[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Oprócz wózka Kasia przywiozła męża, piątkę dzieci, sernik, mazurek,
sękacz i blachę ciastowego wynalazku zrobionego według przepisu z pisma
dla kobiet pod wiele mówiącą nazwą  Fale Dunaju .
 Nie byłam w stanie jej tego wyperswadować  sumitowała się mama
przez telefon, kiedy Kasia wpychała do strychowego przedpokoju wózek
i dzieci.
 A, dzień dobry, co tam słychać?  krzyknęła przerazliwie od samego
progu, a ja odruchowo odsunęłam słuchawkę od ucha.
Julek oderwał się od piersi, tocząc wokół skołowanym wzrokiem
noworodka. Wpatrzyłam się w gości identycznym spojrzeniem, po czym
pożegnałam się z mamą, odłożyłam słuchawkę i zapięłam bluzkę pod szyję.
Nie docierało do mnie jeszcze, że biust można trzymać bezkarnie na
wierzchu, tak jak nie rozumiałam, dlaczego obcy w szpitalu zwracali się do
mnie  niech mama .
 Dzieci, powiedzcie cioci  wesołego alleluja!  zawołała Kasia,
a dziewczynki bez słowa wywróciły oczami.
 Smacznego jaja!  uratował sytuację szwagier, albo tak mu się tylko
zdawało.
Wtarabanił się do środka z dużą liczbą paczek i skrzeczącym
najmłodszym na rękach. Starszy chłopczyk rozebrał się sprawnie,
a środkowy malec usiadł w progu i zatarasował drzwi.
 Wejdzcie. Chcecie herbaty?  powiedziałam odruchowo i rozejrzałam
się za miejscem, w którym mogłabym położyć synka. Miałam go w domu od
wczoraj i nigdy jeszcze razem nie przyjmowaliśmy gości.
 Witaj, witaj!  Kasia puknęła policzkami w moje policzki i przylgnęła
wzrokiem do mojego ucha.  A gdzie mąż?
 Nie wiem  odparłam i przycisnęłam do piersi bet, po który Kasia
wyciągnęła ręce.
Pachniała wiatrem i pociągiem, obcą wonią z zewnątrz. Przez krótką
chwilę niezrozumienia stała przede mną obca kobieta i wyciągała rękę po
mój miękki środek. Skuliłam się i położyłam rękę na przy-lizanych włosach
dziecka.
 No, daj go potrzymać  odezwała się moja siostra blizniaczka.
Niechętnie odchyliłam rąbek dziecięcej kołderki. Kasia przytuliła moje
zawiniątko do świątecznej bluzki i podstawiła je swoim dzieciom pod nos.
Dziewczynki przysunęły się nieufnie, w płaszczykach zdjętych do połowy,
z czapkami w rękach i potarganymi warkoczykami.
 Chciałybyście, żeby mama urodziła wam nowego dzidziusia?  zaśmiała
się kokieteryjnie Kasia, a dziewczynki ocknęły się z zapatrzenia i spojrzały
na nią z jawną odrazą.
 Błe&  powiedziały i z piskiem pobiegły w stronę ojca.
 Czy on umie powiedzieć  mazda ?  zapytał najstarszy chłopczyk,
spoglądając z powątpiewaniem na żółtą twarz Julka.
 Wawa  odezwało się najmłodsze, a środkowy, nie ruszając się z progu,
wskazał palcem bet i zaryzykował:
 Hau-hau?
Wielkanocne śniadanie składało się czterech gatunków ciast, puszki
sardynek, starej pięty żółtego sera i resztki majonezu.
 Czym wy się właściwie odżywiacie?  zapytała po raz setny Kasia,
dorzucając do świątecznej uczty jaja na twardo i zapotniałe pomidory
z pociągu.  Gdybym wiedziała, przywiozłabym trochę jedzenia.
 Zawsze można iść i kupić  powiedziałam.  Mąż uważa, że gotować
trzeba świeże produkty, a nie kisić żywność w lodówce.
 Co ty właściwie robiłaś przed świętami?  gderała Kasia, jakby nie
słysząc mojej odpowiedzi.
 Rodziłam.
 Rodziłam, rodziłam! Ja też rodziłam, a posiłki zawsze były gotowe.
Przed czwartym porodem umyłam jeszcze okna, wypastowałam podłogę
i zrobiłam weki.
 To może ja już pójdę?  ocknął się szwagier, skwaszony po posiłku.
 Idz z dziećmi na plac zabaw przed blokiem  poradziła mu Kasia.  A ty
zjedz trochę mazurka, dobrze ci zrobi.
Spojrzałam na główkę wielkości pięści rytmicznie pufającą przy mojej
piersi.
 Nie mogę nic z orzechami. To zbyt ciężkostrawne dla dziecka.
 Nie wierz w takie bzdury. Matka musi jeść za dwoje, a mazurek
jeszcze nikomu nie zaszkodził  podsunęła mi lśniący lukrem kawałek. [ Pobierz całość w formacie PDF ]