[ Pobierz całość w formacie PDF ]

przedostać przez ten labirynt i nie zgubić drogi do swojej sypialni.
- Pozwól. - Alessio wstał, podszedł do kominka i pociągnął
sznur dzwonka. Chwilę pózniej w progu stanął Guillermo. - Signorina
chciałaby się położyć - zwrócił się Alessio do służącego. - Odprowadz
ją do sypialni.
- Dobranoc - powiedziała Laura, zła na siebie, że jest
rozczarowana.
Alessio patrzył, jak drepcze za Guillermem, a gdy tylko zniknęli
za zakrętem, signora zerwała się z kanapy.
- Ty głupcze! - syknęła. - Czemu sam jej nie odprowadziłeś?
- Wiem, co robię - prychnął, choć miał wielką ochotę to zrobić i
z trudem się oparł pokusie.
- Chyba nie chcesz, żebym ją wystraszył?
- Ona miałaby się wystraszyć? Ta wywłoka? Ty chyba naprawdę
oszalałeś!
Alessio westchnął. Trzeba było nie lada siły woli, żeby nie
udusić tej baby gołymi rękami.
- Chciałbym zwrócić uwagę cioci na fakt, że ta dziewczyna nie
wygląda na taką, którą się podrywa w barze. Sam jestem
zaskoczony...
- A więc i ciebie zwiodła! - Ciotka roześmiała się złośliwie. -
Mój światowy bratanek jest tak samo podatny na czar tej kokietki jak
45
Anula
ous
l
a
and
c
s
mój biedny niedoświadczony synek! Naprawdę nie widzisz, jak ona
go omotała? Jak on śmiał żądać ode mnie pierścionka babci Cateriny?
Ten klejnot jest przeznaczony dla Beatrice!
- Wierzysz, że Paolo zakochał się w tej dziewczynie? - spytał
Alessio. - Może chce sprzedać pierścionek, żeby spłacić jakieś długi
karciane?
- Na pewno nie! - wrzasnęła ciotka, dotknięta do żywego. - Nie
widziałeś? Paolo nie może utrzymać rąk przy sobie.
- W każdym razie tak to wyglądało - zgodził się Alessio. - Może
to i lepiej, że mają sypialnie w dwóch różnych skrzydłach domu.
- Zapomniałeś o zaplanowanej na jutro wycieczce? - warknęła
signora. - Na pewno nie pojadą dalej niż do najbliższego hotelu i
wynajmą sobie pokoik na kilka godzin.
- Przecież możesz pojechać z nimi. - Alessio wzruszył
ramionami. - I zabierz ze sobą pieska. Mogłabyś go nauczyć, żeby
gryzł Paola za każdym razem, kiedy dotknie Laury.
- Nie da się z tobą poważnie rozmawiać - zirytowała się ciotka. -
Idę spać. A ty pamiętaj o naszej umowie.
Kiedy został sam, Alessio podszedł do pianina i jednym palcem
zagrał kilka dzwięków. Przypomniał sobie rumieniec Laury, kiedy
zdała sobie sprawę, że ma słuchacza. Westchnął, pogasił światła i
także poszedł spać.
Laura była zmęczona, ale nie mogła zasnąć. Wcale nie była
pewna, czy da radę odgrywać rolę. Sprawa zanadto się
skomplikowała. A raczej Paolo ją skomplikował. Nie powinien był jej
46
Anula
ous
l
a
and
c
s
stawiać w takiej sytuacji. Co wymyśli następnym razem? Może
zechce, żeby naprawdę się z nim zaręczyła?
Postanowiła z samego rana poważnie się z nim rozmówić.
Zamierzała go przekonać, że nie można dłużej dręczyć matki. Zresztą
ona pewnie już wie, że jej plany ożenienia syna stały się nierealne.
Zwłaszcza po tym oświadczeniu, które złożył podczas obiadu. Trzeba
go będzie przekonać, żeby mnie stąd zabrał, pomyślała Laura. Nie
mam ochoty znosić towarzystwa hrabiego. Bardzo liczyła na to, że
Alessio sam odprowadzi ją do sypialni. Choć znała go dopiero kilka
godzin, nie mogła o nim nie myśleć. Toż to czyste szaleństwo!
Owszem, był dla niej miły, ale tak samo miły był dla wszystkich
swoich gości. A jeśli nawet traktował Laurę odrobinę cieplej niż
innych, to tylko z tego powodu, że chciał zrównoważyć zachowanie
swojej ciotki. Rozmyślania o tym, że mogłoby chodzić o coś innego,
należy włożyć między bajki.
A jednak nie mogła zapomnieć promiennego uśmiechu Alessia i
delikatnego muśnięcia jego ust na swojej dłoni... Pomyślała, że gdyby
pocałunki Steve'a miały w sobie choć odrobinę tego ładunku
emocjonalnego, to byłby teraz szczęśliwym człowiekiem, a Paolo
musiałby się rozejrzeć za kimś innym do roli ukochanej.
Muszę uciekać, pomyślała Laura. Każę się zabrać do Toskanii,
tak jak mi Paolo obiecał. A kiedy już będziemy sami, pojadę na
lotnisko. Nikt nigdy się nie dowie, że nie przesiedziałam we Włoszech
całych dwóch tygodni. %7łal jej było tych wszystkich miejsc, na których
zwiedzanie tak bardzo się cieszyła. Nigdy ich nie zobaczy, ale skoro
47
Anula
ous
l
a
and
c
s
się okazało, że nie można mieć zaufania do Paola, to nie ma innego
wyjścia.
Obudziła się rano z tą samą determinacją, z którą wieczorem
zasnęła. Postanowiła rozmówić się z Paolem podczas wycieczki do
Asyżu. O ile nic strasznego się nie stanie, już jutro poleci do Londynu
i życie prędko wróci do normalnego biegu. Wkrótce będzie się można
śmiać z tych kilku włoskich dni. Będzie można opowiadać o starszej
pani Vicente, a nawet pochwalić się Gaynor, że się poznało bajecznie
bogatego mężczyznę, przystojnego jak sam Apollo. A wszystko to
lekko, swobodnie, jakby się mówiło o kimś zupełnie obcym.
Wieczorem Laura zwracała baczną uwagę na trasę, jaką
prowadził ją Guillermo, toteż bez problemu trafiła do jadalni. W
długiej sali nie było nikogo. Nie było także ani śladu jedzenia. We
Włoszech obiad jada się dość pózno, pomyślała Laura. Może to samo
dotyczy śniadania. Już chciała wracać do siebie, ale zauważyła ją
Emilia. Wzięła pod rękę i poprowadziła do salonu, a stamtąd na
taras. Alessio siedział sam przy stole, który teraz nakryto białym
obrusem. Obok, w cieniu drzew stał wózek z gotowaną szynką,
bułkami, owocami i kawą.
- Buon giorno - powiedział Alessio na widok Laury. Odłożył
gazetę, wstał i odsunął dla niej krzesło. - Wyspałaś się?
- Owszem - odparła Laura, siadając przy stole.
- Czemu są tylko dwa nakrycia?
48
Anula
ous
l
a
and
c
s
- Paolo i jego mama zjedzą w swoich sypialniach - odparł
Alessio. - Moja ciotka dlatego, że tak lubi, a Paolo, ponieważ jest zbyt
chory, żeby mógł wstać z łóżka.
- Chory? Nie rozumiem.
- Przeziębił się. - Alessio wzruszył ramionami. [ Pobierz całość w formacie PDF ]