[ Pobierz całość w formacie PDF ]

- Ona trochę mnie martwi. Jest taka chuda.
- Raczej drobnokoścista, Gino. Jak ty.
Poczuła przypływ dławiącej w gardle paniki i niezgrabnie zamknęła
plastikowe pudełko na lunch.
- Podobno dużo pływa...
- A jak ty dbasz o kondycję fizyczną?
Czy to pytanie ma jakiś podtekst? Gina zaczerwieniła się i postanowiła nie
doszukiwać się w słowach Jacka ukrytego znaczenia.
- Czasem chodzę do siłowni i na basen. Niestety, nie ma w Hopeton klubu,
w którym mogłabym uprawiać mój ulubiony sport.
- Czyli co?
- Szermierkę.
- Coś takiego? - Jack wykonał ręką kilka pchnięć w powietrze.
Gina cmoknęła językiem.
- Gdybyś tak ze mną walczył, Jack, już padłbyś trupem. Roześmiał się,
odrzucając głowę do tyłu.
- Co cię tak bawi? - Od razu się zjeżyła. - Szermierka to wspaniała
dyscyplina. A ja jestem dobra. Nawet bardzo.
- Nie wątpię - zapewnił bez wahania, patrząc na nią z podziwem. -
Poruszasz się z taką gracją, tak lekko. - W zamyśleniu wydął wargi. - Dam
głowę, że nikt ci nie dorówna.
Sophie nie było w pokoju.
- Znajdz ją, Gino - polecił Jack. -1 spytaj Ellisa Greera, o której przyjęto
Daniela. Muszę wpisać w grafik rozmowę z rodzicami. - Zerknął na
brzęczący pager i zmarszczył brwi. - Dzięki za lunch - rzucił przez ramię i
wyszedł.
Gina popatrzyła za nim z westchnieniem. Jack znów był całkowicie
zaabsorbowany sprawami zawodowymi. Uznała, że powinna wziąć z niego
przykład. Poszła poszukać Sophie, niepewna, czy zdoła znieść napięcie,
które będzie ją dręczyć aż do weekendu.
Sophie wróciła niemal w podskokach.
- Idę do domu? - spytała radośnie.
- To zależy od doktora O'Neala. - Gina z trudem zachowała powagę. - Ale
trzymaj kciuki.
- Wszystko wygląda niezle, młoda damo - oznajmił Jack po dokładnym
zbadaniu Sophie.
- Więc... ? - Popatrzyła na niego z nadzieją.
- Tak. - Uśmiechnął się szeroko. - Zamierzam cię wypisać.
- Och, cudownie!
- Chcesz zadzwonić do mamy? - Gina metodycznie pakowała rzeczy
Sophie.
- W tym tygodniu mama uczy. Pojadę do niani.
- Jak zwykle taksówką? - Gina schowała do torby robótkę dziewczynki. -
Mam ją wezwać?
- Bardzo proszę - odparła Sophie z wdziękiem gwiazdy żegnającej
publiczność.
- I nadal dwa razy dziennie używaj inhalatora - przypomniał Jack.
- Oczywiście. - Sophie przewróciła oczami. - Trzymam go obok
szczoteczki do zębów, tak jak pan mi kazał, więc nie mogę zapomnieć.
- Grzeczna dziewczynka. - Jack musnął palcem czubek jej nosa. - Jeśli nic
się nie zdarzy, zobaczymy się na następnym badaniu kontrolnym w poradni.
- Dobrze. - Sophie skrzyżowała ramiona. - Doktorze O'Neal, dziękuję za
troskliwość.
- A ja tobie, Sophie, za cierpliwość. - Jack skłonił głowę.
- Jesteś pacjentką idealną. - Podszedł do drzwi i przystanął.
- A na premierze rzuć widownię na kolana.
- Postaram się. - Subtelną buzię Sophie rozświetlił uroczy uśmiech.
Gina pomachała Sophie na pożegnanie i zaczęła wyjaśniać Megan
procedurę przyjęcia Daniela. Zazwyczaj zostawiała takie rzeczy Piersowi,
lecz dziś jej zastępca miał wolne. Ostatnio wyglądał na zestresowanego.
Widocznie i on płacił wysoką cenę za poranne mdłości Tashy.
- Jak długo nogi chłopca będą unieruchomione szynami, siostro? - zapytała
Megan.
- Od sześciu do ośmiu tygodni. A ty musisz dopilnować, żeby Daniel
zachował pogodę ducha. Czeka cię więc niezła harówka.
- To także wyzwanie - spokojnie stwierdziła Megan.
- Owszem. Ortopedyczne łóżko jest już przygotowane, więc można
przywiezć Daniela. Zajmie się tym dwóch salowych, Brenda i ja pomożemy
podczas jazdy windą, a ty przytrzymasz kroplówkę. Pózniej umieścimy
Daniela w pokoju, a doktor O'Neal porozmawia z rodzicami.
- O rany! - jęknęła Megan. - Chyba łatwiej zorganizować wizytę królowej.
Gina przygryzła wargi, aby się nie roześmiać, i wyjaśniła Megan, że
opatrunki na miejscach wokół gwozdzi należy zmieniać trzy razy dziennie.
- Przemywaj te okolice betadiną, dobrze?
- Przez pierwszy tydzień mycie gąbką w łóżku?
- Tak. - Gina skinęła głową. - Pózniej, korzystając z podnośnika, będzie
można zabierać Daniela pod prysznic. Pamiętaj o zasłanianiu nóg folią i tak
dalej. Ale przecież to wiesz.
- Chciałabym zrobić wszystko bezbłędnie. - Na szczupłej twarzy Megan
pojawił się wyraz determinacji.
- Zawsze możesz liczyć na naszą pomoc - podkreśliła Gina. - Lecz jeśli
uda ci się zaprzyjaznić z Danielem, to jego podejście do rehabilitacji na
pewno będzie pozytywne.
Następne dni były wyjątkowo pracowite. Daniel już leżał na oddziale i nie
krył frustracji. Mały hultaj z uciechą wyżywał się na dzwonku, co chwilę
wzywając pielęgniarki.
W czwartek po południu Gina nagle przypomniała sobie, że następnego
dnia jedzie odwiedzić Jacka. Oczywiście, jeśli nic się nie zmieniło. Jack już
na ten temat nie wspominał.
Usiadła przy biurku i skrzywiła się, patrząc na plan dyżurów. Cały
personel powinien dać z siebie wszystko, ponieważ pacjentów wciąż
przybywało. [ Pobierz całość w formacie PDF ]