[ Pobierz całość w formacie PDF ]

zgotował mu zły los, tłumacząc sobie, że nie zasłużył na nic lepszego. Obwiniając się w pewnym
stopniu za śmierć Tani, świadomie nakładał na siebie karę.
Kultywował nieszczęście jak przewrotny ogrodnik, który woli
chwasty od kwiatów. Z tego wszystkiego, co mu się przydarzyło, nic gorszego nie mogło być od
powtórnego zakochania się.
Nie mógł znieść powtórnego przywiązania do innej kobiety. Nie mógł
znieść świadomości, że jest znowu kochany.
Uderzył zaciśniętą pięścią w zimną, wyłożoną kafelkami ścianę, po czym przyłożył do niej czoło. Z
zamkniętymi oczami i zaciśniętymi zębami walczył ze sobą, by nie przyznać się do tego, co było
prawdą.
Zakochał się w Marcie. I nie potrafił sobie tego wybaczyć.
Udając głupka, odrzucił ją wtedy, gdy potrzebowała go najbardziej.
Odwrócił się do niej plecami, a ona była w ciąży. A dlaczego? Z powodu dumy. %7ładen mężczyzna
nie lubi się czuć manipulowany; teraz sprawa domu wydawała się bardziej aktem miłości niż
manipulacji. Miał po prostu zbyt zamulony umysł, by zaakceptować to, co było tak jasne i proste.
Marcie kochała go. On ją pokochał.
Spojrzał na swój grzech z różnych punktów widzenia, nawet z pozycji Tani. Ona też chciałaby, żeby
ułożyło się inaczej. Jej zdolność do miłości była tak ogromna, że byłaby pierwszą, która skłaniałaby
go do ponownego uczucia miłości, gdyby znała ich przeznaczenie.
Dlaczego z tym walczył? Czy to było czymś nikczemnym? Dlaczego wciąż siebie karał? Zakochał się
we wspaniałej kobiecie, która również go kochała. Co w tym mogło być złego?
Podniósł głowę. Zobaczył, że z sali, na której leżała Marcie, wychodzi lekarz. Ruszył w jego
kierunku. Jego długi krok w szybkim tempie zmniejszał dzielącą ich odległość.
- Słuchaj no, doktorze - powiedział ostro, zanim lekarz się odezwał - ocal jej życie. Słyszysz mnie? -
Przyparł osłupiałego lekarza do ściany. -
Nieważne, jeśli miałoby to kosztować nawet dziesięć milionów dolarów.
Zrób wszystko, co w twojej mocy, by żyła. Rozumiesz, doktorze? Nawet jeśli miałoby to oznaczać...
- przerwał i z wysiłkiem dokończył - ...śmierć dziecka.
- Nie będzie to konieczne, panie Tyler. Pańska żona będzie zdrowa.
Chase wpatrywał się w niego, nie mogąc w to uwierzyć. Ten zwrot opatrzności całkowicie go
zaskoczył.
- Tak?
- Dziecko również. Była osłabiona i pod dodatkowym naciskiem zaczęła krwawić. Nie było to obfite
krwawienie, ale wystarczające, by zaniepokoić panią Tyler. Na szczęście zatamowaliśmy je.
Ultrasonograf wykazał, że wszystko jest w porządku. Płód nie został w żaden sposób uszkodzony. -
Przez ramię wskazał kciukiem drzwi pokoju, który właśnie opuścił. - Nalegała, by wziąć prysznic.
Pielęgniarka pomaga jej w tym.
Gdy skończy, może pan wejść i zobaczyć się z nią. Zaleciłem odpoczynek przez kilka dni w łóżku. Po
tym czasie może przechodzić ciążę jak każda kobieta.
Chase wymamrotał słowa podziękowania. Doktor skierował się do dyżurki pielęgniarek, by wydać
dyspozycje i wyszedł. Chase'a otoczyła rodzina. Z oczu Laurie obficie płynęły łzy. Sage
pochlipywała. Pat nerwowo ocierał chusteczką pot z czoła i bez litości żuł zapałkę.
Lucky klepnął Chase'a głośno w plecy.
- A nie mówiłem?! Co? Kiedy wreszcie zaczniesz mi wierzyć?
Gdy tylko wyszła pielęgniarka, Chase przeprosił towarzystwo i wszedł do jej pokoju.
Pojedyncza, słaba lampka nocna, umieszczona nad łóżkiem, przeświecała przez włosy Marcie,
tworząc wokół nich jasną aureolę. Ten magnetyczny widok przyciągnął go. Wkrótce stanął tuż przy
łóżku.
- Znowu historia się powtarza - odezwała się Marcie. -Pamiętam, jak kiedyś przyszedłeś zobaczyć
się ze mną w szpitalu.
- Wyglądasz teraz o wiele lepiej niż wtedy.
- Dziękuję.
Odwróciła głowę i zamrugała oczami, ale to nie pomogło. Azy wymknęły się spod powiek i stoczyły
po policzkach.
- Boli cię coś, Marcie? - zapytał Chase, pochylając się nad nią niżej. - Czy ten wariat cię zranił? [ Pobierz całość w formacie PDF ]