[ Pobierz całość w formacie PDF ]

był to Sierżant, który narzekał na konieczność szukania zagubionych żołnierzy i podawał mu
gruby, ciepły płaszcz. Najsłodsze i zarazem najbardziej gorzkie były wizje Tari. Widział
współczucie w jej błękitnych oczach i słyszał jej uspokajające słowa. Czasem nawet go
dotykała, po czym natychmiast znikała.
Tak więc szedł i szedł, aż pewnego dnia okazało się, że już nie ma siły iść dalej. Jego
ciało odmówiło mu posłuszeństwa. Upadł w śnieg. Próbował zmusić swoje wyczerpane,
zmarznięte ciało do podniesienia się, lecz ono go nie słuchało. Thrall nie czuł już nawet
zimna. Było mu... ciepło i miękko. Wzdychając głęboko, zamknął oczy.
Jakiś dzwięk sprawił, że otworzył je ponownie, ale to, co zobaczył, uznał za
halucynacje. Tym razem było to spore stado wilków, niemal tak białych jak otaczający go
śnieg. Stały wokół niego w milczeniu, jakby na coś czekając. Popatrzył na nie, ale nie miał
nawet siły, aby zastanawiać się, czy go zaraz zaatakują, czy może będą czekać, aż straci
przytomność?
Za wilkami pojawiły się trzy ciemne postacie, od stóp do głów okryte futrami.
Pomyślał, że musi im być ciepło, ale na pewno nie tak ciepło jak jemu. Pod lamowanymi
futrem kapturami widział ich masywne szczęki. To były orki.
Teraz jednak był zły na siebie. Obawiał się, że umrze, zanim dowie się, co te
zakapturzone postacie chcą od niego.
Zamknął oczy i już niczego więcej nie widział.
***
- Chyba się obudził. - Thrall poruszył się i podniósł ciężkie powieki.
Z malującą się na twarzy ciekawością spoglądało na niego orcze dziecko. Thrall
szerzej otworzył oczy, by przyjrzeć się chłopcu. W klanie Wojennej Pieśni nie było dzieci,
gdyż - jak powiedział Grom - zebrał się on zdziesiątkowany po straszliwych bitwach, w
których w pierwszej kolejności zginęły dzieci.
- Witaj - powiedział Thrall w języku orko w, a jego głos zabrzmiał chrapliwie.
Chłopiec roześmiał się.
- Na pewno się obudził - powiedział i zniknął.
W polu widzenia Thralla pojawił się inny ork - tym razem taki, który najwyrazniej
widział w swoim życiu już bardzo wiele zim.
W jego starej twarzy wszystkie cechy orków były jeszcze bardziej widoczne. Jego
policzki opadły, zaś zęby były jeszcze bardziej żółte niż u Thralla, i do tego wielu brakowało.
Oczy o dziwnej mlecznej barwie nie miały zrenic. Ciało orka - powykręcane i przygięte do
ziemi - było tak małe jak ciało dziecka. Thrall instynktownie się skulił.
- Myślałem, że umrzesz, młodzieńcze - stwierdził stary ork.
Thrall wyczuł w jego słowach irytację.
- Przykro mi, że cię rozczarowałem - stwierdził.
- Nasz kodeks honorowy nakazuje pomagać tym, którzy są w potrzebie - mówił dalej
ork - ale zawsze jest prościej, jeśli nasza pomoc okaże się nieskuteczna. Mamy wtedy o jedną
gębę mniej do wykarmienia. -
Brutalne słowa starca wstrząsnęły Thrallem, ale nic nie odpowiedział.
- Nazywam się Drek Thar. Jestem szamanem Lodowych Wilków i ich obrońcą. Kim
ty jesteś?
Thrall poczuł rozbawienie na myśl, że ten wysuszony starzec jest obrońcą wszystkich
Lodowych Wilków. Próbował usiąść, ale poczuł, że jakaś niewidoczna dłoń popchnęła go z
powrotem na futra. Spojrzał zdziwiony na Drek Thara i ujrzał, że starzec delikatnie porusza
palcami.
- Nie pozwoliłem ci się podnieść - powiedział. - Odpowiedz na moje pytanie,
przybyszu.
Spoglądając na starca już z należnym szacunkiem, Thrall odpowiedział:
- Nazywam się Thrall.
Drek Thar splunął.
- Thrall! Ludzkie słowo i do tego poniżające!
- Tak - powiedział Thrall - słowo, które w ich języku oznacza niewolnika. Ale ja już
nie jestem niewolnikiem, choć zachowałem to imię, by pamiętać o swojej przeszłości.
Zerwałem się z łańcuchów po to, aby poznać moją prawdziwą historię. - Thrall znów
próbował się podnieść i znów został popchnięty na posłanie. Tym razem zauważył, że
powykręcane palce starca lekko drżą.
- Czemu nasi wilczy przyjaciele znalezli cię pośrodku burzy śnieżnej? - spytał ostro
Drek Thar, nie patrząc na Thralla. Dopiero teraz młody ork uświadomił sobie, że stary jest
ślepy.
- To długa historia.
- Mamy czas.
Thrall roześmiał się. Poczuł, że lubi tego zwariowanego starego szamana. Poddając się
niezrozumiałej mocy, która zmuszała go do leżenia, opowiedział o tym, jak Blackmoore
znalazł go jako niemowlę, wychował i nauczył walczyć, a także o Tari, otępiałych orkach,
które znalazł w obozach, i o spotkaniu z Piekielnym Krzykiem, który nauczył go kodeksu
wojowników i języka jego ludu.
- To Piekielny Krzyk powiedział mi, że moim klanem są Lodowe Wilki - dokończył. -
Poznał to po małym kawałku materiału, w który byłem owinięty jako dziecko. Mogę ci
pokazać... - Nagle zamilkł zawstydzony. Przecież Drek Tharowi nie można niczego pokazać.
Ale Drek Thar wyciągnął do niego rękę.
- Daj mi to.
Ucisk na piersi zmalał i Thrall już mógł się podnieść. Sięgnął do worka po obszarpany
kawałek pieluszki ze znakiem Lodowych Wilków i bez słowa podał go szamanowi.
Drek Thar wziął materiał w obie dłonie i przycisnął do piersi. Wyszeptał kilka cichych
słów, których Thrall nie zrozumiał, a potem pokiwał głową.
- Jest tak, jak podejrzewałem. - Westchnął głęboko i oddał materiał Thrallowi. -
Tkanina rzeczywiście nosi symbol Lodowych Wilków i została utkana własnoręcznie przez
twoją matkę. Myśleliśmy, że nie żyjesz.
Dopiero po chwili Thrall w pełni pojął, co powiedział Drek Thar. Poczuł nagły
przypływ nadziei. - Znasz moją matkę? Mojego ojca? Wiesz, kim jestem?
Drek Thar uniósł głowę i wpatrzył się w Thralla niewidzącymi oczami.
- Jesteś jedynym dzieckiem Durotana, naszego dawnego wodza, i jego odważnej
kobiety Draki.
***
Siedzieli w jaskini starego orka przy jasnym ogniu, owinięci futrami, i było im ciepło i
wygodnie. Palkar, młody opiekun starca, który poinformował go o przebudzeniu się Thralla,
nałożył im gulaszu i delikatnie włożył drewnianą misę w dłonie Drek Thara.
Przez jakiś czas ork jadł i nic nie mówił. Palkar również siedział cicho. W jaskini
słychać było tylko trzask ognia i głęboki oddech Mądrego Ucha, wilczego towarzysza
Drek Thara. Szaman nie sądził, iż kiedykolwiek jeszcze będzie opowiadał tę historię.
- Twoi rodzice byli najszlachetniejszymi ze wszystkich Lodowych Wilków. Wiele zim
temu wyruszyli z misją i nigdy już nie powrócili. Nie wiedzieliśmy, co się z nimi stało... aż do
dzisiaj. - Wskazał na kawałek materiału. - Powiedziały mi to włókna pieluszki. Oni zostali
zamordowani, a ty przeżyłeś i wychowali cię ludzie.
Materiał został utkany z wełny białych kóz, które żyły w górach. A taka wełna
pochodząca z żywej istoty ma swego rodzaju świadomość. Nie potrafiła opisać szczegółów,
lecz opowiedziała o przelanej krwi, która splamiła ją czerwonymi kroplami, i nieco o historii
Thralla, potwierdzając opowieść młodego orka.
- Co to była za misja, która kosztowała życie moich rodziców? - dopytywał się Thrall.
Jednak Drek Thar jeszcze nie chciał podzielić się z nim tą informacją.
- Powiem ci w odpowiednim czasie. Ale teraz znalezliśmy się przez ciebie w trudnej
sytuacji. Przybyłeś do nas w zimie, najsurowszej porze roku, a my jako członkowie twojego
klanu musimy cię przyjąć. Ale to nie znaczy, że będziesz ogrzany, najedzony i bezpieczny,
nie dając nam niczego w zamian.
- Nie oczekiwałem tego - powiedział Thrall. - Jestem silny, mogę pracować, pomóc
wam w polowaniach. Mogę opowiedzieć wam o ludziach, byście mogli lepiej z nimi walczyć.
Mogę...
Drek Thar podniósł dłoń, przerywając potok słów Thralla. Słuchał, co mówi do niego [ Pobierz całość w formacie PDF ]