[ Pobierz całość w formacie PDF ]

coś wymyślić... tylko musimy porozmawiać... proszę.
- Mam dość tych targów, tego dozowania, co wolno, a czego nie. Jakbyśmy wciąż
dopracowywali jakiś kontrakt, a nie próbowali stworzyć prawdziwy związek. Albo
wszystko, albo nic, Gabrielle. Zawsze tak było. Rozmawialiśmy kiedyś, jak to będzie,
kiedy to, co dzieje się między nami, wymknie się spod kontroli. I tak się stało. To ty
przede mną uciekasz.
R
L
T
ROZDZIAA DZIEWITY
Spała niespokojnie, obudziła się pózno. Leżała na wznak i gapiła się w sufit, zasta-
nawiając się, po co ma wstawać. Najprzyjemniej byłoby zamknąć oczy, wtulić się w po-
ściel pachnącą Lukiem i wyobrazić sobie, że on jest tam, pod kołdrą i że zaraz się obudzi
i obejmie ją, jak to robił przez ostatni tydzień.
Tylko że jego nie było.
Zamknęła oczy. Wyjść za Luca. Nie wyjść. Kupić winnicę. Nie kupić. Zaryzyko-
wać? Spróbować z Lukiem? Zamieszkać tam razem. I sprawić, by Luc zrozumiał coś
bardzo ważnego: to, że ona zwleka, wcale nie oznacza ucieczki przed związkiem. Poje-
chać do Caverness z walizkami? Powiedzieć mu, że go kocha. Tak, to było najważniej-
sze.
Spojrzała na budzik. Po dziewiątej. Zdawało jej się, że miała coś zrobić dzisiaj
przed... O Boże, miała odwiedzić Josien.
Popędziła pod prysznic, potem kawa i w drogę...
Josien otworzyła drzwi kwadrans po dziesiątej. Gabrielle w milczeniu podążała za
matką do kuchni, gdzie oczekiwał uśmiechnięty Hans, który zaproponował kawę i ciepłe
rogaliki oraz kilka rodzajów dżemu.
- Porozmawiaj z nią, powiedz to wszystko, co powiedziałaś mnie - zwrócił się do
swojej wybranki.
Josien usiadła, jednak widać było, że nie wie, jak zacząć.
- Hans, kiedy wyjeżdżasz, żeby podjąć pracę? - zagaiła Gabrielle, by przełamać
krępującą ciszę.
- W przyszłym tygodniu. Zamieszkamy - skinął w kierunku Josien - w oficynie za-
rządcy majątku. To przytulny domek, ale trzeba w niego włożyć dużo pracy. Wiemy jed-
nak, że sobie z tym poradzimy.
- Spore wyzwanie - z uśmiechem skomentowała Gabrielle, myśląc jednak przy
tym, że tak naprawdę to kaszka z mleczkiem w porównaniu z innym wyzwaniem. Prze-
cież Hans związał się z jej matką! Musiał jednak wiedzieć, co się z tym wiąże, na pewno
długo rozważał ten krok i z czasem wyzbył się wszelkich wątpliwości.
R
L
T
Swoją drogą ciekawe, myślała dalej, że taki pogodny i ciepły człowiek zabiega o
Josien. Był jej całkowitym przeciwieństwem. Może sprawi, że stanie się łagodniejsza i
bardziej przyjazna ludziom? Nowe początki... Pamiętała swój przyjazd do Australii, do
nowego, nieznanego świata, te wszystkie wyzwania, które tak bardzo ją odmieniły. I do-
skonale wiedziała, kim jest obecnie.
- Nowe otwarcie często prowadzi ku lepszemu - powiedziała.
Josien przerzucała papiery na stole.
- Zamierzam spieniężyć trochę mojego majątku.
- Wygląda na to, że wiesz, jaki masz cel.
- Niektórzy ludzie tak mają, świetnie wiedzą, czego chcą. Gabrielle znalazła się
jednak w takim punkcie, że po prostu nie wiedziała.
- Nie wiem, ile będziesz musiała wydać na winnicę Hammerschmidtów, ale coś
odłożyłam dla ciebie. - Josien najpierw spojrzała na Hansa, potem na córkę. Gdy
Gabrielle opuściła filiżankę na spodeczek z głośnym stuknięciem, dodała:
- Wiem, jak to jest mieć swoje pieniądze, kiedy kobieta łączy się z bogatym męż-
czyzną. Trzeba mu pokazać swoją wartość.
- Och, mamo... - Gabrielle przypomniała sobie wszystkie złośliwości i zjadliwą
krytykę ze strony matki przez te długie, minione lata. Było tego tak wiele i wciąż bolało,
nie zamierzała jednak w generalny sposób rozliczyć się z Josien. Skupiła się tylko na
jednym, w tej chwili najważniejszym. - Nic nie rozumiesz, prawda? Nie muszę Lucowi
niczego udowadniać. Nie obchodzi go mój majątek, nie zależy mu na tym. Obchodzę go-
ja. Tak powinna wyglądać miłość, prawda?
- Myślałam, że pomagam - odparła niepewnie matka.
- Wiem. Przykro mi, że nie możemy się dogadać. Cały czas odnoszę wrażenie, że
nie spełniam twoich oczekiwań, a ty nie widzisz mnie, tylko zastanawiasz się, co o mnie
pomyślą ludzie. Chcę kupić tę winnicę dla siebie, a nie po to, żeby zrobić wrażenie na
Lucu. Chcę tu mieszkać, produkować wino, kochać Luca... a w pierwszym rzędzie być
sobą. To wszystko.
- Te pieniądze są dla ciebie, jeśli uznasz, że są ci potrzebne.
Gabrielle uśmiechnęła się mimo napływających łez.
R
L
T
- Dziękuję. - Pokręciła z niedowierzaniem głową.
ROZDZIAA DZIESITY
W dniu licytacji Luc obudził się w podłym nastroju, z głową pełną niezdrowych
myśli. Ze zdenerwowania nie pamiętał w szczegółach wieczornej rozmowy, na pewno
jednak zaczęła się od tego, że Gabrielle oskarżyła go o brak pełnego zaangażowania, a
niedługo potem wyszedł z jej pokoju. Zanim jednak do tego doszło, rozmawiali o braniu
i dawaniu, aż wreszcie postawił jej ultimatum, chociaż nie powinien był tego robić, bo
kłopot z warunkami jest taki, że nie zostawiają pola manewru. [ Pobierz całość w formacie PDF ]