[ Pobierz całość w formacie PDF ]

lidność w każdym działaniu. Nadmierna skromność, nieśmiałość i jakby jakiś
wewnętrzny hamulec powodowały, że aspiracje zawodowe i życiowe były ogra-
niczone. Na szczęście można już o tym pisać w czasie przeszłym. Między
innymi dzięki właśnie prezydenturze w Klubie, no i własnej pracy nad swoją
asertywnością. Posłuchajmy, co mi powiedziała.
Ja(nusz): Powiedz mi, Mariolko, kiedy i jakim sposobem trafiłaś do naszego
Klubu. Przecież nie byłaś po kursie Tadeusza, ani nie było jeszcze
książki  JA .
Mariola: Moje pierwsze zetknięcie z Tadeuszem było na wstępnym spo-
tkaniu wprowadzającym do kursu  Drogi do sukcesu , w sierpniu
1992 roku, w NOT-cie. Dowiedziałam się o tym z ogłoszenia w pra-
sie. Następnie, dzięki Joli, mojej koleżance, pracującej w Urzędzie,
dowiedziałam się, że powstał po kursie Tadeusza zalążek Klubu.
Jola wskazała mi siedzibę Klubu. Razem z Anią trafiłyśmy tam pod
koniec sierpnia.
Ja: Czego się spodziewałaś idąc tutaj?
M: Chciałam poszukać pomocy dla siebie...
Ja: A do czego ci była potrzebna pomoc?
M: Czułam się zagubiona ze swoimi problemami natury psychologicz-
nej, a nie chciałam trafić do psychoanalityków  pomyślałam, że
to coś dla mnie.
Ja: Czy w pracy wszystko ci dobrze szło? W jakiej dziedzinie czułaś
się taka zagubiona?
M: W pracy sobie jakoś radziłam, ale przede wszystkim w życiu oso-
bistym nie radziłam sobie sama ze sobą. Czułam intuicyjnie, że
czegoś takiego, jak Klub szukałam. Nie było to pierwsze tego typu
pukanie w poszukiwaniu form rozwoju.
Ja: Właśnie, co  do tej pory  robiłaś w tym kierunku? Brałaś już
udział w czymś podobnym?
M: Zawsze mnie interesowały sprawy doskonalenia, jednak za dużo
w tym kierunku nie robiłam. Ale byłam na kursie transcendentalnej
medytacji. W tym czasie nie było zbyt dużo literatury na te tematy,
nie trafiłam na odpowiedni nurt, było to jeszcze takie szukanie po
omacku.
Ja: I jakie było twoje pierwsze wrażenie po przyjściu do Klubu? Jak go
odebrałaś? Czy to było to, czego szukałaś, czy też musiałaś się
przełamywać przychodząc do nas?
M: Trafiłam na ostatnie przed wyjazdem spotkanie z udziałem Tade-
usza. Pamiętam, było bardzo dużo osób. Wtedy byłam jeszcze
osobą bardzo nieśmiałą, trochę mnie to przerażało, na szczęście
nie musiałam jeszcze występować publicznie tego właśnie dnia,
co nie wiązało się z jakimś szokiem (tu Mariola śmieje się ser-
decznie z tamtej Marioli  Mariola w ogóle bardzo lubi się śmiać),
ale jak pamiętam, miałam dobre wrażenia. Już na tym pierwszym
spotkaniu postanowiłam, że będę przychodziła.
Rozdział 4. Poczet Prezydentów 102
Ja: Czy podobał ci się rytuał naszych spotkań? Czy w ogóle towa-
rzystwo ci odpowiadało? Dlaczego postanowiłaś przychodzić, czy
sądziłaś, że ci to coś pomoże?
M: Do tej pory pamiętam ten pierwszy raz, gdy musiałam mówić o
Sukcesie na co dzień. Nikt mnie nie uprzedził, że od razu będę
musiała zabierać głos publicznie. Jak przy każdym takim publicz-
nym wystąpieniu, kojarzyło mi się to z jakimś wielkim strachem,
ale parę słów jakoś skleciłam...
Ja: ... i na wstępie dostałaś oklaski...
M: Tak. I od razu poszło lepiej.
Ja: Kiedy poczułaś, że to jest już twój Klub? %7łe nie przychodzisz jako
gość, tylko jesteś u siebie? Kiedy stałaś się patriotką tego Klubu?
M: Dużo strachu upłynęło...
Ja: Nie czasu upłynęło, tylko strachu?
M: Tak, strachu, zanim się przełamałam. Trudno mi określić dokładnie
ten moment. Myślę, że to trwało dwa trzy miesiące przychodzenia
do Klubu, zanim zaczęłam się z nim identyfikować.
Ja: Co spowodowało, że pomyślałaś o prezydenturze? Przy takiej  stra-
chliwości , jak mówisz, przy takim zablokowaniu? Jakiś impuls mu-
siał być, że się jednak zdecydowałaś. Przecież to nie było tak
łatwo, jak w moim przypadku, że zostałem wyznaczony, niejako,
przez Tadeusza, a pózniej przyjęty przez aklamację. Ty musiałaś
wygłosić swoją mowę na prezydenta i pokonać w niej innych kan-
dydatów. I zrobiłaś to doskonale! Co się stało, że tak nagle nabra-
łaś odwagi?
M: Na pewno była to chęć sprawdzenia siebie. Ponadto miałam do
pokonania dwóch mężczyzn. Było to bardzo dopingujące (tu Ma-
riola zanosi się serdecznym śmiechem). Chciałam reprezentować
interesy kobiet w Klubie. Ale przede wszystkim, to chęć sprawdze-
nia się.
Ja: Czy zawsze tak sprawdzasz siebie?
M: Nie, to było rzucenie na głęboką wodę...
Ja: ...tylko nie sprawdzaj się tak na basenie... (Mariola przy wszystkich
swoich zaletach słabo pływa).
M: Myślę, że tu też pomogła sympatia ludzi w Klubie. Wcześniej za-
uważyłam, że ludzie mnie lubią. Czułam, że chcieli mi w ten spo-
sób pomóc. I pomogli!
Ja: Zostałaś Prezydentem po Bożence. Bożenka to bardzo duża in-
dywidualność i jej prezydentura była znakomita. Wiedziałaś, że
będziesz oceniana na tle Bożenki. Nie obawiałaś się porównań
z nią?
M: Wtedy to był dla mnie za duży szok, żebym tak myślała.
Ja: Sama sobie zadałaś ten szok. Jaki był twój program wyborczy,
którym wyeliminowałaś wszystkich konkurentów?
M: Jednym z takich punktów było wyjście Klubu na zewnątrz, po-
nieważ spotykaliśmy się już sporo czasu, a świat o nas nic nie
wiedział. Bożenka podczas swojej prezydentury przeniosła nasze [ Pobierz całość w formacie PDF ]