[ Pobierz całość w formacie PDF ]

 Czy on to włoży z powrotem?  zapytał Max ochrypłym szeptem.
 Nie  odrzekł Neef.  Zasłoni otwór naciętym płatem skóry i po jakimś czasie
ubytek sam się wypełni i zarośnie.
Beavis delikatnie wsunął długą igłę w otwór w czaszce i przerwał zabieg.
 Pierwszy obraz!  rozkazał.
Do akcji wkroczyła obsługa tomografu i po chwili na ekranie ukazał się obraz. Beavis
wsunął igłę głębiej i powtórzył polecenie. Na monitorze widać było położenie igły.
 Co się dzieje?  spytał Pereira.
 W chirurgii mózgu nie możemy użyć ultrasonografu. Nie możemy również wpro-
wadzić kamery do wnętrza głowy pacjenta. Podczas operacji musimy korzystać z sze-
regu następujących po sobie obrazów.
 Otrzymujecie je dopiero po wykonaniu kolejnego ruchu?!
 Tak musi być  wyjaśnił Neef.
 Jezu!  szepnął Pereira.
Igła posuwała się w kierunku nowotworu, aż wreszcie Beavis powiedział:
 Jesteśmy. Czy mogę prosić o wirusa?
Pielęgniarka sięgnęła do kubełka z lodem po fiolkę. Na nieszczęście powierzchnia
szklanej rurki zwilgotniała i fiolka wyśliznęła się z jej dłoni osłoniętej gumową ręka-
wiczką. Odbiła się od krawędzi tacy z instrumentami, spadła na podłogę i roztrzaskała
się. Wokół rozprysły się kawałeczki szkła, a preparat zawierający wirusa zamienił się
w bezkształtną, mokrą plamę. Siostra uniosła ręce do twarzy. Jej oczy zrobiły się okrą-
głe z przerażenia. Beavis nie mógł się odwrócić i zobaczyć, co się stało. Jego dłoń pew-
nie trzymała igłę zagłębioną w czaszce pacjenta.
 O co chodzi?  zapytał poirytowany.
 Straciliśmy wirusa  odpowiedział mu Neef.  Spadł na podłogę.  Podszedł
do nieszczęsnej siostry i lekko położył dłoń na jej ramieniu. Nikt inny się nie poruszył.
Wszyscy stali sparaliżowani strachem.
 Czy stwarza to jakieś zagrożenie?  zapytał Beavis.
Neef spojrzał na Pereirę, ale ten przecząco potrząsnął głową.
 Nie ma niebezpieczeństwa  odrzekł Neef.  Wirus był nieszkodliwy. Ale lepiej
to zdezynfekujmy.
Jeden z techników zalał kałużę roztworem antyseptycznym, a potem zebrał płyn
z podłogi za pomocą tamponów waty. Szkło znalazło się w małej, metalowej misce.
98
 A zatem, teraz nie mamy do wstrzyknięcia żadnego wirusa, czy tak?  spytał
Beavis.
Ton jego głosu wydawał się opanowany, ale każdy wiedział, co myśli. Operacja oka-
zała się stratą czasu. Czekając na odpowiedz neurochirurg wciąż nieruchomo trzymał
igłę w czaszce omasa.
 Mamy zapas  odezwał się Pereira.  Zostawiłem w dziale farmacji rezerwowe
fiolki.
 Więc proszę, żeby ktoś je przyniósł  polecił Beavis.  Szybko!  W jego głosie
zabrzmiał wyrazny niepokój. Nie było mowy, by mógł wyciągnąć igłę, a potem wpro-
wadzić ją jeszcze raz. Stanowiło to zbyt wielkie ryzyko uszkodzenia mózgu pacjenta.
Musiał utrzymać igłę w niezmienionej pozycji, dopóki nie dostanie nowego wirusa.
Po kilku minutach Beavis powiedział:
 Czuję, że zaczyna mi drżeć ręka. Czy ktoś mógłby się przygotować do zastąpienia
mnie?  Zabrzmiało to całkiem naturalnie, ale każdy zdawał sobie sprawę z powagi sy-
tuacji. Przekazanie komuś innemu igły było niebezpieczne, lecz jeszcze większe zagro-
żenie stwarzało mimowolne drżenie ręki, niemożliwe do opanowania. Asystent Beavisa
przysunął się do niego gotów do działania.
 Proszę powiedzieć kiedy, sir.
 Jest wirus  rozległ się głos jednej z pielęgniarek stojącej z tyłu.
 Już dobrze, dam sobie radę  odezwał się Beavis.
Kiedy czekał, podłożył sobie pod rękę stos tamponów chirurgicznych, by mieć opar-
cie. Asystent wycofał się i zajął swoje stanowisko po drugiej stronie stołu.
Gdy przez drzwi podano tacę ze szklanymi fiolkami, pielęgniarka umieściła ją przy
stole.
 Która?  zapytała asystująca siostra.
Pereira podszedł bliżej i wybrał jedną z nich.
 To ta  pokazał.  Pięć mililitrów.
Dokładnie odmierzona ilość zawiesiny wirusowej znalazła się w strzykawce. Beavis
połączył ją z igłą tkwiącą w czaszce omasa Downy. Wolno wciskał tłok, dopóki z cy-
lindra strzykawki nie zniknęła cała zawartość. Potem odetchnął z ulgą. Ostrożnie wy-
ciągnął igłę z czaszki i wrzucił ją do stalowego naczynia na odpadki.
Odpoczywał przez chwilę gimnastykując zesztywniałe od długiego bezruchu palce.
W końcu skinął na asystenta. Ten delikatnie zaszył płat skóry zasłaniający otwór
w czaszce omasa Downy.
 Gotowe  oznajmił.
 Było gorąco  szepnął do Neefa Pereira przewracając ponad maską oczami.
 Mogło się to odbyć mniej dramatycznie  przyznał Neef.
99
Siostra, która upuściła fiolkę wciąż wyglądała na przestraszoną i zakłopotaną. Kiedy
Beavis ściągał rękawiczki, podeszła do niego.
 Bardzo przepraszam  powiedziała.  Strasznie mi przykro z powodu...
Chirurg przerwał jej w pół zdania:
 Proszę się tym nie przejmować, siostro. To się mogło zdarzyć każdemu. Nic się
nie stało.
Neef uznał, że Beavis przestał mu przypominać oficera gestapo.
Wszyscy zauważyli, jaka ulga odmalowała się na twarzy pielęgniarki. Jedna z koleża-
nek otoczyła ją ramieniem i gdy omasa Downy wywieziono do pokoju pozabiegowe-
go, w sali operacyjnej nagle dało się wyczuć ogólne odprężenie. Napięcie zniknęło.

Neef wrócił na oddział w towarzystwie Pereiry, który cały dzień był przygaszony, ale
teraz odzyskał animusz.
 Nie wiedziałem, że to tak wygląda  wyznał Max.  Myślałem, że po prostu
można wbić igłę i po wszystkim.
Neef uśmiechnął się do niego.
 Więc jednak my, medycy, mamy swoją rolę do odegrania, co?
 Słowo daję, rzeczywiście jesteście mi potrzebni do wszczepienia wirusa  odparł
Pereira bez cienia żartu.  Jutro dwa następne?
 Dwa następne  przytaknął Neef.  A potem jesteśmy wolni i swobodni.
Poszedł prosto do dyżurki, by zobaczyć się z Kate Morse.
 Co z Charlie em?  zapytał.
 Niedobrze  odrzekła Kate.  Laboratorium nie znalazło potwierdzenia, że to
Klebsiella, a on nie reaguje na ampicylinę.
 Jasna cholera!  mruknął Neef.  W co oni grają?  Odwrócił wzrok od Kate,
żeby nie zauważyła, że w jego głowie odzywają się dzwonki alarmowe. Nietypowa
pneumonia nie dająca się wyleczyć? Bardzo przypominało mu to po wtórne przeżywa-
nie koszmarnego snu. Z ukosa zerknął na twarz Kate. Przygnębienie wyryło wokół jej
oczu głębokie bruzdy.
 Jak poszła operacja omasa?  spytała chcąc mężnie zmienić temat.
 Wszystko w porządku. Sam zabieg nie potoczył się wprawdzie całkiem gładko, ale
przeszedł bez problemu. Teraz musimy mieć nadzieję, że im wszystkim wyjdzie to na
dobre.
 Tracy Torrance zmarła dziś w Klinice Randolfa  powiedziała nagle Kate.
 Kiedy byłeś w sali operacyjnej.
Neef ze smutkiem pokiwał głową.
100
 Mój Boże, mam nadzieję, że jej matka nie uważa wciąż, że tego chciałem.
[ Pobierz całość w formacie PDF ]