[ Pobierz całość w formacie PDF ]

- Wykorzystał inną część swojego mózgu, nie tę, która dostała bzika na punkcie Serafiny - wyjaśnił z
uśmiechem. - Ta, która zajmuje się interesami, jest twarda i potrafi kombinować. Skoro znasz tyle
języków, wiesz pewnie, od czego pochodzi słowo barom.
- Aaciński rdzeń to bara, czyli głupek. - Zaśmiała się. - Biedny Franco.
- Będzie biedny, jak Serafina go zostawi i zażąda milionów.
- Skąd wiesz, że tak zrobi?
- Jeszcze jej nie poznałaś - odparł złowrogo Piętro. Franco zamierzał także podszlifować swój
angielski.
W tym celu wciągał Ruth w długie rozmowy o swojej wyspie i spektakularnym balu, jaki planował
wydać w karnawale. Piętro sprzedawał bilety na to wydarzenie.
- To będzie coś - tłumaczył. - Wszyscy się tam pojawią, wszyscy ważni ludzie. Będziemy pływać
gondolami, a moja Serafina będzie wyglądać najpiękniej ze wszystkich kobiet.
- Wydał majątek na biżuterię, a ona nie może się doczekać, żeby się nią pochwalić - zauważył pózniej
Piętro. - Drugie tyle wydał na bal.
- Wybierasz się?
Piętro wzruszył ramionami.
- Nie. Doradziłem mu we wszystkim, w czym mogłem, na co zresztą zasłużył, biorąc pod uwagę zysk,
jaki mam z biletów. Ale ten hałas to nie dla mnie. Chyba się starzeję.
Można by o nim powiedzieć wszystko, lecz nie to, że jest stary. Był ubrany tak samo jak tego ranka,
gdy widziała go na pomoście. Patrząc na niego obiektywnie, musiała przyznać, że przyćmiewał
innych mężczyzn, choć najwyrazniej nie był tego świadomy. Trudno by znalezć drugiego człowieka,
który mniej interesuje się swoją powierzchownością, i to właśnie była jedna z jego najbardziej
atrakcyjnych cech.
Ale to nie wszystko. Każda kobieta, żyjąc tak blisko niego jak Ruth, dostrzegłaby, że gdzieś w środku
kryje się całkiem inny Piętro. Ten inny Piętro stronił od świata, bo tylko w ten sposób odnajdywał
spokój, choćby posępny i jałowy. Ruth uważała, że kontrast między jego dwoma obliczami wyjaśnia,
dlaczego często sprawiał wrażenie, że żyje na skraju wulkanu.
ROZDZIAA SZSTY
Przez kilka dni Piętro był milczący, aż pewnego popołudnia stanął w progu biura i oświadczył:
- Muszę coś załatwić w mieście.
- Pójdę z tobą - rzekła Ruth. - Chętnie się przejdę.
- Nie tym razem. Zresztą już wychodzę.
- Jestem gotowa.
- Powiedziałem nie. Zobaczymy się pózniej. Oddalił się szybkim krokiem. Ruth dopiero po chwili
zdała sobie sprawę, że zrobił jej afront.
- Nie przejmuj się - rzekł Mario. - Pewnie wybiera się do San Michle. To mała wyspa na lagunie, jest
tam cmentarz, gdzie leżą jego żona i dziecko. Jezdzi tam co miesiąc. Nigdy nic nie mówi, ale zawsze
wiem, że tam był, bo jest wtedy bardzo małomówny.
- O mój Boże - jęknęła Ruth. - Jestem taka nietaktowna.
- Skąd miałaś wiedzieć?
- Kiedyś zacząłeś mi opowiadać o jego żonie, ale nam przerwano. Znałeś ją?
- Tak. Nazywała się Lisetta Allucci. Dorastali razem. Często tutaj zaglądała, była bardzo miła. Kiedy
się zaręczyli, wszyscy się cieszyli. Potem zaszła w ciążę, co też było powodem do radości, bo Piętro
miałby następcę.
- Ludzie wciąż myślą w tych kategoriach?
- Jeśli mają tytuł szlachecki. Książę musi mieć następcę. Zlub odbył się w bazylice Zwiętego Marka,
przyszła cała Wenecja. Nigdy nie widziałem szczęśliwszej pary. Nie zdążyli się sobą nacieszyć, żyli
razem tylko dwa lata. Ona straciła pierwsze dziecko, lecz szybko znów zaszła w ciążę. Tym razem
urodziła, ale zmarła tego samego dnia, a dziecko kilka godzin po niej. Pochowano ich razem, dziecko
w ramionach matki.
Ruth milczała przejęta. Wiedziała, że Piętro przeżył tragedię, ale szczegóły były szokujące.
- A ja bezceremonialnie mu się narzuciłam - mruknęła. - Tak jak przed chwilą. Jak on ze mną
wytrzymuje?
Przypomniała sobie, jak reagował na każde wspomnienie swoich bliskich. Odchodził, jakby nie mógł
tego znieść.
Ruth była przygotowana, że tego wieczoru Piętro wróci w kiepskim nastroju. Ale godziny mijały, a on
się nie pojawiał.
- Chyba się położę - powiedziała do Toniego. - Ale ty chciałbyś jeszcze iść na spacer, co? No to
chodzmy.
Pomyślała, że przejdą się po uliczkach, niedaleko, żeby nie zabłądzić. Jeśli spotkają Pietra, to tylko
przypadkiem.
A jednak nigdzie go nie widziała i w końcu zawróciła z psem do pustego domu. Nalała psu wody do
miski i poszła do łóżka.
Dokąd udał się Piętro, opuściwszy grób żony? Czy krążył po mieście, odwiedzając miejsca, gdzie
bywali razem?
Wsłuchując się w pobrzmiewającą echem ciszę, Ruth zrozumiała, że prawdziwym grobem Lisetty jest
ten dom. Wypełniony pustką, stanowił jej sanktuarium, jawny symbol nieutulonego żalu. Piętro
mówił w ten sposób światu, że Lisetta była miłością jego życia, i innej nie będzie.
Ruth długo nastawiała uszu. Nie usłyszała obracającego się w zamku klucza i wreszcie zapadła w sen.
Nazajutrz rano Pietra wciąż nie było w domu. Cały dzień nie pojawił się też w biurze. Zastała go w
rezydencji po powrocie z pracy, ale tylko skinął jej głową i zamknął się u siebie, skąd dobiegał ją
stukot klawiszy komputera. Chciała do niego zapukać i spytać, czy ma chęć na kawę, ale zabrakło jej
odwagi. [ Pobierz całość w formacie PDF ]