[ Pobierz całość w formacie PDF ]

 Niedobrze  powiada.
 Dlaczego niedobrze?
 Dlatego  mówi  że Icek i Ajzyk to jednakowe imię.
 Dlaczego, mądralo  pytam  Icek i Ajzyk to ma być jedno i to samo?
A on na to:
 Icek to jest Jicchok, Jicchok to Izaak, Izaak to Izak, Izak i Ajzyk to jednakowe imiona.
No i wymyślił!
Jednym słowem, co tu dużo gadać? Szukają mego Ajzyka, wypruwają mi żyły i żądają,
abym go sprowadził na komisję!
W domu czarna rozpacz. Mało  rozpacz! Sądny dzień! %7łona moja  oby żyła sto dwadzie-
ścia lat!  przypomniała sobie zmarłego i odnowiły się stare rany.
 Lepiej byłoby  zawodziła  żeby teraz żył i stawał do poboru zamiast leżeć i gnić w
ziemi... A poza tym, kto wie? Może rabin ma słuszność? Może naprawdę Icek to Jicchok,
Jicchok to Izaak, Izaak to Izak, a Izak to Ajzyk? Aadna historia!
Tak mówiła moja żona zanosząc się od płaczu, a teściowa jak zwykle co chwila mdlała. Bo
powiedzcie sami: jedynak, jeden jedyny, prawdziwy, koszerny  trzy razy stawał do przeglą-
du wojskowego, dwa białe bilety i jeszcze nie koniec!...
Wziąłem nogi za pas i pojechałem do miasta, rozumie się, ze synem. Po pierwsze, aby za-
sięgnąć rady u dobrego adwokata, a po drugie, aby usłyszeć, co też powie profesor o moim
synu: czy jest zdatny, czy też niezdatny? Chociaż, prawdę mówiąc, sam wiem dobrze, że ten
szczeniak jest niezdatny  to znaczy zdatny jest, lecz nie na żołnierza. Ale gdy usłyszę zdanie
adwokata i profesora, wtedy już będę mógł spać spokojnie, przestanie mnie dręczyć myśl o
poborze.
64
Tymczasem co się okazało? Okazało się, że adwokat i profesor nie powiedzieli mi nic mą-
drego. Jeden mówi tak, a drugi siak, jeden zaprzecza drugiemu, aż się w głowie mąci! Po pro-
stu nie warto słuchać...
Pierwszym razem trafiłem na adwokata o tępej głowie  nieco przygłuchego. Czoło miał
wysokie, a łeb lśniący i łysy. Choćby kluski na nim wałkować!
Ta mądra głowa nie mogła nijak pojąć, kto jest Alter, a kto Icek, kim jest Abraham
Jicchok, a kto był Ajzyk. Musiałem mu niezliczoną ilość razy opowiadać, że Abraham,
Jicchok i Alter  to jedna i ta sama osoba, a Ajzyk to był ten, który przewrócił na siebie sa-
mowar, gdy mieszkaliśmy jeszcze w Worotiłówce. Zdawało mi się, że wreszcie zrozumiał,
gdy nagle zadaje mi pytanie:
 Przepraszam, powiedzcie mi, który z nich był starszy: Icek Alter czy Abraham Jicchok?
 Ależ, panie  powiadam.  Mówiłem już panu piętnaście razy, że Icek, Abraham,
Jicchok i Alter to jedna i ta sama osoba! Mój syn nazywa się właściwie Abraham Jicchok, ale
wołamy na niego Alter, gdyż matka dała mu takie imię, natomiast Ajzyk to ten, który wywró-
cił na siebie samowar, gdy mieszkaliśmy jeszcze w Worotiłówce.
A on do mnie:
 Kiedy więc, czyli w którym roku, stawał do poboru Abraham Alter, czyli Jicchok Ajzyk?
 Co też pan wygaduje?  wołam.  Dlaczego zmieszał pan kaszę z barszczem?! Po raz
pierwszy spotykam %7łyda z taką niepojętną głową! Mówię przecie panu, że Abraham, Jicchok,
Icek, Ajzyk i Alter  to jedna osoba!
 Cicho, sza!  powiada.  Proszę tak nie krzyczeć, dlaczego podnosicie głos?
Jak się to wam podoba? Chciał mi jeszcze wmówić, że ma rację!
Jednym słowem, splunąłem i udałem się do innego adwokata. Tym razem natrafiłem na
mądrego, może nawet za mądrego adwokata. Pocierał czoło, zaglądał do ksiąg, cytował różne
ustawy i wywodził, że na zasadzie takiego a takiego paragrafu okręg międzyrzecki nie powi-
nien był go wpisywać do swoich wykazów. A skoro okręg go wpisał, to inny okręg powinien
go wypisać, czyli wykluczyć. I znów, powiada, jest takie prawo, że skoro jeden okręg wpisał,
a drugi nie wypisał, to powinien go wypisać, czyli wykluczyć. A na zasadzie kasacji, skoro
tamten okręg go nie wypisał, czyli...
Jednym słowem: takie prawo czy inne prawo, taka kasacja czy siaka kasacja... Całą głowę
mi zakasował, tak że musiałem pójść do trzeciego. Znowu trafiłem na niedołęgę. Był to mło-
dy adwokacik, jak to powiadają, świeżo spod igły  dopiero co ukończył wydział prawny.
Bardzo nawet sympatyczny człowiek o dzwięcznym głosiku. Okazało się, że uprawia kraso-
mówstwo. Trzeba przyznać, że mówi bardzo ładnie, niech mu to wyjdzie na zdrowie! Tak się
rozgadał i zapalił wygłaszając całe przemówienie, że musiałem mu przerwać.
 Owszem, ma pan słuszność. Ale co mi z tego przyjdzie, że mnie pan opłakuje? Niech mi
pan lepiej poradzi, jak ma postąpić mój syn, jeśli, broń Boże, znowu otrzyma wezwanie?
Co tu będę dużo gadał? Dotarłem wreszcie do prawdziwego adwokata. Był to mecenas z
tych starych mecenasów, co to rozumieją się na rzeczy. Wyłożyłem mu całą historię od a do
zet. Siedział przez cały czas z zamkniętymi oczami i słuchał. Wysłuchawszy mnie, rzekł:
 Czy skończył pan już? Może pan jechać do domu... To głupstwo! Co najwyżej trzeba bę-
dzie zapłacić trzysta rubli grzywny.
 Czy o to tylko idzie?  powiadam.  Gdybyż trzeba było zapłacić tylko trzysta rubli
grzywny! Ale ja się boję o mojego syna!
 O jakiego syna?
 Jak to, o jakiego syna? O mojego Altera, czyli Icka!
 Co to ma wspólnego z Ickiem?
 Jak to co ma wspólnego? Może go znów powloką na komisję? [ Pobierz całość w formacie PDF ]