[ Pobierz całość w formacie PDF ]

127
malutka
us
o
l
a
d
n
a
c
s
James zadzwonił i drzwi otworzył Nico z podbitym okiem.
- Dzień dobry. Czy bukiet dla mnie?
- Ależ skąd! Jak się czujesz? Jeszcze wciąż widzisz wszystkie
gwiazdy?
- Nie, ale ktoś ma oczy jak gwiazdy. Proszę do pokoju. Masz
gościa, solenizantko.
Eleri uśmiechnęła się tak promiennie, że James objął ją i
pocałował, nie zważając na gwizdy chłopca.
- Wszystkiego najlepszego, kochanie.
- Trzydzieści róż! - zawołał zdumiony Nico.
- Dziękuję - powiedziała Eleri z przekornym błyskiem w oku. -
Róże są piękne, ale ich liczba nie bardzo mi się podoba...
- Więc może to bardziej ci się spodoba? - spytał, wręczając
pięknie opakowany prezent.
Odwinęła papier i wyjęła kolczyki z rubinami.
- James, szalejesz bez opamiętania... Prześliczne. - Rzuciła mu
figlarne spojrzenie. - Kupię wystrzałową suknię pod kolor, chcesz? -
Wpięła w uszy kolczyki, przejrzała się w lustrze, a potem zarzuciła
Jamesowi ręce na szyję i gorąco go ucałowała. - Psujesz mnie. Niewiele
brakuje, a przewróci mi się w głowie.
- Gdzie twoi rodzice?
- W restauracji - odparł Nico, spoglądając na zegarek. - Ja też tam
powinienem być, bo mam pomóc nakryć do stołu. - Zrobił komiczną
minę. - James, zbieraj siły, bo sporo ich trzeba, żeby przetrwać nasze
przyjęcia rodzinne.
Po jego wyjściu James zwrócił się do Eleri:
- Powiedziałaś mu?
- Owszem, ale i tak wiedział.
- Skąd?
- Tydzień temu wrócił wcześniej, bo odwołano trening. Rodzice nie
wiedzieli o jego powrocie i zaczęli rozmawiać. Akurat chciał zbiec na dół
128
malutka
us
o
l
a
d
n
a
c
s
i się pokazać, gdy usłyszał, jak mama mówiła, że czas najwyższy, żeby
poznał prawdę.
- Czyli podsłuchał.
- Tak. A gdy pózniej mama zajrzała do jego pokoju, udawał, że śpi.
Przyznał, że przez kilka dni był w szoku...
- Więc kiedy się ocknął w szpitalu, wcale nie pomylił cię z twoją
matką?
- Nie. Twierdzi, że zawsze czuł się bardziej związany ze mną niż z
Claudią. Nic w tym dziwnego, bo przecież pomagałam mamie od samego
początku. Ale Claudia też za nim przepada. Wspólnie nauczyłyśmy go
chodzić i mówić, ja dużo mu czytałam.
- Czyli nie była to dla niego straszna niespodzianka?
- Nie wiem... Przeżył szok i gnębiło go to, że nie wiedział nic o
ojcu, a w telewizji słyszał dużo o gwałtach i przemocy. Ulżyło mu, gdy
powiedziałam, że byłam zadurzona w jego przystojnym ojcu. I ucieszył
się, gdy dodałam, że Simon był zapalonym piłkarzem. - Westchnęła. -
Na razie nic się nie zmieniło w jego stosunku do mnie. Chyba nadal
mnie kocha jak siostrę, chociaż zażartował, że teraz ma troje rodziców.
- A ilu dziadków?
- Simona wychowywała babcia, którą odwiedziłam po porodzie.
Była już bardzo schorowana i nie rozumiała, kim jestem, więc nic jej nie
powiedziałam. Niedługo potem zmarła, więc Nico jest tylko mój... to
znaczy... nasz, Contich.
- Czy nasze dzieci też tak będziesz kochać?
- Oczywiście. - Uśmiechnęła się serdecznie. - Ile chciałbyś ich
mieć?
Urodzinowy stół uginał się pod walijskimi oraz włoskimi
potrawami i przysmakami. Przyjęcie nad wyraz się udało. Na początku
James został przedstawiony wszystkim gościom. Claudia przybyła mimo
poważnych obaw męża.
129
malutka
us
o
l
a
d
n
a
c
s
- Miałabym opuścić taką okazję? Też coś! - powiedziała
roześmiana. - I stracić szansę poznania przyszłego szwagra? Ani myślę!
Tyle smakołyków by mnie ominęło.
- Tobie to dobrze. Możesz legalnie jeść za dwóch - zawołał Nico. -
Nam nie wypada.
Wśród zaproszonych była pani Bronwen Hughes. Eleri od razu
przedstawiła jej narzeczonego.
- Babciu, to jest James Kincaid.
- Witam - rzekła starsza pani, obrzucając go taksującym
wzrokiem.
- Miło mi panią poznać - powiedział, nie spuszczając oczu. -
Eleri dużo mi o pani opowiadała.
Zwidrujące czarne oczy nieco złagodniały.
- Doprawdy? A czy mówiła dobrze?
- W samych superlatywach - zapewnił James z czarującym
uśmiechem.
Atmosfera była serdeczna i wszyscy doskonale się bawili. W
pewnej chwili pan Conti wzniósł toast na cześć córki. Zaczekał, aż
wszyscy wypiją i powiedział:
- Jeszcze jeden toast, którym Eleri musi podzielić się ze swym
przyszłym mężem.
Rozległy się okrzyki zdumienia i prośby, by Eleri wygłosiła mowę.
Speszona przecząco pokręciła głową, więc James podziękował
gospodarzom w imieniu obojga za przyjęcie, a w swoim za to, że mógł
poznać rodzinę i przyjaciół narzeczonej. Po zakończeniu toastu wyjął
zaręczynowy pierścionek i włożył Eleri na palec.
Goście zaczęli wiwatować. Nagle pośród gwaru dał się słyszeć jęk
Claudii.
- Zaczyna się? - zaniepokoiła się pani Conti.
- Chyba tak. - Claudia uśmiechnęła się krzywo. - Fatalnie, że
już muszę wyjść, ale ktoś bardzo chce przyjść na ten świat.
130
malutka
us
o
l
a
d
n
a
c
s
Po przyjęciu James zaproponował, że zabierze Nica i Lucy do
siebie.
- Dobrze. Zadzwonię do was, gdy będzie już coś wiadomo -
obiecała pani Conti, całując go z dubeltówki. - Jeszcze raz całym
sercem witam cię w rodzinie. Mam nadzieję, że przyjęcie nie było ponad
twoje siły.
- Było wspaniałe - powiedział szczerze. - Serdecznie pani dziękuję. [ Pobierz całość w formacie PDF ]