[ Pobierz całość w formacie PDF ]

siebie za to, że dałam się ponieść nerwom.
Eric i May wyjęli następnych parę puszek ciekłego paliwa. Powstał płomień
wystarczająco duży tak, że wszyscy mogli ulokować się wokół ogniska. Czyniliśmy podobnie
co wieczór na szlaku. Nieraz podśpiewywaliśmy sobie przy akompaniamencie harmonijki, na
której grał Eric. Innym razem omawialiśmy to, co przydarzyło się nam w ciągu dnia.
Nie miałam jednak ochoty na rozmowy z kimkolwiek. Nie umiałam się pozbierać.
Nawet nie wiedziałam, gdzie usiąść, kiedy wszyscy zaczęli się gromadzić. Nie potrafiłam się
przemóc, by usiąść koło Jake a. Zdawałam sobie sprawę, że stojąc w miejscu i Przestępując z
nogi na nogę, prędzej czy pózniej przyciągnę czyjąś uwagę. W końcu przycupnęłam między
Ernim a Glorią. Pomyślałam, że może jego poczucie humoru mogłoby wpłynąć na poprawę
nastroju. W dodatku Ernie zawsze ściągał na siebie całą uwagę.
Z powodu ogólnego zmęczenia po długim dniu, wszystkich zadawalały proste gry
słowne nie wymagające zbytniej koncentracji.
Fran siedziała między Glorią a Lisą. Pochyliła się i przesłała mi pytające spojrzenie.
Wiedziałam, że zastanawia się, dlaczego nie siedzę, jak zwykle, obok Lisy. W obecności
Glorii nie śmiała jednak zapytać. Bez wątpienia Lisa nie powiedziała jej o naszej kłótni z
powodu Jake a, więc Fran musiała pomyśleć, że jestem jakaś dziwna. Zebrałam się na
beztroski uśmiech, odwracając się w jej stronę.
Jedyną inną osobą wprawioną w zdumienie był Jake. Nie wynikało to zapewne z
faktu, że nie usiadłam obok niego, lecz z przekonania, że jak zwykle trzymać się będę blisko
Lisy i Fran. Przebijając wzrokiem oddzielający nas słup ognia, dostrzegłam, że Jake
pogrążony głęboko w myślach wpatruje się we mnie, a jego twarz wyraża powagę i zadumę.
Uznałam, że nikt nas nie obserwuje, posłałam mu przeciągły, szczery uśmiech.  A
niech diabli wezmą Lisę i jej zjadliwe komentarze! - pomyślałam. - Nie dopuszczę do
paranoicznej sytuacji, w której patrząc na niego, udawałabym, że on nie istnieje, zadając mu
w ten sposób ból. W chwili, gdy dojrzał mój uśmiech, twarz rozjaśniła się mu raptownie, a
sympatyczny wyraz radości wyparł powagę.
Wiedziałam już na pewno, że szaleję za nim. Dlaczego jednak moja słabość do Jake a
miała oznaczać koniec przyjazni z Lisą? Przez pozostałą część wieczoru mój uśmiech był
maską, pod którą krył się zupełnie inny stan ducha - cierpienie i zażenowanie.
Ponieważ ukształtowanie terenu uniemożliwiało postawienie dużego, zbiorowego
namiotu, każdy z nas miał spędzić tę noc w swoim własnym. Nie była to może wiadomość, z
której należałoby się szczególnie cieszyć, ale mimo wszystko zadawalała mnie. Nie
mogłabym spędzić całej nocy pod jednym dachem z Lisą.
Zastanawiałam się, czy naprawdę była zazdrosna, czy też, zgodnie z tym co mówiła,
uważała moje zachowanie za rzeczywiście upokarzające? Nieszczęśliwa i pełna napięcia,
przeciągając się już w śpiworze, wciąż zadawałam sobie to pytanie. Zanim zdołałam znalezć
na nie jakąś odpowiedz, zapadłam w sen.
Obudziłam się wcześnie rano. Na dworze, tak jak w moim sercu, było ciemno i
ponuro. Teraz, kiedy opuściła mnie Lisa, wiedziałam, że dalszy pobyt w Szkole Przetrwania
stanie się o wiele trudniejszy. Przyjazń i zgodność całej grupy mogła lec w gruzach - i to
wszystko z mojego powodu.
Wymknęłam się z namiotu. W głębokim półmroku budzącego się dopiero dnia
mogłam dojrzeć skupisko wielkich głazów po prawej stronie, w odległości około dwudziestu
pięciu metrów. Po cichu, by nikogo nie obudzić, skierowałam się w tamtą stronę. Chciałam
przemyśleć wszystko.
Posuwałam się pogrążona w tak głębokiej zadumie, iż nawet nie usłyszałam, że ktoś
idzie za mną. Niemal krzyknęłam, gdy poczułam rękę na ramieniu. Zatrzymałam się nagle.
Nerwy napięte miałam do granic wytrzymałości. Odwróciłam się i zobaczyłam... Lisę.
- Przykro mi, Katie - powiedziała niskim głosem. - Nie chciałam cię przestraszyć.
Uwierz mi.
- Dlaczego więc idziesz za mną?! - zapytałam chłodno. - %7łeby znowu powiedzieć mi,
jaka jestem głupia?
- Nie. Przyszłam, bo chcę przeprosić ciebie.
Niepotrzebnie nagadałam wczoraj tyle głupstw.
- Głos Lisy stał się miękki, ale stanowczy. - Nie winię ciebie za to, że byłaś na mnie
taka wściekła, Katie - kontynuowała - lecz nie chcę niszczyć naszej przyjazni!
- A Jake? - zapytałam.
Zmusiła się do uśmiechu i wzruszyła ramionami.
- Jeżeli faktycznie lubi ciebie, z pewnością nie mogę prosić, żebyś się z nim już nie
spotykała, prawda? To byłoby nie w porządku.
- Czy uważasz, że ty i ja nadal możemy być przyjaciółkami mimo tego, że będę się z
nim widywała? - zapytałam, nie mogąc uwierzyć słowom Lisy. Jeżeli właśnie to miała na
myśli, wszystko ułożyłoby się wręcz fantastycznie!
- Zgadza się - zapewniła. - Słuchaj, Katie, usiądz, a spróbuję ci wszystko wyjaśnić.
Siadłyśmy obie na kamieniach. Lisa zaczęła się zwierzać.
- Wiesz, wciąż zależy mi na Jake u - powiedziała. - Sądzę, że zawsze zależało mi na
nim. Z Kevinem zaczęłam się spotykać po tym, jak Jake zerwał ze mną. Stwierdził po prostu,
że składanie sobie jakichkolwiek obietnic nie ma sensu, dzielą nas bowiem tysiące
kilometrów. Rozgniewał mnie oczywiście sposób, w jaki do tego podchodził, więc
postanowiłam utrzeć mu nosa. - Zaśmiała się smutno i pokręciła głową. - Czy możesz sobie
wyobrazić, jak się czułam, kiedy dowiedziałam się, że Jake przyjechał ponownie do Szkoły
Przetrwania, i co więcej, jest w tej samej grupie co ja?! Wręcz niesamowite! - Wzięła głęboki [ Pobierz całość w formacie PDF ]