[ Pobierz całość w formacie PDF ]

oznaczało współpracę. Niech robią, co w ich mocy, by udaremnić romans córki,
byle zdołała uratować ich mał\eństwo.
Przytuliła się do przystojnego bruneta.
 Czasami oglądamy razem mecze bokserskie albo turnieje zapaśnicze. To o
wiele zabawniejsze ni\ czytanie idiotycznych dokumentów prawniczych.
Gladys i Bud popatrzyli na córkę, jakby zobaczyli ducha.
 Idziemy się rozpakować  oznajmili jednocześnie i mszyli w stronę
domku,
 Dobry pomysł!  krzyknął za nimi Tony.
Gdy rodzice zniknęli za drzwiami swego lokum, Lynn wysunęła się z ramion
Tony ego. Czuła, \e przestanie nad sobą panować, jeśli natychmiast nie
zwiększy dystansu. Kolega bez słowa rzucił jej badawcze spojrzenie. Zapadła
kłopotliwa cisza.
 Jesteś niesamowity  powiedziała, gdy zeszli po schodach i ruszyli ku
drugiemu domkowi.  Nie mieści mi się w głowie, \e cię wyrzucili ze
studenckiego teatru. Jesteś urodzonym aktorem.
 Przecie\ nie gram. Jestem sobą. Mam wra\enie, jakby powróciły minione
lata. Taki kiedyś byłem, Z myślą o twoich rodzicach odtwarzam swój dawny
wizerunek,
 Rozumiem. Jak sam widzisz, nasz plan działa. Podczas jazdy tatuś i
mateczka knuli, a\ miło.
 Znakomicie. Lubię ich. Mam nadzieję, \e nadal będą razem,
 Polubiłeś moich staruszków?  zapytała z niedowierzaniem.
 Jasne. Czemu cię to dziwi?
 To para dziwaków. Bez przerwy się kłócą o rozmaite bzdury, zupełnie
brak im ogłady, mają wyjątkowy talent do robienia głupstw.
 Szczerze mówiąc, doskonale się bawię w ich towarzystwie. Od matury nie
miałem takiej radochy. Poza tym ich dziwactwa to jedynie parawan, za którym
chowają kochające serca. Twoi starzy to widomy dowód, \e przysłowie;  Kto
się czubi, ten się lubi ma głęboki sens. Gdyby im na sobie nie zale\ało, toby się
nie sprzeczali. Poza tym, dla ukochanej jedynaczki gotowi są na wszystko.
Moim zdaniem przez wzgląd na ciebie w końcu się pogodzą.
 Oby tak było  odparła z nadzieją Lynn, spoglądając na spienione wody
strumienia.  Znajomy pejza\ z pewnością o\ywi wspomnienia.,,
 Pani mecenas próbuje zyskać na czasie, prawda?
Zerknęła na niego ukradkiem,
 Musimy wejść do środka, zanim któreś z nich wyjrzy przez okno i
stwierdzi, \e podziwiamy krajobraz, zamiast,..
 Masz rację  przerwała w pół słowa i sięgnęła do kieszeni po klucz.
Wnętrze domku zapowiadało kłopoty. śadnego podobieństwa do
funkcjonalnego gabinetu zaniepokojonej pani mecenas. Wszędzie koronki  na
ogromnym ło\u pod baldachimem, wygodnych fotelach, toaletce  świe\e
kwiaty w wazonach, przyjemna woń orchidei, przytulna kanapka dla
zakochanych. Ze względu na rodziców Lynn taki wystrój był wymarzony; dla
młodszej pary stanowił niebezpieczną pokusę. Go gorsza, brakowało kanapy.
 Wniesiesz baga\e, czy mam się sama pofatygować?  burknęła zirytowana
dziewczyna. Westchnęła głęboko i weszła do pokoju. Stanęła przy zasłoniętym
oknie. Serce bilo jej jak oszalałe. Nie słyszała kroków Tony ego ani odgłosu
zamykanych drzwi. Kim będzie jej cichy wspólnik, kiedy zostaną sami:
niezawodnym przyjacielem czy aroganckim buntownikiem?
Silne dłonie spoczęły na jej ramionach.
 Dr\ysz jak liść  powiedział cicho mę\czyzna i obrócił ją powoli. 
Odezwij się do mnie.
 Tony  szepnęła i odruchowo poło\yła dłonie na muskularnym torsie
okrytym miękką, bawełnianą koszulką. Bardzo przyjemne uczucie,..  Bądz
ostro\ny, mój drogi. Czyhają teraz na ciebie rozmaite pokusy, a wyobraznia nie
pró\nuje. Czujesz się wobec nich zupełnie bezbronny. Wmawiasz sobie, \e
jestem w twoim typie. Popełniłam błąd. Byłam tak zajęta swoimi kłopotami, \e
nie zastanawiałam się, jak wpłynie na ciebie ta szalona eskapada. Jeśli chcesz,
odwiozę cię do Phoenix. Rodzice dość się ju\ napatrzyli.,.
Pocałunek był dla niej kompletnym zaskoczeniem. Zapomniała nagle o
wyrzeczeniach i powściągliwości, oszołomiona łagodną pieszczotą Tony ego,
Gdy czułość ustąpiła namiętnemu po\ądaniu jęknęła z rozkoszy, oplotła
ramionami szyję kolegi i przylgną do niego całym ciałem. Mę\czyzna całował ją
coraz zachłanniej. Oboje pogrą\ali się w słodkim odurzeniu.
Nagle zadzwonił telefon. Natrętny dzwięk nie dawał im spokoju.
 Po pierwsze, nie zamierzam wracać do domu  oznajmił z trudem Tony,
gdy wypuścił ją z objęć.
 Tak... Rozumiem. Lynn dr\ącymi palcami odgarnęła włosy i sięgnęła po
słuchawkę. Domyślała się, \e dzwoni któreś z rodziców. Przyspieszony oddech
córki da im pewnie do myślenia,
 Daj mi twojego Romea  burknął ojciec.
Bez słowa wręczyła słuchawkę Tony emu
Kiedy na nią popatrzył, ciemne oczy lśniły po\ądaniem. Gdy zaczął
rozmawiać, zmienił się natychmiast w bezczelnego rozrabiakę.
 No?
Tony uśmiechnął się do niej, nonszalanckim gestem umieścił papierosa w
kąciku ust i zapalił, manipulując zręcznie jedną ręką. Wyglądał teraz jak zimny
drań, błyskawiczna przemiana dokonała się na oczach rozbawionej Lynn.
 Nie w tej chwili  mruknął Tony. Zaciągnął się z obojętną miną  Mam tu
sprawę, ojciec.
Ojciec! Lynn zakryła usta ręką, \eby nie parschnąć śmiechem. Byłoby
fatalnie, gdyby Bud usłyszał taki wybuch radości.
 Jak przyjdę, to będę  burknął Tony, bez skrępowania obrzucając
dziewczynę taksującym spojrzeniem.  Moja pani nie lubi pośpiechu.
Rozumiemy się?
Lynn wyobraziła sobie, \e kocha się z Tonym bez pośpiechu, nie bacząc na
mijający czas. Nie da się ukryć; umiał pobudzić jej wyobraznię.
 Pewnie. No, to wpadnę. Cześć.  Odło\ył słuchawkę i spojrzał Lynn prosto
w oczy.  Bud chce się spotkać. Zaprosił mnie do baru. Obiecał coś postawić,
 Dałeś mu do zrozumienia, \e my...  Bo tak było, maleńka.  Zgasił
papierosa i przysunął się do niej. Był taki męski i nieposkromiony.  Kazałem
mu czekać.
 O, nie! śadnych sztuczek, panie Russo. Nie bądz taki Casanova! Na mnie
to nie działa.
 Jestem innego zdania.
 Zaskoczyłeś mnie. Podtrzymuję wszystko, co powiedziałam wcześniej.
Oboje popełnimy wielki błąd, jeśli teraz zaczniemy romansować.
 Pamiętaj, \e istnieje mowa ciała. Twoja postawa wyraznie przeczy
słowom, kochanie  stwierdził Tony z przemądrzałym uśmiechem.
 Nie zwracaj uwagi ha ten komunikat  poradziła, wpatrując siew niego z
zachwytem. Jaki to przystojny mę\czyzna! Czuła, \e mimo woli ulega
po\ądaniu.
 Przestań go nadawać  odparł bez namysłu, uśmiechając się znacząco. 
Na mnie pora. Muszę lecieć. Trzymaj się ciepło, mała. Niedługo wrócę.
ROZDZIAA SZSTY
Bar mieścił się w budynku recepcji. Zciany wyło\one były ciemnym
drewnem. Bud zajął boczny stolik, z dala od innych gości. Przed nim stał kufel
piwa. Ruchem głowy wskazał krzesło po drugiej stronie okrągłego blatu.
 Siadaj.
Tony odwiódł krzesło i usiadł na nim okrakiem, co było niewygodne, ale [ Pobierz całość w formacie PDF ]