[ Pobierz całość w formacie PDF ]

wobec tutejszych mieszkańców, ale ta dziewczyna wiedziała, jak sobie zjednać takiego
gbura jak ja. W dodatku namówiła mnie, żebym uczył rzezbienia w drewnie.
Rozległa się burza oklasków. Ludzie zaczęli się rozchodzić, kiedy Cal ponownie
chwycił mikrofon.
- Hej, Judson - zwrócił się bezpośrednio do Patricka. - Ciekaw jesteś, jak taka
drobna kobitka, która przywaliła mi w... no wiesz gdzie... zdołała przekabacić mnie na
swoją stronę? Odpowiedz tkwi w cieście czekoladowym. Przychodziła do mnie codzien-
nie, dziewięć dni z rzędu, i przynosiła swoje wypieki. Warczałem na nią, a ona uśmie-
chała się słodko i mówiła:  Cal, bo ci znów przyłożę. Chcesz kawałek ciasta czy nie?"
Nie wiem, jak ty wytrzymujesz z dala od niej. W każdym razie mam okropne wyrzuty
sumienia z powodu mojego wcześniejszego zachowania.
Dzwięk zamarł. Na ekranie zamiast jednego dużego obrazu pojawiły się cztery
mniejsze, ukazujące, co się dzieje w różnych częściach ośrodka. Obrazy zmieniały się co
pół minuty. Tu siedziała grupa pań robiących na drutach, tam grupa miłośników kina,
dalej Cal z przyszłymi rzezbiarzami, gdzieś odbywał się bieg sztafetowy, w którym na
zmianę biegli zawodnicy pełnosprawni i na wózkach, ktoś prowadził kółko fotogra-
ficzne, w basenie odbywały się wyścigi pływaków, golfiści grali na miniaturowym polu.
Patrick patrzył z zachwytem. Darcy mu zaimponowała. Ale gdzie ona jest?
Widział swoje siostry, widział sąsiadów, lecz Darcy... Szlag by trafił kamerzystów!
Ponownie wyciągnął z kieszeni telefon. Może któraś z sióstr mu pomoże. Odebrała Lane.
- Tęsknię za wami. Kocham was.
Gdzie ona jest, do cholery?
- Zwolnij! Gdzie kto jest?
- Darcy.
- Ach, Darcy.
- Lane, nie denerwuj mnie!
R
L
T
- Dobrze, ale przestań się złościć. Cara, Amy, Darcy i ja zaprzyjazniłyśmy się po
twoim wyjezdzie.
- To świetnie.
- Ona zna cię prawie tak dobrze jak my.
- Całkiem możliwe. Lane, gdzie ona jest?
- Co słychać u Angelise?
- Nie mam pojęcia. I nic mnie to nie obchodzi. Gdzie jest Darcy?
- Prawidłowa odpowiedz, braciszku. - Lane roześmiała się cicho. - Była zajęta go-
towaniem. Poproszę kamerzystę, żeby ją odnalazł.
- Dzięki, mała. Naprawdę cię kocham.
- Ja ciebie też. Bądz ostrożny. Nie chciałabym, żebyś znów cierpiał.
- Cier... O czym mówisz?
- Darcy wkrótce wyjeżdża. Do Seattle. Powiedziała mi wczoraj wieczorem.
Miał wrażenie, jakby serce rozpadło mu się na kawałki. Rozłączył się. Nie odebrał,
kiedy telefon zaczął dzwonić. Wpatrywał się w ekran. Po chwili ujrzał
Darcy, która siedziała na kanapie, czytając bajkę o zajączku. Na kolanach trzymała
dziecko. Davey i Charlie siedzieli po obu jej bokach. W pewnym momencie Davey coś
powiedział. Uśmiechnęła się do niego i pocałowała go w główkę.
Patrick przetarł ze zdumienia oczy. Jego Darcy pokonała swoje demony. Odnalazła
szczęście.
Ale przenosi się na drugi koniec Stanów. I słowem się na ten temat nie zająknęła.
Ponownie zadzwonił telefon. Tym razem odebrał.
- Patrick? - W głosie Lane pobrzmiewała nuta niepokoju.
- Nic mi nie jest - skłamał.
- Nie wiedziałeś, że Darcy wyjeżdża, prawda?
- Teraz już wiem.
- Bardzo cię to zdenerwowało?
- Lane, pogadamy pózniej, dobrze? Muszę coś pilnie zrobić.
Poderwał się z miejsca, a kilka godzin pózniej siedział w samolocie lecącym nad
Atlantykiem.
R
L
T
Obudziła się z bólem głowy. Wczorajszy festiwal wypadł znakomicie, ale Patrick
się nie odezwał. Rozmawiał z Lane, lecz do niej się nie odezwał.
Trudno. Nie pozostało nic innego, jak przygotować się do wyjazdu. Nie będzie sie-
dzieć bezczynnie, czekając na telefon. Niby mogłaby sama zadzwonić...
Wzięła prysznic, ubrała się. Otworzywszy drzwi, wyjechała na korytarz.
Na wprost siebie ujrzała Patricka; stał oparty o ścianę, z rękami skrzyżowanymi na
piersiach. Nie uśmiechnął się.
- Co się stało? - zapytała. - Dlaczego tu jesteś?
- Kiedy zamierzałaś mi powiedzieć? - spytał, odklejając się od ściany.
- O czym? [ Pobierz całość w formacie PDF ]