[ Pobierz całość w formacie PDF ]

wybiła osiemnaście sie-
demdziesiąt osiem, dałem pani trzy centy. Jest mi pani winna dolara i ćwierć.
Odrzuciła z irytacją włosy do tyłu, odkrywając  n".
Poddaj się, poradziłam mu w myślach. To bezcelowe.
- Kasa mówi, że jeden dwadzieścia dwa.
- Wiem - odparł mężczyzna. - Dlatego właśnie dałem trzy centy. Dwadzieścia dwa plus trzy
centy dają ćwierć.
- wierć czego?
Ustawiłam Barbie Romantyczną Pannę Młodą na końcu lady, przeczytałam nagłówki gazet i
spojrzałam na towary ustawione na stojaku przy ladzie: taśmy samoprzylepne o różnych
szerokościach i buty na wysokich obcasach dla Barbie w dowolnych kolorach umieszczone w
przezroczystych plastikowych wypraskach.
- Dobrze, w porządku - zgodził się mężczyzna. - Niech mi pani zwróci trzy centy i da mi dolar
dwadzieścia dwa.
Wzięłam do ręki opakowanie bucików.
 Nowość! Błękit Czerenkowa" - głosił napis. Umieściłam buciki obok taśmy samoprzylepnej i
wtedy odniosłam dziwne wrażenie, jakbym stała na progu czegoś ważnego, jak przy końcowym ruchu
kostki Rubika, gdy sześcianik wchodzi z pstryknięciem na właściwe miejsce.
- To nie ma ceny - oznajmiła kasjerka, biorąc do ręki Barbie Romantyczną Pannę Młodą. - Nie
mogę sprzedać czegoś, co nie ma ceny.
- Trzydzieści osiem dziewięćdziesiąt dziewięć - odpowiedziałam. - Kierownik kazał to wpisać
pod  Różne".
- Och - westchnęła i wpisała cenę.
Tę manię mogę w końcu polubić, pomyślałam, uśmiechając się do jej  n". Kto uprzedzony, ten
uzbrojony.
- Razem czterdzieści jeden trzydzieści trzy - powiedziała. Stałam z portmonetką w dłoni,
patrzyłam na pudełka z kredkami i starałam się ponownie uchwycić tamto wrażenie. Był w nim błękit
Czerenkowa, taśma samoprzylepna i...
Ale i tak minęło. Miałam nadzieję, że to nie lekarstwo na cholerę.
- Czterdzieści jeden trzydzieści trzy - powtórzyła kasjerka.
Starannie odliczyłam drobne i wyszłam z Barbie Romantyczną Panną Młodą. Przed drzwiami
nastąpiłam na coś i spojrzałam na podłogę. To był cent. Trochę dalej leżały jeszcze dwa.
Najwidoczniej ktoś cisnął je na ziemię.
Prohibicja (1895 - 16 stycznia 1929)
Mania awersyjna antyalkoholowa podsycana przez Kobiecy Związek Chrześcijańskiego
Umiarkowania (Woman's Christian Temperan-ce Union), rozbijanie knajp przez Podnieśmy Naród
(Carry Nation) i smutne skutki alkoholizmu. Dzieci w szkołach zachęcano do podpisywania petycji, a
kobiety do składania przysiąg, że nie dotkną warg, które dotknęły wódki. Ruch nabierał rozpędu i
zyskiwał poparcie polityczne w pierwszych latach wieku. Kandydaci partyjni wznosili toasty wodą,
kilka stanów wprowadziło suche prawo, aż w końcu nastąpiła kulminacja - ustawa Yolsteada. Mania
zanikła natychmiast po prawnym wprowadzeniu prohibicji. Wyparta przez przemyt wódki, nielegalne
bary, bimber, piersiówki, zorganizowaną przestępczość. W końcu wielkie odwołanie.
Gina nie mogła uwierzyć, że znalazłam Barbie Romantyczną Pannę Młodą. Dwa razy mnie
uścisnęła.
- Jesteś wspaniała! Czynisz cuda!
- Nie we wszystkim. - Próbowałam się uśmiechać. - W tropieniu zródeł krótkich fryzur raczej
nie mam szczęścia.
- Kiedy już o tym mówimy - rzekła, nadal podziwiając Barbie Romantyczną Pannę Młodą -
zaglądał tutaj doktor O'Reil-ly. Szukał cię. Miał zmartwioną minę.
Co tym razem zgubiła Flip? Perednicę? Ruszyłam na dół do Biologicznego. W połowie drogi
natknęłam się na Bena. Złapał mnie za ramię.
- Mieliśmy być w Dyrekcji dziesięć minut temu.
- Dlaczego? O co tu chodzi? - pytałam, starając się dotrzymać mu kroku. - Mamy jakieś kłopoty?
Oczywiście, mieliśmy kłopoty. Gabinet Dyrekcji oglądali jedynie ci - i to mimo tego całego
 wsłuchiwania się w głos załogi" - których przenoszono do Zaopatrzenia albo którym obcinano
fundusze.
- Mam nadzieję, że nie są to aktywiści praw zwierząt - powiedział Ben, przystając przed
dyrekcyjnymi drzwiami. - Czy sądzisz, że powinienem włożyć marynarkę?
- Nie - odparłam, przypomniawszy sobie jego marynarki. -To na pewno jakaś drobna sprawa.
Może nie ubieraliśmy się dostatecznie niedbale.
Sekretarka kazała nam natychmiast wejść.
- To nie jest drobna sprawa - szepnął Ben i sięgnął do klamki.
- Może nie mamy kłopotów? Może Dyrekcja chce nas pochwalić za współpracę
międzydyscyplinarną? [ Pobierz całość w formacie PDF ]