[ Pobierz całość w formacie PDF ]

tego świata, a nie krystalicznie czyste powietrze Miasta, ale przynajmniej rozjaśniło jej się w głowie.
Zaczęła się przeciągać, rozciągać mięśnie, pompować do nich krew, by pozbyć się resztek trucizny Harf.
Trochę jej to zajęło, bo wciąż czuła się słaba i ospała. Kiedy usiadła, zakręciło się jej w głowie, ale odetchnęła głęboko kilka
razy i to pomogło.
Mogła się wreszcie porządnie rozejrzeć, pierwszy raz, od kiedy przykuto ją do słupa. Znajdowała się w dużym
pomieszczeniu z prowadzącymi na górę krętymi schodami. Zciany były z cegły, podłoga wyłożona dębem, a sufit
podtrzymywały żelazne filary Umeblowanie składało się z dużej sofy i kilku skórzanych foteli.
Na ścianie wisiały duży telewizor plazmowy i miecz. Był stary, pordzewiały i obrośnięty koralowcami, zupełnie jakby został
wyłowiony z dna morza.
Pod drugą ścianą przycupnął stalowy nowoczesny kominek, w którym buchały sztuczne płomienie. Z tyłu znajdowała się
kuchnia, oddzielona barkiem z rzędem wysokich krzeseł. Była nowocześnie urządzona, ale blaty zastawiono brudnymi
talerzami i pudełkami po pizzy.
Nie miała pojęcia, jak wiele czasu upłynęło, od kiedy przedarli się przez Harfy. A jedyna osoba, którą mogła o to spytać,
siedziała na podłokietniku jednego z foteli ją obserwowała.
To nie były halucynacje. To naprawdę był jej anioł stróż.
Podniosła się i usiadła w kucki, po czym znieruchomiała, czekając, aż przestanie jej się kręcić w głowie. A potem gwałtownie
szarpnęła za kajdanki. Wokół żelaznego słupa okręcono gruby łańcuch, a potem prze---
pleciono przezeń jedną z bransoletek kajdanek, tak by można było ją przesuwać w górę i w dół. Wstała szybko, podnosząc
się z podłogi, jakby miała podnośniki hydrauliczne, a nie mięśnie. Aańcuch zgrzytnął o słup. A potem rzuciła się na anioła,
zadając ręką cios i trafiając jakieś trzydzieści centymetrów przed celem. Anioł
nawet nie drgnął, a ją nadgarstek bolał tak, jakby go złamała. Znów przykucnęła, walcząc z pragnieniem, żeby rozmasować
rękę.
- Puść mnie - zażądała.
- Nie.
- Odwal się. - Zaczęła wykrzykiwać na całe gardło wszystkie przekleństwa, jakie znała, aż w końcu ochrypła.
No dobrze, tego nie mówili na treningach, ale też ona nie była w domu, w błyszczącym Mieście, tylko w zewnętrznym
świecie. Może w jej mózgu wciąż były toksyny. Ale gdzieś w głębi serca wiedziała, że to ta kobieta, która tak spokojnie siedzi
i obserwuje ją tuż poza zasięgiem ciosu, jest powodem jej paniki.
- Skończyłaś już? - zapytała, unosząc swoją idealną brew, zupełnie jakby słyszała już to wszystko wcześniej i wcale nie robiło
na niej wrażenia.
Miała na sobie skórzane botki, wąskie dżinsy i dopasowaną aksamitną marynarkę. Włosy, które spływały jej na ramiona jak
błyszczący wodospad, były w czterech odcieniach blondu. W uszach i na szyi miała złotą biżuterię. A oczy ukrywała za
ciemnymi okularami.
- Musimy porozmawiać - stwierdziła. Feral się roześmiała.
- Posłuchaj, dziwna kobieto, nie rozmawiam z tymi, którzy mnie przykuwają do ściany. - Nie potrafiła powstrzymać
zgryzliwego tonu. Zaczęła szarpać kajdankami. - Nie znasz mnie i powinnaś się z tego cieszyć. A ja nie znam ciebie.
Wypuść mnie.
Kobieta zaczęła przechadzać się po pokoju, stukając obcasami o dębową posadzę.
- Znasz mnie - odpowiedziała stanowczo. Skrzyżowała palce i uniosła je. - Byłyśmy ze sobą blisko, od kiedy byłaś dzieckiem.
Z jakichś przyczyn Feral nie mogła złapać tchu, zupełnie jakby w mieszkaniu zabrakło nagle tlenu.
- Skąd się tu wzięłaś? - wysyczała. - Nie byłaś prawdziwa, byłaś aniołem i tyle.
Kobieta się zatrzymała.
- Och, ależ jestem prawdziwa. I nasze więzy też są prawdziwe.
Feral pokręciła głową.
- Kim ty jesteś? Jakimś parapsychicznym gliną? -Twarz Feral wykrzywił ból, gdy znów próbowała wyrwać dłoń z kajdanek.
Kobieta ją obserwowała.
- Wszystko w porządku? Chcesz coś do picia? - Zaczęła wykręcać ręce, jakby zupełnie nieświadoma tego, co robi. Spojrzała
z niepokojem w stronę kuchni. - Chciałam zrobić herbatę, ale nie mam mleka. Herbaty też nie.
Ani czystej szklanki. Ostatnio nic nie robię, tylko parzę zioła.
- Nic nie chcę. - Tak jakby mogła czegokolwiek tu dotknąć.
- Gorąca czekolada! Mam gdzieś trochę. Napijemy się czekolady. Pewnie umierasz z głodu.
Feral ogarniała coraz większa panika.
- Powiedziałam: nie. Nie mogę oddychać. Po prostu mnie wypuść.
Kobieta cofnęła się o krok.
- Jeszcze nie.
- Nie! Teraz! Rozepnij ten łańcuch. Muszę stąd natychmiast wyjść. Duszę się.
38
Ta kobieta naprawdę wyprowadzała ją z równowagi. Nigdy wcześniej nie czuła takiej złości. Nawet wobec Prospera. Ale nie [ Pobierz całość w formacie PDF ]