[ Pobierz całość w formacie PDF ]

- Shiro! - z rozpaczą krzyknęła Vinga, znała bowiem tylko jedną osobę, która mogłaby im
pomóc. - Shiro, przyzywam cię!
- To na nic się nie zda! - pogardliwie zaśmiał się Heike ochrypłym, nieswoim głosem. - Ty nie
masz mocy!
168
Vinga nie tracąc przytomności umysłu chwyciła Heikego za ramię i zawołała ku niebu:
- Shiro! Poprzez Heikego przyzywam cię!
- Puść mnie! - zawył Heike. - Puść mnie, ty... Shiro, ja cię nie wzywałem, ona kłamie!
Wiedział już jednak, że przegrał. Opiekuńcze duchy Ludzi Lodu nie zwlekały z przyjściem z
pomocą, kiedy tylko mogły wystąpić przeciw Tengelowi Złemu.
Heike z całych sił walczył, by się uwolnić.
- Nigdy nie powinienem... pozwolić... dać się związać - wysapał. - Gdybym był wiedział...
Eskilu! Spróbuj zagrać na flecie! Spróbuj! Ty możesz! Możesz!
Jego głos podniósł się aż do wrzasku i nikt już nie mógł tego głosu rozpoznać. To nie był
krzyk Heikego.
Ale Eskil go nie słyszał. I on, i obie kobiety, wszyscy wpatrywali się w resztki ogniska.
Ujrzeli, że flet turla się wśród popiołu, tu i tam, jakby ktoś siłą woli starał się go osłaniać.
Instrument przywodził na myśl zwierzę schwytane w pułapkę, które nie może pogodzić się z
losem, próbuje ucieczki, lecz bez powodzenia.
Nie ujrzeli wszystkiego, co wydarzyło się potem, gdyż oczom ich nie dane było widzieć tego,
co ukryte, usłyszeli jednak przerażony okrzyk Heikego: ' - Shiro, nie! Nie rób tego!
Flet zadrżał przez moment i zastygł. I zaraz na ich oczach rozsypał się w proch, który po
chwili też zniknął.
Nie został po nim żaden ślad.
Heike osunął się bezwładnie; gdyby nie krępujące go więzy, pewnie upadłby na ziemię.
Kiedy Tengel Zły wypuścił go ze swych objęć, z ust Heikego wyrwał się szloch.
A Solveig powiedziała pózniej, że miała wrażenie, jakby ktoś stanął przed nią, uśmiechając
się promiennie i łagodnie. W świadomość zapadło jej parę słów, których właściwie nie
słyszała, lecz mimo to potrafiła powtórzyć:  W podzięce za twą odwagę. Za to, co uczyniłaś
dla Ludzi Lodu, choć strach opanował twoje serce. Dlatego, że zdołałaś usunąć z drogi
ogromne niebezpieczeństwo .
Na łące, rozciągającej się na szczycie wzgórza, było cicho, tak cicho, jakby byli częścią
milczącej, bezkresnej przestrzeni.
- Mamo - przerwał tę ciszę mały Jolin.
169
Podeszli do dziecka, Solveig, Eskil i Vinga. Przez ostatnią godzinę z ust chłopca nie
wydobywał się żaden dzwięk. Solveig bała się do niego zajrzeć, bała się, że znajdzie go
bardziej bladym i nieruchomym niż byłaby to w stanie znieść. Podróż ta bowiem, która miała
być początkiem nowego życia dla Jolina i dla niej, z każdą chwilą stawała się bardziej jego
końcem. Trudne Przeprawy, nieustanne uderzenia kół bryczki o kamienie leżące na drodze,
ostre światło, tak okrutne dla jego prawie już niewidzących oczu, napięcie i brak snu, a
przecież chłopiec przyzwyczajony był spać prawie przez całą dobę.
Wszystko to stanowiło zbyt wielkie obciążenie dla wycieńczonego chorobą dziecka.
Solveig słyszała, że ludziom, którym pisana jest śmierć, przed samym zgonem całkiem
rozjaśnia się w głowie.
Ta blada, przezroczysta twarzyczka. Zmatowiałe oczy...
- Mamo, jakie niebieskie jest niebo! A na czoło spadła mi kropla deszczu!
- Och, rzeczywiście!
Vinga powstrzymała troskliwą dłoń Solveig.
- Nie, nie wycieraj tej kropli - rzekła bez tchu. - Nie wiem, pewnie jestem głupia, ale... Niech
zostanie!
Vindze zakręciły się łzy w oczach, to śmiała się urywanie, to znów zawstydzona zerkała na
Solveig.
- Ty tego nie rozumiesz, a ja na razie nie chcę jeszcze nic mówić, dopóki nie dowiem się na
pewno, ale... Jolinie, czy coś się wydarzyło? Czy po prostu ta kropelka spadła z nieba?
- Nie, chyba była tu u mnie jakaś pani, ale nie jestem pewien, może mi się tylko przyśniła. A
może to był ktoś z was.
- Jak ona wyglądała? - dopytywała się Vinga. - Czy była drobna? Nieduża jak porcelanowa
lalka? Miała obce rysy twarzy, oczy takie skośne? I włosy błyszczące wieloma kolorami?
Jolin popatrzył na nią zdumiony.
- Tak. To znaczy, że jednak mi się to nie śniło?
Vinga poklepała malca po policzku, może nawet zbyt mocno, uniesiona szczęściem,
podniecona. Teraz łzy płynęły jej już z oczu strumieniem.
- Nic nie powiem. Na razie jeszcze nic nie powiem. Poczekamy i zobaczymy. Czy możecie
pomóc mi rozwiązać Heikego?
170
We trójkę zajęli się zdejmowaniem więzów. [ Pobierz całość w formacie PDF ]