[ Pobierz całość w formacie PDF ]

 Okej  powiedziałam, zdejmując fartuszek.  Dziękuję. Już jadę. Miejmy nadzieję, że
nie będzie nieprzyjemnie. Co mam powiedzieć, jeśli dotrę przed tobą?
 Na pewno dotrzesz wcześniej, bo ja pewnie utknę gdzieś w korku. Po prostu
zachowaj spokój. Powiedz, kim jesteś, i że martwisz się jego ucieczką. Powiedz jej, że
nic więcej nie wiesz. Myślę, że tak będzie najlepiej.
I to będzie prawda, pomyślałam, wskakując do samochodu i ruszając spod domu.
Marie nie wiedziała wiele więcej, ponieważ jeszcze nie znała wyniku przesłuchania.
Całkiem możliwe, że sędzia pozwolił dzieciom wrócić do domu. Tak czy inaczej, Marie
obiecała, że dowie się tego, zanim dotrze na miejsce.
Osiedle Jensona było rozległe, ale zbudowane w latach pięćdziesiątych lub
sześćdziesiątych  z pewnością w czasach, kiedy jeszcze nie wszyscy mieli samochody.
Po obu stronach każdej ulicy, którą jechałam, stały rzędy zaparkowanych aut, każde
nieco pochylone, niczym wielkie, śpiące zwierzęta  pół na jezdni, pół na chodniku,
więc zostawał tylko wąski pasek drogi, którym można się było przecisnąć. Musiałam
zaparkować dalej od domu, w którym nie było widać żadnych oznak życia, co może nie
powinno mnie dziwić w słoneczne, letnie popołudnie. Podeszłam pospiesznie do
pomalowanych na niebiesko drzwi  furtka także była nieco krzywa  i zapukałam, ale
odpowiedziało mi tylko echo w pustym korytarzu, który widziałam przez matową
szybę.
Oczywiście to nie musiało nic znaczyć. Przecież i tak nie otworzyłby drzwi, prawda?
Jeśli był sprytny, a moim zdaniem był, to pilnowałby domu. Sprawdziłby, kto puka,
zanim zdecydowałby się otworzyć drzwi. A gdyby nie spodobało mu się to, co by
zobaczył  po prostu schowałby się, ze starszą siostrą czy bez niej.
Niewiele mogłam zrobić poza czekaniem na Marie. Potem zaś zapewne na Karen.
Odeszłam od drzwi i rozejrzałam się po ulicy. Jenson mógł być wszędzie. Z pewnością
miał dziesiątki kolegów, do których mógł pójść. To było duże osiedle, które dobrze
znałam z czasów, kiedy pracowałam w szkole. Regularnie odwiedzałam mieszkające tu
rodziny, ponieważ do moich obowiązków należały spotkania ze sprawiającymi
problemy dziećmi w ich środowisku oraz rozmawianie z rodzinami o tym, jak najlepiej
można im pomóc. Omawiałam strategie, mówiłam o wyznaczaniu granic i dyscyplinie,
potem pomagałam układać tabele nagród  zawsze nosiłam ze sobą naklejki i gwiazdki
 żeby pomóc im jakoś zapanować nad nie całkiem wzorowym zachowaniem
nastolatków.
Wydawało się, że to było całe wieki temu  i w pewnym sensie było. Byliśmy rodziną
zastępczą już od prawie pięciu lat i były to bardzo burzliwe lata.
Właśnie rozmyślałam o tym, jak zmieniło się moje życie, odkąd odpowiedziałam na
ogłoszenie agencji, gdy nagle usłyszałam ciche  pssst! . Odwróciłam się i zobaczyłam
jakąś kobietę na progu sąsiedniego domu. Machała ręką, zapraszając, abym podeszła
bliżej.
Miała na sobie staroświecki fartuch, który wyglądał niemal jak sukienka. Kiedy
podeszłam bliżej, przyłożyła palec do ust.
 Pani jest z opieki społecznej?  spytała.
Pokręciłam głową i również szeptem wyjaśniłam, że opiekuję się Jensonem.
 Mam na imię Casey  dodałam.  Wie pani może, gdzie on jest?
Kiwnęła głową, wskazując za siebie.
 Chłopak jest w ogrodzie  powiedziała.  Czeka na swoją mamę i bawi się z moim
psem. Uwielbia mojego Sabre a. Myślę, że za nim tęsknił.
Wyglądała na jakieś sześćdziesiąt lat i sprawiała wrażenie rzeczowej, wciąż
krzątającej się przy czymś kobiety, która przywykła do tego, by dbać sama o siebie.
Pomyślałam, że jej motto powinno brzmieć:  Mówię, co myślę , a Sabre to zapewne
potężny owczarek.
 Proszę wejść do pokoju  powiedziała, kierując się do holu i dając mi znak, żebym
szła za nią. W domu pachniało lawendą, z lekką nutą cebuli. Najwyrazniej coś gotowała.
Bez wątpienia coś pożywnego, pomyślałam.
 Nie będzie chciał się z panią zobaczyć  wyjaśniła.  Chociaż nie mam pojęcia, co z [ Pobierz całość w formacie PDF ]