[ Pobierz całość w formacie PDF ]

pokoju mieszczącego się po zachodniej stronie budynku. Głos ze środka polecił mu
wejść.. Wszedł, zamknął za sobą drzwi i zbliżył się do Don Corrada.
- Kto zginął? - spytał starzec.
- Vincent.
- Kto go zabił?
- Człowiek Bocci.
- Gdzie?
- Przed biurem Eda.
- Widziałeś?
- Tak.
- Jak to się stało, że ty ocalałeś?
Stałem kilka kroków za Vincentem, a Ed kupował gazetę. Zresztą zabójcy wyraznie
chodziło tylko o Vincenta.
Drobny starzec spojrzał przez okno w kierunku Manhattanu, na oszklone wieżowce
połyskujące w ostatnim blasku zachodzącego słońca niczym tłum mokrych ludzi w łazni.
Vincent był wspaniałym człowiekiem rzekł. Nieśmiałość nie pozwalała mu okazywać
uczuć, ale bardzo wszystko przeżywał. Kochał swoją rodzinę. Na pierwszym miejscu
zawsze stawiał honor.
Nigdy go nie zapomnimy.
- Tacy jak on nie rodzą się na kamieniu! Ale potem... sam nie wiem... jakby się nagle
zestarzał. Kiedy mu powiedziałem, że czas, by się wycofał, nawet nie zaprotestował.
152
Przed kilkoma dniami zaprosiłem na obiad Charleya i zaproponowałem mu objęcie
stanowiska szefa. Jestem pewien, że świetnie da sobie radę.
Angela przeszył ból promieniujący od żołądka aż po lewe ramię, tak silny, że jęknął
tylko i opadł na fotel.
- Angelo, Angelo, przeżyłeś dziś straszne chwile. Nie jesteś już młodzieniaszkiem.
Musisz odpocząć.
Angelo wyjął z prawej kieszeni marynarki małą buteleczkę, powoli zdjął nakrętkę,
wysypał na dłoń dwie pastylki i wrzucił sobie do ust. Don Corrado podał mu kieliszek
wina, żeby je popił.
- Już mi minęło - rzekł Angelo.
- Możemy rozmawiać, czy wolisz odpocząć?
- Możemy rozmawiać. Nalej mi jeszcze wina, a będę |gotów śpiewać.
Don Corrado ostrożnie napełnił mu kieliszek, po czym |znów usiadł na wprost
swojego consigliere. - Co napisał Charley?
- Charley żąda bardzo wiele odparł Angelo, wyjmując z kieszeni list. Rozpostarł
kartkę na kolanie, włożył okulary w drucianej oprawie i odczytał list na głos.
- Wiesz co? Teraz rozumiem, dlaczego Charley pomyślał, że chcę go załatwić, gdy
zaproponowałem mu objęcie posady Vincenta stwierdził Don Corrado.
- Cóż, tak właśnie myślimy my, Sycylijczycy.
- Maerose chciała, żeby Vincent cierpiał. Wcześniej wiele sama nacierpiała się
przez niego. Czasami mi się zdaje, że może tak było im pisane, aby jedno cierpiało przez
drugie. Vincent chciał zlikwidować Charleya, bo wmówił sobie, że Charley skrzywdził
Maerose i właśnie dlatego stała się opryskliwa dla niego, Vincenta, podczas gdy on
pragnął całą duszą, by kochała go tak, jak córka powinna kochać ojca. Kiedy dowiedział
się, że Charley poślubił kobietę, która wraz z Louisem Palem obrobiła nas w Vegas, po
prostu coś w nim pękło. A ponieważ pech go już wówczas nie odstępował, właściwie
trudno się dziwić, że wynajął akurat żonę Charleya, by sprzątnęła twojego syna.
- Masz rację, Corrado. Też zauważyłem, że Vincent się zmienił. Stracił ochotę do
życia. Wypalił się.
- No, trudno mi mieć do Charleya pretensje. Gdybym wiedział... Był przekonany, że
zaproponowałem mu awans tylko po to, żeby uśpić jego czujność, a tymczasem
poleciłem Vincentowi, żeby kazał go rozwalić. Gdy więc powiedziałem jego żonie, żeby
zwróciła nam resztę pieniędzy i zapłaciła karę, bo jest żoną Charleya, a my żon nie
zabijamy, uznał, że chcę odzyskać forsę, a potem i tak każę ją kropnąć. Charley jest
mężczyzną. Musi walczyć. Wziął się do dzieła z takim samym zapałem i energią jak
wtedy, gdy w wieku lat trzynastu załatwił w Bronksie Małego Phila Terrona. Wije musimy
wyjaśnić to nieporozumienie. Ed chce odzyskać bank i zarobić siedemdziesiąt milionów
dolarów, bardzo słusznie, ale dla mnie równie istotne jest odzyskanie zaufania Charleya.
Kto będzie pośrednikiem?
- Ja.
- Dobrze. Kiedy się z nim zobaczysz, powiedz mu, że musi się spotkać ze mną,
żeby dobić targu. Niech przyjedzie tutaj. Chętnie zaprosiłbym go na obiad, bo Charley
lubi dobrze jeść, ale obawiam się, że byłby za bardzo spięty, aby mieć z tego
153
przyjemność. Umów nas lepiej około piątej w jakiś słoneczny dzień. Jeśli będzie padać,
przełożymy spotkanie. Niech zjawi się tutaj. Powiedz mu, że jeśli chce. Amalia pojedzie z
tobą tam, gdzie poleci ci ją zabrać - my nie będziemy wiedzieli dokąd i zaczeka z jego
żoną, dopóki on stąd nie wyjdzie, więc gdybym próbował go wykiwać, ryzykowałbym
życie mojej ukochanej córki. Musimy wyjaśnić sobie z Charleyem to całe
nieporozumienie.
Rozdział 39
Do budowy wozu mieszkalnego, który wynajęła Irene, wykorzystano podwozie
macka z 1961 roku; albo przechowywano je przez te wszystkie lata w naftalinie, albo
niegdyś produkowano znacznie solidniejsze ciężarówki niż obecnie. Wnętrze było tak
zaprojektowane, że w wozie znajdowały się dwa pomieszczenia sypialne, jadalnia
połączona z salonikiem, kuchnia, toaleta i prysznic. Z przodu, w szoferce, oprócz fotela
kierowcy mieściła się szeroka, wygodna prycza. Co pięć godzin Charley zmieniał na dwie
godziny Hydraulika za kierownicą. Kiedy nie prowadził, Hydraulik spał na pryczy, nad
którą w ciągu dwóch dni zdążył porozwieszać pełno zdjęć nagich dziewczyn
powycinanych z różnych pism. Hydraulik był jedynym w tym gronie miłośnikiem prasy,
lecz nie dzienników. Pozostali też ich nie kupowali, gdyż uważali, że jeśli chodzi o sprawy
dotyczące porwania, sami najlepiej wiedzą, co się dzieje; inne zaś ich nie interesowały.
Radia ani telewizora nie mieli.
Trochę zresztą orientowali się w tym, co słychać na świecie, bo Irene zwykle
patrzyła na nagłówki gazet, gdy robiła zakupy w miejscowościach, przez które
przejeżdżali. Nie robiła ich często, gdyż zdaniem Charleya było to ryzykowne.
- Działem warzywnym zawsze kieruje jakiś Włoch - powiedział. - Jeszcze cię
rozpozna i powie swojemu bratu czy kuzynowi, który pracuje dla Prizzich. Nie zapominaj,
że Don Corrado ma bardzo długie ręce. [ Pobierz całość w formacie PDF ]