[ Pobierz całość w formacie PDF ]

sądząc po blasku oczu, był równie wzburzony jak oni. Powoli i wyjątkowo ostrożnie
odsłaniali bardzo zle zachowany miecz, którego klinga niemal zupełnie przerdzewiała.
Ale na rękojeści, gdy oczyścili ją ze skamieniałej ziemi, ukazał się ornament.
- Celtycka robota - skonstatował Jrgen. - Epoka żelaza.
- Królewski miecz - rzekła Annika zdławionym głosem. - Odnalezliśmy go!
- Nie, to nie jest miecz królewski - sprostował Jrgen, teraz bardzo swobodnie
poruszający się po znanym sobie terenie. - To świetna broń i musiała należeć do kogoś
znacznego, ale miecz królewski to było coś wyjątkowego. Myślę, że niewielu
współczesnych mężczyzn byłoby w stanie nim fechtować. Był bardzo ciężki, bo dzięki
niemu określano, kto się nadaje na króla. Nie mógł unieść miecza, to spadał z tronu na
pysk!
- Uff, jak ty się okropnie wyrażasz! - roześmiała się Tone. - A mówisz przecież o
prawdziwym zamachu stanu!
Martin przez cały czas bardzo uważnie studiował ornament na rękojeści. Obracał miecz
na wszystkie strony.
- Annika - powiedział wreszcie. - Spójrz tutaj. Czy widzisz coś przy tej krawędzi?
- Ogam - szepnęła Annika. - Jedno krótkie słowo. Chyba imię właściciela.
- No właśnie!
- A co tam jest napisane? Brakuje kilku znaków. Dwóch na początku i dwóch na końcu, a
w środku, zdaje mi się... RONIN...
- Ronin? - roześmiał się Jrgen. - Jakiś czas temu tak właśnie nazywano samotnego
samuraja.
- Przestań się wygłupiać! - krzyknął Martin. - Co tu mają do rzeczy samuraje? To po
prostu zostało wypisane imię VERO - NINOS!
Annika o mało się nie rozpłakała.
104
- Feornin! A więc on tu jednak był!
- Tak - potwierdził Martin. - Był tutaj. Nasz książę Feornin.
105
ROZDZIAA XVI
Annika prawie nie zwróciła uwagi, jak łagodnie i jak smutno zabrzmiał głos Martina.
- Ron! - zawołała. - Ron, czy ty słyszysz? Książę Feornin tutaj był!
Ron odpowiedział jej delikatnym, czułym uśmiechem, który całkowicie odmienił jego
twarz.
Martin natomiast mówił z rozmarzeniem:
- To znalezisko wyjaśnia, dlaczego książę nigdy nie odnalazł przeznaczonego dla niego
napisu na drewnie, na tym uchwycie oderwanym od lektyki.
- Co chcesz przez to powiedzieć? - zapytała Annika.
- On tutaj zginął - odparł Martin. - Właśnie tu, dokładnie w tym miejscu. Stoimy na jego
grobie. Jeśli w ogóle miał jakiś grób, w co wątpię.
Wszyscy natychmiast cofnęli się o kilka kroków.
Jrgen wyrecytował półgłosem:
-  Dobranoc, mój książę!
Tone zwróciła się do Martina.
- Skąd wiesz, że...? - zaczęła.
- Sama pomyśl - odparł. - Kiedy wylądował na cyplu, zobaczył tamten wysoki kamień z
ogamicznym napisem. Ten kamień zresztą widoczny jest i z morza, po prostu przyciąga
wzrok. On najwyrazniej znał tajemnicze runy, a także wiedział, co znaczą trójkąty, zaczął
więc szukać pozostałych punktów, będących wierzchołkami trójkąta. Najpierw dotarł
tutaj. Możemy uznać, że wtedy żadnego zagajnika nie było. I wówczas pojawili się
wrogowie, owi wrogowie króla Cadallana, prawdopodobnie nasi nordyccy przodkowie, i
książę Feornin poległ.
Annika, nie zdając sobie z tego sprawy, podeszła bardzo blisko Rona, a on tym razem
się nie cofnął. Nawet sam zrobił krok w jej kierunku, stanął tuż za nią, jakby stanowili
wspólnotę.
- Dziwne tylko, że ich wrogowie nie zabrali tego miecza jako wojennego łupu - dziwiła się
Tone.
- On prawdopodobnie upadł na miecz, więc go nie znalezli - powiedział Martin.
106
Annika uświadomiła sobie nagle, że po policzkach płyną jej łzy. Odwróciła się, by inni
tego nie zauważyli, ale za jej plecami stał Ron.
To jednak jej nie przeszkadzało. Czuła gorące pragnienie, żeby rzucić mu się na szyję i w
jego ramionach wypłakać cały ból, który rozsadzał jej piersi.
Ron to dostrzegał, a wyraz jego twarzy świadczył wymownie, jak bardzo niechętnie
wyciąga rękę w ostrzegawczym geście.
Przez długą chwilę stali naprzeciwko siebie i patrzyli sobie w oczy, słowa były tu
całkowicie zbędne. I teraz przekonanie, że odczuwa do niego jedynie sympatię i pociąg,
przestało być prawdziwe. W tej chwili zrodziło się między nimi jakieś nowe uczucie, jak
bardzo delikatny ton. Annika uświadomiła sobie, że mogłaby podjąć walkę z tą chorobą,
która podstępnie toczy jego ciało. Poczuła w sobie niebywałą siłę.
Ron nie przestawał patrzeć jej w oczy. Na jego twarzy malował się głęboki smutek.
Ostry głos Martina przywrócił ją do rzeczywistości.
- Annika! Czy byłabyś uprzejma wysłuchać, co do ciebie mówię? Powiedziałem
mianowicie, że nie mamy tu już dzisiaj nic więcej do roboty, jest po prostu za ciemno.
Powinniśmy ukryć miecz gdzieś tutaj, bo teraz to ja już wcale nie ufam Parkinsonowi,
jeśli kiedykolwiek mu ufałem, w co poważnie wątpię. Ale nie ma się czym przejmować,
jutro rano wyprawimy ich w drogę i będziemy mogli spokojnie prowadzić dalsze
poszukiwania.
- Dalsze poszukiwania? - zapytała Annika trochę roztargniona. - Znalezliśmy już przecież
cały tekst.
- Owszem! - warknął Martin zniecierpliwiony. - Ale czy jeszcze do ciebie nie dotarło, że
tymczasem wpakowaliśmy się w nową kabałę? Mamy tu do czynienia z czymś wielkim,
Anniko, z czymś dużo bardziej sensacyjnym niż kilka zniszczonych napisów na starych
głazach!
Annika z trudem odwracała się od Rona, jakby sprawiało jej to ból.
- Jak to?
- Co jest w tekście?
Nareszcie odniosła wrażenie, że Ron przestał zajmować jej myśli.
- Ach, no, oczywiście! Przepraszam, zamyśliłam się.
- Zdążyłem zauważyć!
107
Martin potrafił być złośliwy, gdy jego męska duma została zraniona.
Przeniknęła go wielce nieprzyjemna myśl.
Zakład! Po prostu o tym zapomniał. Tymczasem czas płynie, wkrótce trzeba będzie
spotkać się z kolegami i powiedzieć, jak się rzeczy mają. Annika natomiast coraz bardziej
wymyka mu się z rąk! Do tego zielonookiego umarlaka, który nawet nie może jej dotknąć.
Z kimś takim miałby przegrać Martin yen, największe bożyszcze dziewcząt na
uniwersytecie?
O wstydzie! Cóż za upokorzenie!
Nie był w stanie o tym myśleć. Ogarnęło go wzburzenie, którego nie pojmował. Odczuwał
ból, prawdziwy ból!
Jrgen popisywał się teraz swoją wiedzą. [ Pobierz całość w formacie PDF ]