[ Pobierz całość w formacie PDF ]

księdza do domu, \eby ceremonia zaślubin odbyła się tutaj.
Serena nawet nie drgnęła, usłyszawszy te słowa. Było jasne, \e jej opiekunka nie ma
pojęcia, jak bardzo jest zdeterminowana. W ciągu trzech ostatnich dni, aby uniknąć spotkania
z Hailcombe'em, udawała, \e jest chora, i nie opuszczała pokoju. Na dodatek, \eby
uwiarygodnić swoje zachowanie, odwołała listownie umówione spotkania ze znajomymi,
wszystkich zapowiedzianych gości i wszystkie wizyty. Jakby i tego było mało, poleciła, \eby
posiłki przynoszono jej do pokoju. Oprócz kuzynki Laury jedyną osobą, z którą rozmawiała,
była Melanie. Przyjaciółka przyszła zobaczyć, jak się czuje.
Z ojcem się nie widziała. Po ich ostatniej wymianie zdań nie miała najmniejszej
ochoty na takie spotkanie. Przekonała się wreszcie, jaki jest jego stosunek do niej, a więc nie
miała \adnych skrupułów, \e zaniedbuje powinności córki. Nie musi mieć \adnych
zobowiązań wobec ojca, który poświęca \ycie córki dla ocalenia swego honoru. Dla którego
honor jest wa\niejszy ni\ jej szczęście. Nie ulegało wątpliwości, \e lord Reeth zdawał sobie
sprawę z tego, jak okrutny jest jego plan, i Serena była pewna, \e nie zale\ało mu na tym, by
się z nią zobaczyć. Tm bardziej była
zdecydowana wziąć własne sprawy w swoje ręce, tym silniejszy był jej upór.
Wiedziała ju\ teraz, \e się nie ugnie, \e nie ustąpi. Ale jeszcze nigdy w \yciu nie czuła się tak
samotna.
- Kuzynko, to ty nie rozumiesz - tłumaczyła cierpliwie. Choć była o tyle młodsza od
Laury, miała wra\enie, jakby to ona górowała wiekiem. - Ojciec mo\e posunąć się do
ostateczności, ale ślub i tak nie odbędzie się bez mojej zgody. Jeśli odmówię zło\enia
przysięgi, nie zostanę poślubiona. A ja nigdy nie przysięgnę Hailcornbe'owi,
Wyndham, który cieszył się zaufaniem Melanie, dokładnie wiedział, co się dzieje u
Sereny. Z jednej strony wieści były pocieszające, z drugiej jednak wcią\ go niepokoiły. Był
czwartek, upłynął właśnie pierwszy tydzień listopada, a zarazem tydzień od powrotu Sereny z
domu Laceyów. Wyndham był bardzo zatroskany. Wprawdzie aprobował jej determinację, o
której powiedziała mu Mel, ale pesymistycznie oceniał mo\liwości pomyślnego zakończenia
całej tej sprawy. Decyzja o pozostaniu w swoim pokoju stanowiła pewną ochronę, ale
wicehrabia dobrze wiedział, \e jest to tylko tymczasowe rozwiązanie. Po tym, co mu
doniesiono na temat Haiieombe'a, mógł się spodziewać, \e ten zrobi wszystko, by osiągnąć
swój cel. A co do Reetha...! Wyndham sięgną! po piwo, którym raczył się w zacisznej sali
tawerny przy zamku.
Wybrał to nietypowe dla siebie miejsce w nadziei,
\e być mo\e natknie się tu na kogoś ze znajomych Hailcombe'a. W ekskluzywnym
klubie, do którego zwykł chadzać, raczej nie było to prawdopodobne. To w tej tawernie
bywali mę\czyzni z wszelkich klas i warstw, i jak mu powiedział jego słu\ący Streatley,
któremu kazał zebrać jak najwięcej informacji na temat swego rywala, Hailcombe nale\ał do
stałych bywalców tego lokalu. Być mo\e zatem uda mu się usłyszeć tutaj coś, co pozwoli mu
się zorientować w planach Hailcombe'a, a tym samym pomo\e uratować Serenę.
Ale choć szukał wzrokiem wśród gości zgromadzonych przy du\ych drewnianych
stołach, pod portretami słynnych rycerzy z dawnych czasów, kogoś znajomego, myślami
błądził daleko stąd.
Po przypadkowym wysłuchaniu rozmowy Reetha z córką miał nieodpartą chęć
wykrycia, w jaki sposób honor tego d\entelmena mo\e zostać uratowany przez mał\eństwo
jego córki i co mo\e łączyć lorda Reetha z Hailcombe'em. Pomijając ju\ obel\ywe uwagi ojca
Sereny na swój temat, stało się dla niego oczywiste, \e to nie jego zachowanie dało powód do
takich pomówień. śe wszystkie te opowieści zostały sfabrykowane tylko po to, by zniechęcić
do niego Serenę i posłu\yć jako pretekst do odmówienia mu jej ręki.
Rzeczywistość potwierdziła jego przypuszczenia. Reeth skłamał, mówiąc, \e Serena
zwróciła swe uczucia ku innemu. Jej spojrzenie, jej słowa temu przeczyły. Nie wierzyła, by [ Pobierz całość w formacie PDF ]