[ Pobierz całość w formacie PDF ]

sobie bardzo elegancki, choć nie służbowy strój. Zawsze przywiązywał wagę do swego wyglądu.
- Jak się masz, Eliot - rzekła Jenny ze zdawkowym uśmiechem. - Widzę, że ubrałeś się normalnie,
bez szelek i muszki.
- Gdy okoliczności temu sprzyjają, nawet ja mogę się odprężyć - rzekł. - Jak się czujesz?
Jenny zerknęła przelotnie na Tylera, który był ponury jak chmura gradowa.
- Jako tako. Napijesz się kawy?
- Nie, dzięki. - Eliot opuścił wzrok na swoje nieskazitelnie oczyszczone buty. - Jestem zaproszony
na śniadanie.
- Tu, w Bridal Veil? - zapytał Tyler ze zdziwieniem.
- Tak - odparł Eliot chrząknąwszy. - Jak najbardziej.
- Jak to? - Jenny spojrzała na adwokata. - Przecież ty tutaj nikogo nie znasz.
Eliot uśmiechnął się.
- Pozwolę sobie nie zgodzić się z tą tezą - rzekł.
- Znam ciebie, szeryfa Cooka i... jego siostrę Rosie. Również jej synów. To już pięć osób.
- A która z tych pięciu osób zaprosiła cię na śniadanie? - zapytał Tyler.
- Ostatnie trzy z wymienionych.
Zapadła cisza. Tyler śmiał się w duchu z Eliota, który nie miał pojęcia, do jak groznej strefy się
udaje.
- Rozumiem - powiedział, chociaż nie rozumiał ani trochę. - A kiedy zdążyliście się umówić? -
zapytał.
- Wczoraj - odparł Eliot, wiercąc się niespokojnie.
- Zadzwoniłem do Rosie... Ale nie po to tu przyszedłem, by zanudzać was mówieniem o sobie. Jak
minęła ci noc, Jenny?
Omal nie zakrztusiła się kawą.
- Słucham?
- Chodzi mu o to, jak spałaś - podpowiedział Tyler.
- Sam chętnie się dowiem przy okazji.
Twarz jej pałała żywym ogniem. Dosypała do kawy jeszcze trochę cukru, by zyskać na czasie.
- Dobrze - odrzekła.
- Tylko  dobrze"? - zapytał Tyler z niewinną miną.
- Bo ja spałem świetnie. Cudownie.
- Eliot wcale cię o to nie pyta - stwierdziła Jenny.
- Prawda?
Eliot obdarował oboje domyślnym uśmiechem.
- Nie wątpię, że jemu również dobrze się spało. Mam do ciebie pytanie, Jenny. Ostatnio bardzo dużo
pracowałem. O wiele za dużo. Skoro ty wracasz dopiero do zdrowia, to pomyślałem sobie, że
chętnie pobędę tu parę dni. Będę czuwał nad tobą, a zarazem odpocznę. Po czym oboje wrócimy do
domu. Chyba to dobry pomysł, prawda?
Zaskoczył ją tym kompletnie. On zawsze tylko pracował. Zył po to, by pracować, I raptem zachciało
mu się odpoczynku. I to wtedy, kiedy była pewna, że będzie nalegał, by jak najszybciej wracali do
Los Angeles.
- Co cię napadło, Eliot? - zapytała.
- Nic mnie nie napadło - odparł. - Czy nie wolno mi mieć od czasu do czasu na coś ochotę? Tu jest
pięknie. Dlaczego nie mogę się... tym miastem nacieszyć?
- Jak najbardziej możesz - mruknął Tyler, czując, co się święci. - Twoja sprawa. Powiem ci tylko
jedno: nie wkładaj na siebie porządnych rzeczy, jeśli chcesz je zachować w dobrym stanie. Dom
Rosie to dżungla.
- Jakoś sobie poradzę - oznajmił Eliot. - Zadzwonię do ciebie, Jenny.
- Miłego śniadania - rzekła. - I pozdrów ode mnie Rosie.
Tyler odprowadził Eliota do drzwi, a gdy wrócił, Jenny myła naczynia. Wyczuł, że nie ma ochoty na
rozmowę. Spojrzawszy na zegar, stwierdził, że najwyższy czas iść do pracy.
- Jenny... - zaczął. Spojrzała nań przez ramię.
- Kto by pomyślał... - rzekła. - Eliot i Rosie. Gdybyś go znał tak dobrze jak ja...
- Chcę przede wszystkim znać ciebie, Jenny. Pragnę znać twoje uczucia, myśli, zamiary na
przyszłość.
Stała obrócona do niego plecami.
- Mówisz tak, jakbyś podejrzewał mnie o obrabowanie banku.
- Możesz mi coś obiecać? - zapytał.
Nie było już więcej naczyń do zmywania i Jenny, chcąc nie chcąc, musiała się odwrócić. Wytarła
ręce.
- Oczywiście. Słucham.
- %7łe pod moją nieobecność nie wyjedziesz stąd.
- Dobrze.
Oparł obie dłonie o zlewozmywak, trzymając ją jak w potrzasku.
- Jenny, nie będzie mnie zaledwie dwie godziny. Proszę cię, żebyś nie odchodziła pod moją
nieobecność. Czy to tak dużo? Tyle niedopowiedzeń jest między nami. Obiecaj, że z podjęciem
jakiejkolwiek decyzji poczekasz na mój powrót. - Pocałował ją. - Obiecaj mi. Przysięgnij, że nie
odejdziesz bez słowa.
- Obiecuję - rzekła krótko.
Patrzył na nią dłuższą chwilę, starając się coś wyczytać z jej twarzy. Lecz ona umiała niczego po
sobie nie okazywać. Nie wiedział teraz, czy mówi prawdę, ale i nie słyszał żadnego fałszu w jej
głosie. Nie pozostało mu zatem nic innego, jak jej uwierzyć.
Jeszcze raz ją pocałował i stwierdził z radością, że odwzajemniła pocałunek z taką samą pasją jak
ubiegłej nocy.
ROZDZIAA DZIESITY
Tyler nie wiedział, że torba Jenny, już zapakowana, leży w szafie w pokoju klaunów.
Z okna sypialni na górze Jenny obserwowała, jak Tyler zamyka furtkę, idzie w stronę auta. Stała tak
z przyciśniętymi do szyby dłońmi, póki dżip nie zniknął jej z oczu. Wróć, pomyślała.
Ale gdyby nawet wrócił, nic nie uległoby zmianie. Wiedziała o tym. Wiedziała również, że patrząc
mu prosto w oczy, kłamała. Nie zastanie jej. Nie mogła dotrzymać obietnicy, choć pragnęła tego z
całego serca. Bardzo chciała zostać, ale musiała odejść.
Zatem... w grę wchodził plan B.
Serce jej waliło, gdy wyciągała torbę z szafy i otwierała zamkniętą na zamek błyskawiczny skrytkę
w jej wnętrzu. Ta torba była dla niej niczym lampa Aladyna. Było w niej wszystko, łącznie z
pieniędzmi.
W motelu zostawi wiadomość dla Eliota. A do Tylera napisze kartkę. Co mu przekaże, nie bardzo
wiedziała. Już sama myśl o tym sprawiała jej ból. Czuła jednak gwałtowną, nieprzepartą potrzebę
samotności. Jeśli zostanie tu dłużej, jeśli za bardzo się przy wiąże... to znów
się uzależni. Nie wolno jej dopuścić do tego, by nie mogła bez kogoś żyć, w żadnym wypadku.
Dobrze wiedziała, jak łatwo odchodzą ci, których się kocha, i jak wielkie sprawiają tym cierpienie.
Nie chce ponownie tego przeżyć. Nie wytrzymałaby.
Wiedziała, że Tyler to porządny człowiek. Będzie miał kiedyś ranczo w górach z widokiem na
Bridal Veil. Nie był samotny - miał kochającą go rodzinę. To chyba najważniejsza w świecie rzecz.
Wiódł uporządkowane, spokojne życie. A ona, Jenny... odkąd sięga pamięcią, żyła bez planu, z dnia
na dzień. I nie potrafiłaby narzucić sobie żadnej normy. Trawił ją paniczny, irracjonalny lęk, że
Tyler stanie się jej... niezbędny. [ Pobierz całość w formacie PDF ]