[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Nadal trzymając ją w objęciach, Jack cofnął się i oparł plecami o pień
drzewa. Długo siedzieli przytuleni do siebie i w milczeniu chłonęli
wzrokiem piękno krajobrazu. Nie odczuwali potrzeby rozmawiania. W tych
pełnych uroku chwilach wystarczyło im tylko to, że mogą rozkoszować się
słońcem i cieniem, zapachem zbieranego siana, odległym buczeniem
traktorów;
- Hej! - Jack leciutko nią potrząsnął. - Popływasz przed lunchem?
W domu skierował ją do sypialni Belindy, gdzie przebrała się w czarny
kostium. Potem z bijącym sercem zeszła na dół.
Kierując się dzwiękami nostalgicznej piosenki Roberty Flack, otworzyła
furtkę z drewnianej kratki i znalazła Jacka na brzegu basenu.
- Uwielbiam jej utwory. - Rozwiązała sarong i rzuciła go na fotel.
Jack spojrzał na nią ponad elektroniczną wieżą, a w jego oczach błysnęło
uznanie.
- Gotowa na skok? - Uniósł brwi, a Gina skinęła głową i gładko dała za
nim nurka do basenu.
Leniwie przepłynęli kilka długości, a pózniej leżeli na wznak, unoszeni
przez lekko falującą wodę. Gina zamrugała, aby strząsnąć krople z rzęs, i z
zachwytem wlepiła wzrok w oszałamiająco niebieskie niebo. Od
niepamiętnych czasów nie była taka szczęśliwa. Otaczało ją piękno świata,
Jack znajdował się tuż obok i wszystko wydawało się właśnie takie, jak być
powinno.
Kocham go, pomyślała, upojona tym olśnieniem. I nagle zapragnęła
cieszyć się z Jackiem każdym cudownym szczegółem rzeczywistości:
błękitem nieba, chłodem wody, cierpkim aromatem eukaliptusów i innymi
zapachami tak bardzo pobudzającymi jej zmysły, że miała w oczach łzy
radości.
- Jack? - Nabrała w dłoń trochę wody i ochlapała mu tors. - Otwórz oczy.
- Hmm?
- Co widzisz? - spytała niemal uroczystym tonem, jakby spodziewała się
usłyszeć coś nadzwyczajnego.
- Niewiele. - Jack osłonił ręką oczy i spojrzał w górę. - Kawał nieba.
Pózniej może być burza.
- Cóż za przyziemność!
Chciała go popchnąć, ale okazał się szybszy. Wciągnął ją całą do wody, z
której wynurzyła się, obejmując go za szyję. Chichocząc pocałowali się
jeden raz, potem drugi.
Nie zauważyła, kiedy te cmoknięcia zmieniły się w coś innego. Jack
położył dłoń na jej brzuchu, poczuła przyśpieszone dudnienie swego serca i
usta Jacka powyżej wycięcia kostiumu.
- Jack... - Przesunęła ręce po jego śliskich plecach, a on odetchnął głęboko
i uniósł głowę.
- Chyba wychodzimy, Gino - powiedział nieswoim głosem, podholował ją
do brzegu basenu i posadził na tarasie.
- Idziesz? - Schyliła się i wyciągnęła rękę.
- Za moment. - Uśmiechnął się trochę zakłopotany. -Najpierw muszę nad
sobą zapanować.
Jeśli człowiek zakochany ma większy apetyt, to niewątpliwie powinna
przestrzegać diety. Szykując w kuchni sałatę, Gina czuła wilczy głód.
Dodatkowo zaostrzał go zapach steków, które Jack piekł na grillu.
Sięgnęła po kieliszek i wypiła łyk wina, w pełni świadoma, że wcale nie
potrzebuje alkoholu. Już i tak była pijana szczęściem.
- Lunch bardzo mi smakował - stwierdziła pół godziny pózniej,
napełniając dwa kubki kawą. - Umierałam z głodu.
- Zauważyłem. - Spojrzał jej w oczy i natychmiast spoważniał.
Zaczerwieniła się i pokazała mu język. Czuła się jak w siódmym niebie.
- Jack? - Ich nagie stopy zetknęły się pod stołem. - Jak długo byłeś żonaty?
Poderwał głowę, jakby pociągnęła za jakiś sznurek.
- Czasem potrafisz dotknąć czułej struny, siostro Wilde.
- To temat tabu? - spytała trochę zaskoczona.
- Chyba nie... - Znów odchylił głowę na oparcie fotela i utkwił wzrok w
jakimś odległym punkcie.
Wiedział, że byłoby dobrze porozmawiać o tamtych sprawach, a Gina nie
jest osobą skłonną do osądzania innych. Mimo to poczuł skurcz w żołądku
na myśl ojej ewentualnej reakcji.
W zamyśleniu przejechał dłonią po policzku.
- Przyznaję, że powinienem ruszyć ze swoim życiem do przodu. Lepiej niż
w przeszłości...
- Czasem trzeba się cofnąć, zanim ruszy się dalej. - W spojrzeniu Giny
pojawił się błysk wyzwania, gdy obserwowała go znad podniesionego do ust
kubka.
- To twoje perełki mądrości, Gino?
- Mam ich całe mnóstwo. Więc jak długo byłeś żonaty? - powtórzyła z
uporem.
- Zoe i ja byliśmy małżeństwem ponad dwa lata. - Przeczesał palcami
włosy. - Pewnie uznasz, że za krótko, aby naprawdę się postarać.
Zignorowała tę aluzję.
- Gdzie się poznaliście?
- Wyobraz sobie, że na balu w operze w Sydney. Przedstawili nas sobie
nasi wspólni przyjaciele. Ja właśnie zasiliłem personel szpitala imienia
świętego Wincentego, a Zoe przyjechała na sesję zdjęciową. Była modelką -
wyjaśnił.
- Ale nie na wybiegu, lecz pozującą do seksownych zdjęć reklamujących
kosmetyki ekskluzywnej firmy.
Można wpaść w kompleksy od samego słuchania, ironicznie pomyślała
Gina.
- Właściwie nie ma co opowiadać - dodał. - Wzięliśmy ślub. A potem
rozwód.
- Niewiele ujawniasz, Jack. Zakochaliście się w sobie?
- A cóż to jest miłość? - prychnął kpiąco. - No dobrze.
- Uniósł rękę. - Początkowo chyba sądziliśmy, że się kochamy. Ale z
perspektywy czasu widzę, że związek za bardzo opierał się na seksie, aby
przetrwać. A może trzeba winić nasz styl życia? Oboje pracowaliśmy i
czasem nie widywaliśmy się całymi tygodniami.
Gina słuchała uważnie, obserwując palce Jacka, gdy zerwał z drzewa
pachnący liść i zaczął go rozdzierać.
- Wkrótce po drugiej rocznicy ślubu Zoe zaszła w ciążę. Nie planowaliśmy
tego, ale ja byłem zachwycony. Natomiast Zoe niezbyt cieszyła wizja
rychłego macierzyństwa.
- Może twoja żona martwiła się, że straci figurę? - Gina zamierzała być
obiektywna. Jack wzruszył ramionami.
- W ogóle nie chciała zostać matką. Podpisała kontrakt na sesje w Europie
i czekała na próbne zdjęcia w telewizji. Starała się o rolę w serialu i miała
szansę ją dostać. - Jack zaśmiał się gorzko. - Dlatego szalała ze złości.
- Och, Jack. - Gina wzięta go za rękę i lekko ją ścisnęła, pragnąc chociaż w
ten sposób wyrazić zrozumienie.
- Gdyby ciąża przebiegała gładko, może jakoś dalibyśmy sobie radę. Ale
Zoe strasznie cierpiała z powodu porannych mdłości. Nic nie pomagało jej
na tyle długo, żeby wzięła się w garść. Dlatego była znudzona,
nieszczęśliwa, wiecznie rozgniewana.
- Na ciebie?
- Oczywiście. W końcu podjąłem decyzję. Poprosiłem szefa o przyzwoity
rozkład dyżurów i przejąłem obowiązki domowe, żeby Zoe mogła więcej
wypoczywać.
- To działało?
- Początkowo tak - przyznał, patrząc ponuro w dal. - Aż do dnia, w którym
zapomniałem przywiezć nowe kasety wideo z wypożyczalni. Zoe
postanowiła nie czekać na mój powrót i pojechała swoim samochodem do
miasta. Ale było jej niedobrze, więc nie zapięła pasów...
- O Boże... - Gina zadrżała, wiedząc, co zaraz usłyszy. Jack skinął głową.
- Odniosła tylko powierzchowne obrażenia, ale doznała szoku. I tej nocy
poroniła.
Gina zastygła w bezruchu.
- Miałeś do niej pretensje? [ Pobierz całość w formacie PDF ]