[ Pobierz całość w formacie PDF ]

młodych sanitariuszy, z którym kiedyś chodziła. Lee uśmiechnęła się i
pomachała do Nadine, po czym usiedli w dalekim kącie.
- Zazdroszczę tym młodym, tak szybko dochodzą do siebie - westchnęła
Nadine, kiedy Jayne wróciła z drinkami.
- O czym mówisz? - Jayne opadła na krzesło i zsunęła pantofle.
- 98 -
S
R
- O Lee Bavan. - Nadine uniosła kieliszek. - Zdrowie! - powiedziała i
pociągnęła łyk. - Tam - lekko skinęła głową w kierunku Lee i jej towarzysza.
Jayne ukradkiem spojrzała we wskazanym kierunku i też podniosła
kieliszek do ust.
- Nie rozumiem - odparła, patrząc ze zdziwieniem na Nadine.
- Słysząc ją dziś rano, można by pomyśleć, że nigdy się nie pogodzi z tym,
że Karen odbiła jej Angela Fabriellego, a teraz patrz: znów cała zakochana w
tym sanitariuszu.
- Przecież od tego się wszystko zaczęło - zauważyła Jayne obojętnie.
- Co się zaczęło?
- Poranna kłótnia. Nie wiedziałaś?
- Czego? Przepraszam cię, Jayne, ale chyba rzeczywiście jestem
niedoinformowana. Wydawało mi się, że to poranne przedstawienie miało
związek z Angelem Fabriellim. Chcesz powiedzieć, że się myliłam?
- Nadine, masz poważne zaległości - parsknęła śmiechem Jayne. - Enid
mi powiedziała, że ta cała awantura dotyczyła tego właśnie młodego człowieka.
- Więc Angelo nie miał z tym nic wspólnego? - Nadine była zupełnie
zdezorientowana.
- O ile wiem, nic. Zdaje się, że Lee znów zaczęła chodzić z Deanem
Gardinerem i przyłapała Karen, jak się do niego wdzięczyła. One zawsze
rywalizowały o mężczyzn, ale tym razem Lee wpadła w furię. Nawet bym jej tu
nie winiła, szczególnie po tej aferze z Angelem. Co, oczywiście, nie oznacza, że
powinny te sprawy załatwiać w szpitalu - dodała pospiesznie. - W każdym razie
dziś rano zaczęło się od tego, że Lee kazała Karen trzymać się z daleka od
Deana.
- Nie rozumiem, czemu Karen interesuje się Deanem, skoro
najwyrazniej udało jej się złapać Angela - zauważyła Nadine.
- Ależ wcale go nie złapała - roześmiała się Jayne.
- Tylko?
- 99 -
S
R
- Zdaje się, i to znowu według Enid, że Angelo dał jasno do zrozumienia
zarówno Lee, jak i Karen, że nie interesuje go żadna poważniejsza znajomość.
- Ale przecież spotykał się z nimi obiema!
- Owszem, towarzysko. A resztę wymyśliły one same, nie nasz doktor.
- Więc twierdzisz, że ten poranny incydent nie miał nic wspólnego z
Angelem? - dopytywała się Nadine skonsternowana.
- Właśnie. Z tego, co powiedział dziewczynom, wynika, że jest
zainteresowany kimś innym.
- O Boże!
Nadine gwałtownym ruchem odstawiła kieliszek. Ta możliwość w ogóle
nie wpadła jej do głowy.
- Co się stało? O co chodzi, Nadine? Wiem, że skarciłaś Karen i Lee, ale
przecież na to zasłużyły. Nie można tolerować tego rodzaju zachowania na
oddziale, w obecności pacjentów i lekarzy, niezależnie od tego, kto jest
przyczyną...
- Nie, Jayne - westchnęła Nadine. - Nie zrozumiałaś mnie. Miałam
pretensje nie tylko do Lee i Karen.
- Chcesz powiedzieć...?
- Tak. Angelo Fabrielli też usłyszał ode mnie parę słów.
- O, nie! - jęknęła Jayne. - Co mu powiedziałaś?
- Zarzuciłam mu, że przeszkadza w pracy pielęgniarkom i w dodatku
kazałam mu wybrać jedną z nich, żeby takie awantury więcej nie miały
miejsca.
- I co on na to? - Jayne była wyraznie przerażona.
- Próbował mi wyjaśnić, że to nieporozumienie, ale nie chciałam
słuchać. Bóg jeden wie, co sobie o mnie pomyślał.
- Na twoim miejscu wcale bym się tak nie przejmowała - oznajmiła
Jayne całkiem poważnie. - Przecież nie jest taki całkiem niewinny. Trochę je
uwodził. Może to będzie dla niego nauczką.
- 100 -
S
R
- Może - powiedziała Nadine, kończąc drinka. - Ale i tak powinnam go
przeprosić. Pózniej co prawda próbował mi powiedzieć, że to nie była jego
wina, że to tylko ja tak myślę, ale i wtedy nie chciałam go słuchać. Chcesz
jeszcze jednego drinka? - spytała wstając.
Jayne pokręciła głową.
- Nie. Muszę wracać do domu, a po drodze odebrać Reece od opiekunki.
John dziś pracuje do pózna.
- Ja też muszę wracać. Mama jest tak podniecona swoimi próbami, że [ Pobierz całość w formacie PDF ]