[ Pobierz całość w formacie PDF ]

zakazany owoc. Brittany uświadomiła sobie, że wgłębi
serca pragnęła, by to właśnie powiedział. Nie oszuki-
wała się jednak, że dzięki jego propozycji wszystko
się wspaniale ułoży.
Matt był dla niej obcym człowiekiem, a mimo to
kochała go. Wiedziała o tymod chwili, gdy otworzył jej
drzwi dzisiejszego popołudnia. Czy to było szaleństwo,
czy nie, zakochała się po uszy. Ale ta miłość nie uczyniła
jej ślepą. Mimo to, dla dobra dziecka, które nosiła
wsobie, uczyni wszystko, by małżeństwo było udane.
- Brittany... - Głos Matta załamał się.
Przełknęła z trudem ślinę, gardłomiała całkiem
ściśnięte.
- Słucham?
- Chodz tutaj.
Z cichym okrzykiem rzuciła mu się w ramiona.
Przytulił ją mocno do serca.
Odsunęła się od niego odrobinę i spojrzała mu
badawczo woczy.
- I co teraz?
jan+a43
us
o
l
a
d
n
a
c
s
Pocałował ją w czubek nosa. Czuła, że był to
spontaniczny odruch, który sprawił, że wszystko stało
się bardzo szczególne.
- Ustalmydatę - zaproponował cicho.
- Masz rację. - Uśmiechnęła się niepewnie.
- Kiedychcesz... tozrobić?
- Aty?
- Szybko. Najpózniej za dwa, trzy dni. - Sondował
ją wzrokiem. - Musimy pomyśleć o dziecku, prawda?
Brittany położyła dłoń na wciąż jeszcze płaskim
brzuchu i uśmiechnęła się, czując, jak rumieniec
wypływa na jej policzki.
- Dobrze.
- Acoz twoimojcem?
Zmarszczyła brwi, ale szybkosię rozpogodziła.
- Muszę mu, oczywiście, powiedzieć.
- Myślę, że im szybciej, tym lepiej. - Matt od-
chrząknął. - Czy chcesz, żebym z tobą pojechał?
- Nie... nie. Myślę, że będzie lepiej, jeśli powiem
mu o tymsama.
- Dobrze.
Uśmiechnęła się nieśmiało.
- Mamysobie tyle do powiedzenia.
- Wiem.
- Kiedysię zobaczymy?
- Jutro, oczywiście - odpowiedział, a następnie
pocałował ją gorąco, namiętnie w usta. Odsunął ją
szybko na odległość ramion. - Nie chcę, żeby coś się
zaczęło...
Brittanyzaczerwieniła się jakpiwonia.
- Przecież wiesz, że możesz mnie dotykać. Nie
jestem chora. Ciąża to normalna rzecz.
- Nie o to chodzi, mamna myśli jedynie to, że jeśli
nie odejdziesz teraz, wogóle cię nie wypuszczę.
jan+a43
us
o
l
a
d
n
a
c
s
- No więc dobrze, zobaczmy się jutro.
- Jutro- powtórzył jakecho.
Małżeństwo?
To niemożliwe. Jeszcze do wczoraj to słowo dla
niego nie istniało. Ateraz stało się nagle takie realne,
musiał się do niego przyzwyczaić.
Dziecko?
Nieprawdopodobne. Ale i temu wyzwaniu musiał
sprostać.
Czy oszalał, proponując jej małżeństwo? Tak. Różnili
się od siebie tak bardzo, jak tylko dwoje ludzi może
się różnić. Nie łączyło ich nic poza wzajemnym
szalonym pożądaniem. Dzięki Bogu, nie miało to nic
wspólnego z miłością. Co więcej, nigdy nie pozwoliłby
sobie na to, żeby się w niej zakochać. Byłby to jego
koniec.
Ale czy samo dziecko to nie za mało? I seks? Czy
obie te rzeczy wystarczą, by scementować ich małżeń-
stwo? Odetchnął głęboko. Kręciło mu się w głowie,
nie mógł odzyskać panowania nad sobą.
Próbował wziąć się za bary z niesamowitą woltą,
którą wykonało jego życie. Nawet teraz każdym
nerwem pamiętał swą reakcję, gdy otworzył drzwi
i zobaczył w nich Brittany. Poczuł się tak, jakby
otrzymał cios prosto w splot słoneczny.
Nie był w stanie się poruszyć i oderwać od niej
wzroku. Oczy miała podkrążone ze zmęczenia, ale
chyba nigdy nie wyglądała ładniej. Zielonkawy
kombinezon podkreślał zmysłowe wypukłości jej ciała,
które mogły doprowadzić do szaleństwa każdego
mężczyznę.
Powinien był pamiętać. Czuł się tak, dopóki nie
dotknął, nie wycałował, nie dopieścił językiemkażdego
jan+a43
us
o
l
a
d
n
a
c
s
centymetra jej ciała. Przekroczył bramy raju, to
prawda. Ale teraz musiał za to zapłacić - swoją
wolnością.
Obudziło się jednak w nimcoś, czego zupełnie się
nie spodziewał. Coś, co go przestraszyło, a jednocześnie
było takie cudowne.
- Sam, staruszku, niedługo usłyszysz tutaj tupot
malutkich nóżek.
Jednakże najpierwmusi, się ożenić. O żenić!
jan+a43
us
o
l
a
d
n
a
c
s
ROZDZIAA SMY
Głowa Matta spoczywała w zagłębieniu ramienia
Brittany. Przesunąwszy się lekko, ujął jej pierś i chwycił
wargami sutek.
Brittany zanurzyła wolną dłoń w jego włosach,
powieki jej zatrzepotały, poddała się tej pieszczocie,
rozsuwając uda. Zaczął gładzić ich wewnętrzną [ Pobierz całość w formacie PDF ]