[ Pobierz całość w formacie PDF ]

- Nie chcę, żebyś go zachęcała, żeby tu został. Beth zaśmiała się i
potrząsnęła głową.- On nie potrzebuje mojej zachęty, kochanie. Sam tu
przyjechał taki szmat drogi. - Westchnęła tak, jak wzdychała, dochodząc
do ostatniej strony wzruszającego romansu. - Tylko dla ciebie.
Poruszona i sfrustrowana, Rose zaczęła krążyć po pokoju.
- Nie chcę go widzieć.
Beth skrzywiła się zabawnie i spoważniała. Jej łagodny głos miał w
sobie niemal hipnotyczną szczerość.
- Ależ chcesz.
Rose nie miała ochoty na sprzeczkę, i tak było jej ciężko.
- Ciociu...
Beth była bezdzietna, miała tylko dorosłego pasierba, syna jednego
ze swoich zmarłych już mężów. Gregory pracował na wieży wiertniczej w
Chile. Nie miała szansy pomatkować mu i wszystkie swoje nie wyko-
Anula & pona
ous
l
a
d
an
sc
rzystane instynkty macierzyńskie przelała na bratanicę.
- Daj sobie czas, kochanie. Pobądz trochę z dala od bliskich.
Między wami naprawdę iskrzy. Zauważyłam to w pierwszej sekundzie,
gdy spojrzeliście na siebie. Do diabła, ja to czułam w drugim pokoju.
Rose z zasady nie sprzeciwiała się nikomu z rodziny, ale nowa
sytuacja zmieniła niektóre z jej zasad.
- Byłaś chyba w kuchni, kiedy się zobaczyliśmy - zaznaczyła.
Beth, zgodnie ze swoim zwyczajem, zmieniła kurs, dostosowując się
do nowego prądu.- No właśnie mówię, że nawet tam to czułam. A tak
długo iskrzyło, że zdążyłam do was dojść. - Wzięła dłoń bratanicy i
zmusiła ją, by na nią spojrzała. - Kochanie, nie pozwól, żeby jakaś głupia
kłótnia, z którą żadne z was nie ma nic wspólnego, zrujnowała waszą
piękną przyszłość.
Rose westchnęła, zabierając rękę.
- Nie chodzi tylko o kłótnię, ciociu. A nawet gdyby, dla ojca ona
wcale nie jest głupia.
Beth prychnęła i machnęła ręką.
- Archy zawsze niezłomnie trwał przy swoich błędach. - Objęła
szczupłe ramiona Rose konspiracyjnym gestem, podnosząc się lekko.
Rose była od niej wyższa o dobre dziesięć centymetrów. - Kochanie,
myślisz, że gdyby on pokochał jakąś Carsonównę, pozwoliłby, żeby jakiś
dawny spór stanął mu na przeszkodzie? - Roześmiała się, przypominając
sobie młodość swojego brata, zanim stabilizacja i wiek wymusiły na nim,
by pogrzebał swe rozszalałe instynkty. - Na pewno by tak nie zrobił,
kiedy był w wieku Matta. Twój ojciec był wtedy diabłem wcielonym.
Gdyby zakochał się w jakiejś Carsonównie...
Anula & pona
ous
l
a
d
an
sc
- Ale się nie zakochał - zauważyła Rose. - A ja tak. Beth
uśmiechnęła się od ucha do ucha.
 No widzisz, sama się do tego przyznajesz. Dałam się złapać w
pułapkę, myślała Rose.
Ciotka uchodziła za wyjątkową ekscentryczkę, co nie pozbawiało jej
sprytu.- Może - zgodziła się częściowo. - Ale zdałam sobie sprawę, że to
błąd.
Fiołkowe oczy Beth, identyczne jak oczy Rose, rozmarzyły się na
wspomnienie niektórych z jej małżeństw i romansów.
- Miłość nigdy nie jest błędem, kochanie. Jesteście jak Romeo i
Julia. - Objęła bratanicę pokrzepiającym spojrzeniem. - Tylko że wy
doczekacie szczęśliwego zakończenia.
Rose przysięgłaby, że ciotka składa jej jakąś obietnicę. A przecież to
niemożliwe. Nikt nie mógł jej tego obiecać. Była o tym głęboko
przeświadczona.
- Nie, po prostu doczekaliśmy końca - stwierdziła stanowczo.
Beth otworzyła drzwi i wybierała się z powrotem do salonu.
- Nic nie słyszałam, kochanie. Chyba mówiłaś do mojego głuchego
ucha.
Rose uniosła podejrzliwie brwi.
- Wczoraj mówiłaś, że to drugie ucho. Beth odwróciła się do niej
niewzruszona.
- Te rzeczy mają skłonność się zmieniać, kochanie. Wiesz, że u
mnie nic nie jest normalne.
Rose podeszła do ciotki szybkim krokiem. Nie pozwoli jej odejść,
póki Beth nie obieca, że przestanie się wtrącać.
Anula & pona
ous
l
a
d
an
sc
- Ciociu, pamiętasz jakieś szczegóły tego sporu?
- Czy pamiętam? - Zaśmiała się. - Bębniono mi tym nad głową
niemal każdego dnia, kiedy byłam dzieckiem. Dopiero jak skończyłam
dziesięć lat, uświadomiłam sobie, że to nie jakaś bajka Ezopa, tylko rze-
czywistość.
Rose ujęła ciotkę za ramiona.
- A pamiętasz, jak Jace Carson oświadczył się córce burmistrza, bo
myślał, że ona jest z nim w ciąży? Nie kochał jej wcale, ale był gotów
zachować się uczciwie.
Beth uniosła palec, przerywając jej.
- Nie ożenił się. Okazało się, że to dziecko zrobił jej ogrodnik.
Córka burmistrza bała się, że jej ojciec tego nie zaakceptuje, więc
trzymała to w tajemnicy, póki mogła, a potem oskarżyła Jace'a. Ale
wszystko dobrze się skończyło. Dla wszystkich prócz nieszczęsnej Lou [ Pobierz całość w formacie PDF ]