzekł sobie, że
zrobi wszystko, aby pozostali tam na zawsze. [ Pobierz całość w formacie PDF ]